Dzisiaj kurier przywiózł mi nowego laptopa. To już drugi zamówiony na aliexpress, poprzedni kupiłem rok temu, działa tak, jak pierwszego dnia. Ten drugi to również pełnowymiarowy laptop, co prawda tylko 8 GB ram i ledwie 160 GB dysku, ale: ma mi służyć tylko do przeglądania neta, obejrzenia czegoś na YT i pisania bloga. Oczywiście pamięć można łatwo rozszerzyć, zresztą teraz i tak większość rzeczy trzyma się w chmurze. Za to cena: 179 euro, przy dzisiejszym kursie wychodzi 806 złotych. Grzech było nie brać ;-) Zostanie w Polsce, przyda się gdy tu jestem, a jestem, jak widać, bardzo często.
wtorek, 23 maja 2023
poniedziałek, 22 maja 2023
67 wizyta w Polsce /1/: drobne upominki z Irlandii
Kolejny wyjazd do Polski. Tym razem krótszy, na tydzień. W Carroll's kupiłem do rozdania kilka irlandzkich drobiazgów: słodycze, podkładkę, dwie torby na zakupy /w tym jedna ze świetnym motywem Księgi z Kells/ i nasiona irlandzkich kwiatów, chociaż ściślej: kwiatków rosnących m.in. w Irlandii ;-)
niedziela, 21 maja 2023
Bodywork
Od 28.04 do 20.08 b.r. w Crawford Art Gallery w Cork ma miejsce wystawa "Bodywork", na której swoje prace prezentuje szereg artystów. Jak napisali kuratorzy: "Ludzkie ciało jest złożonym, fascynującym i cudownym obiektem, które dla artysty staje się zarówno podmiotem, jak i przedmiotem."
sobota, 20 maja 2023
Młodzieżówka komunistyczna apeluje do faszystów
Młodzieżówka komunistyczna w Cork oszpeca ulice miasta kolejnymi graffiti. Tym razem na jednym z budynków przy North Main Street, zwracają się do "faszystów". Nie wiem skąd oni ich biorą, tych faszystów? Pewnie z tego samego miejsca, co polskojęzyczna tvn brała uczestników urodzin niedoszłego austriackiego malarza. Jeszcze bardziej niezrozumiałe jest dla mnie, jak można, będąc młodym człowiekiem, żyjącym w bogatym zachodnim kraju, z dostępem do pełni wiedzy historycznej, wyznawać ideały spod sierpa i młota?
piątek, 19 maja 2023
Warp Spasm i Express Yourself
W Laneway Gallery w Cork mają miejsce obecnie dwie wystawy: Warp Spasm i Express Yourself.
Pierwsza, której autorką jest Elinor O'Donovan, nawiązuje do tzw. "Saipan Incident". W 2002 roku irlandzkimi kibicami wstrząsnęła publiczna kłótnia kapitana reprezentacji Irlandii, Roya Keane'a z menadżerem Mickiem McCarthym, która miała miejsce podczas przygotowań do Mistrzostw Świata 2002 w Korei i Japonii. W jej wyniku ten pierwszy wrócił do domu, a całą Irlandię podzieliła dyskusja, kto zawinił?
Druga, której autorem jest artysta występujący jako Ciano, to w zasadzie jego mniej lub bardziej radosna wielotematyczna twórczość.
Poniżej - Warp Spasm i Express Yourself:
czwartek, 18 maja 2023
Serce nie sługa, czyli dwa tygodnie w irlandzkim szpitalu
"Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się popsujesz" - pisał przed wiekami Jan Kochanowski. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Jakiś czas temu wyszedłem z domu tylko na chwilę, do lekarza. Miało mnie nie być co najwyżej godzinę. Wróciłem po prawie dwóch tygodniach, spędzonych w szpitalu. Dokładnie - w Cork University Hospital.
Co się stało? Ano - serce nie sługa, że się tak wyrażę. Jak człowiek porządnie nie zadba o siebie najpóźniej zaraz po 40-stce, to po 50-tce trafiają się takie przypadki. I nie, nie jest to efekt uboczny "szczypawki", jak chcieliby niektórzy, tylko genetyka. W mojej rodzinie, choroby serca są zdecydowanie główną przyczyną zgonów. Genetyka, latami lekceważone nadciśnienie - i oczywiście moje nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, chociaż z tym ostatnim bym nie przesadzał. Swoją drogą, ostatni raz w szpitalu leżałem jak miałem 15 lat, teraz mam 52, więc średnia nie wychodzi najgorzej. I mam nadzieję, że tak zostanie.
Zgłosiłem się do MD Clinik, polskiej przychodni w Cork, do Pani doktor Małgorzaty Krawczyk, ponieważ od kilku miesięcy nie radziłem sobie z chronicznym, jak uważałem, przeziębieniem. Domowe sposoby, na czele z czosnkiem, przestały działać. Podejrzewałem nawrót astmy, na którą chorowałem w młodym wieku. Objawy miałem wręcz książkowe i raczej ciężkie, inaczej bym przecież nie poszedł do lekarza. Pani doktor, już po krótkim badaniu i wbrew mojej gotowej diagnozie o astmie, od razu /i jak się okazało: trafnie/ zasugerowała, że są to raczej problemy z sercem, czego absolutnie nie brałem pod uwagę. Napisała stosowny list z którym zaleciła mi natychmiast zgłosić się na badania do szpitala, o czym początkowo nie chciałem słyszeć. Po krótkiej rozmowie, w której pani doktor dobitnie stwierdziła co myśli o mojej postawie unikania szpitalnych badań, postanowiłem jednak zastosować się do jej wskazówek, czym najprawdopodobniej uratowała mi życie. Nie wiem na jak długo, ale przynajmniej - do tej pory.
Tak na marginesie: dwa miesiące wcześniej byłem praktycznie z tymi samymi dolegliwościami u lekarza w Polsce. Porządna, prywatna i solidnie płatna wizyta, nie żadne NFZ, no bo zresztą jak, skoro od lat mieszkam za granicą? I wtedy lekarz, mający te same narzędzia do badania, zdiagnozował "ostre zapalenie gardła", a sam z siebie, nie pytany, wykluczył sprawy kardiologiczne, wyraźnie stwierdzając: "z sercem jest wszystko w porządku, bije silnie, miarowo" - czy jakoś tak. Pamiętam doskonale, bo zdziwiło mnie że w ogóle o sercu wspominał. Może coś jest w twierdzeniu, że najlepsi polscy lekarze leczą Polaków - za granicą?
Jak było w szpitalu? Trochę dziwnie, trochę śmiesznie, ale ogólnie bardzo dobrze wspominam mój pobyt. Zarejestrowano mnie błyskawicznie, a przy rejestracji zapytano o... wyznanie. Gdyby takie coś wydarzyło się w Polsce, to przeróżni piewcy nowoczesności dostaliby apopleksji, ale w tęczowej Irlandii jest to rzecz jak najbardziej normalna i praktyczna. Przynajmniej od razu wiadomo, czy w razie czego wołać księdza, imama czy druida, bo i tacy cyrkowcy się pewnie zdarzają.
Niemniej, postęp nie bierze jeńców również na Zielonej Wyspie: kiedy kilka dni później wypełniałem formularz niezbędny do jednego z badań, miałem do wyboru oprócz dwóch płci, również wersję bezpłciową, a także zapytanie, jakich zaimków należy wobec mnie używać? W szpitalu, gdzie co jak co, ale podstawy biologii powinny być na pierwszym miejscu, a poprawne określenie płci może mieć decydujące znaczenie, co do skuteczności leczenia.
Wracając: zarejestrowano mnie, posadzono na fotelu i od razu rozpoczęto szereg badań, co bardzo mi się spodobało. Nie wiedziałem jeszcze, że na tym fotelu spędzę kolejne dwanaście godzin. Później na kolejne pół doby fotel zamieniono mi na swojego rodzaju leżankę, jeszcze mniej wygodną niż ten fotel. Gdzieś tak po dwudziestu sześciu godzinach, kiedy już ze trzy razy na serio zbierałem się do wyjścia, dostałem swój szpitalny 1-osobowy pokoik, z pełną obsługą i żarciem pod nos. W tym czasie oczywiście kolejne badania, regularne mierzenie ciśnienia, jakieś tabletki, zastrzyki, itp.
Po dwóch dniach takich wywczasów, o 1:00 w nocy mnie i mojego sąsiada z pokoju obok, przeniesiono dwa piętra niżej, do pokoju 4-osobowego. Jeszcze nie spałem, ale ten biedak już tak, mimo to pielęgniarki bezwzględnie go obudziły i zarządziły "relokację". W tej 4-osobowej salce pomieszkałem ledwie do popołudnia tego samego dnia, po czym znowu zrobiono roszadę, gdzie ja trafiłem do sąsiedniego, 2-osobowego pokoju a moich współtowarzyszy rozrzucono jeszcze gdzie indziej. Dlaczego tak się stało, nie wiem, nie pytajcie. Wiem tylko że ten "mój" pierwszy 1-osobowy pokój w którym mieszkałem dwa dni, przydzielono dla pacjenta którego przywieziono z Tralee, i to helikopterem. Czyli albo był bardzo chory, albo bardzo ważny. No, albo jedno i drugie.
Współtowarzysze z tego 2-osobowego pokoju się zmieniali. Pierwszy, w życiu zawodowym był operatorem maszyn budowlanych. Od dwóch tygodni nie mógł zasnąć z powodu "braku powietrza", w końcu zemdlał w sklepie w trakcie zakupów. Dopiero wtedy zgłosił się do lekarza, ostatecznie lądując w jednym pokoju ze mną. Sympatyczny i mocno stereotypowy Irlandczyk, w moim wieku, chyba nawet grubszy ode mnie. Niestety - głośno chrapał. Na tyle głośno, że pielęgniarki drzwi do naszego pokoju zamykały, chociaż wszędzie były otwarte na oścież. Rano na obchodzie lekarz go zapytał, czy chrapie? On na to, że nie wie. Medyk drążył: a czy żona się nie skarży? Na to on, że z żoną nie sypia. Można i tak. Zastanawiałem się, czy się wtrącić i zadenuncjować go z tym chrapaniem, ale już wcześniej zrobiły to pielęgniarki. Jak się okazuje, nawet taka popularna i prozaiczna czynność jak owe pochrapywanie, może być symptomem choroby serca. Wypuszczono go dość niespodziewanie, po czterech dniach pobytu w szpitalu.
W środku nocy jego miejsce zajął starszy jegomość, trochę po 60-tce. Ten już ledwie żywy dotarł do szpitala, faktycznie z bólem w klatce piersiowej. Przypadłość miał z kolei taką, że rozmawiał sam ze sobą, co jeszcze nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że od rozmowy często przechodził do kłótni, przez co miałem wątpliwości, czy on na pewno jest na właściwym oddziale. Opuścił szpital po niespełna tygodniu.
Pod dwóch godzinach, jego łóżko zajął młody, ledwie 20-letni chłopak. Wysportowany i trenujący coś tam cały czas, niemniej problemem okazało się oczywiście jego serce, które od kilkunastu dni samo z siebie przyspieszało i zwalniało. U tego chłopaka podejrzewano powikłania pocovidowe, bo dwa miesiąca temu miał pozytywny wynik i dość ciężko przeszedł infekcję. Tydzień wcześniej był u lekarza, dostał jakieś tabletki, ale niewiele pomogły. Jak widać, miałem w pokoju pełny przekrój wiekowy.
Co do wspomnianego covidu, to testy też mi robiono, i to dwa razy: zaraz po rejestracji i przed zmianą pokojów, które mieściły się na różnych piętrach. Za drugim razem delikatnie i łagodnie, ale za pierwszym - byłem przekonany, że robią mi, zakazaną przecież, lobotomię.
Szczegóły swoich badań pominę, jak wspomniałem w szpitalu /jako pacjent/ byłem ponad 35 lat wcześniej, niemniej z tego co mi się wydaje - wszystkie były przeprowadzone w pełni profesjonalnie. EKG, prześwietlenie płuc, echo serca, koronarografia i rezonans magnetyczny. Nie ukrywam, że to ostatnie, chociaż oczywiście zupełnie bezbolesne i nieinwazyjne, sprawiło mi najwięcej problemu. Okazało się, że cierpię na lekką klaustrofobię i nieruchome leżenie przez 40 minut, będąc całemu ściśle zamkniętym w stalowym cylindrze, to nie jest doświadczenie, które chciałbym powtórzyć. Ot, ile się człowiek przy okazji dowie prawdy o sobie.
Personel medyczny to mieszanka egzotyczna z całego świata, chociaż najbardziej kluczowe stanowiska jeszcze trzymają Irlandczycy. Niemniej, gdyby wszyscy imigranci, zdaje się często na wizach i zezwoleniach na pracę, postanowili wrócić do domu, irlandzka służba zdrowia uległaby natychmiastowej i kompletnej dezintegracji. To się raczej nie wydarzy, chociaż media podają, że zapaść w tym obszarze trwa już od dawna. Nie oceniam, moje doświadczenia, chociaż jednostkowe, są jednak pozytywne.
Życie w szpitalu było dość rutynowe: pobudkę robiono nam już o 5:30 rano, badając ciśnienie i wagę, oraz pobierając krew. Jak to na filmie "Chłopaki nie płaczą" żalił się jeden z mafiosów: "Nawet we Wronkach mnie tak wcześnie nie budzili". O 6:00 podawano tabletki, o 8:00 odwiedzał nas lekarz, o 9:00 zmieniano pościel, o 9:30 serwowano śniadanie, o 13:00 obiad a o 17:00 - kolację. O 20:30 można było jeszcze dostać kawę lub herbatę, do wyboru z: jogurtem, owocami lub herbatnikami. Wszystko punktualnie, zupełnie nie jak w Irlandii. Od biedy nawet nie trzeba było mieć zegarka, żeby wiedzieć która jest godzina, chociaż zegary wisiały w każdej sali. W przeciwieństwie do telewizorów, których w salach nie było /a wiem, że są w polskich szpitalach/, niemniej na każdym oddziale były sale z telewizorem, z których można było swobodnie korzystać.
Jak już pisałem, ale powtórzę raz jeszcze: zupełnie oddzielnym tematem jest kwestia wyżywienia. Widziałem sporo, chociaż w sporej części pewnie fejkowych memów o tym, jak karmią w polskich szpitalach. A jak to wygląda w szpitalach irlandzkich, a przynajmniej w tym konkretnym szpitalu w Cork? Już po przyjęciu można było liczyć na kilka kanapek, jogurt, kawę lub herbatę z ciastkiem. Ci czekający trochę dłużej - dostawali obiad. Kiedy już przyjęto pacjenta na oddział, można było wręcz sobie wybierać dania spośród kilku opcji. Z reguły były to, jeżeli chodzi o obiad, dwa dania mięsne i jedno wegetariańskie. Kolacja i śniadanie były bezmięsne, za to w kilku wariantach. Gdyby ktoś był nadal głodny, zawsze mógł skorzystać z ogólnie dostępnego bufetu, znajdującego się na parterze.
Z innych ciekawostek: na dole był kiosk, w którym można było kupić gazety i typowe dla takich miejsc słone przekąski, wystarczyło zjechać windą. Niemniej codziennie szpitalne sale objeżdżała również pani z wózkiem, niemal jak stewardesy w Ryanairze, prowadząc drobną sprzedaż obwoźną z tego sklepiku.
Podleczono mnie i wypuszczono, z krótką listą co powinienem zacząć robić, a z czym zdecydowanie skończyć. Jak to mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie wiem czy tak będzie w moim przypadku, ale większość ludzi która wychodzi z ciężkiej choroby, w ten czy inny sposób przewartościowuje swoje życie. Zmienia znienawidzoną, stresującą pracę na może mniej płatną ale dającą więcej satysfakcji. Zaczyna bardziej dbać o siebie i prowadzić zdrowszy tryb życia. Poprawia swoje relacje z bliskimi, gdy uświadamia sobie że czas, dany tu na Ziemi, może się niespodziewanie skończyć. Oczywiście, nie zawsze tak jest i nie wszystkich dotyczy. Są przecież i tacy, którzy pomimo że dostali drugą szansę od Pana Boga i lekarzy, niczego się nie nauczyli. Ich sprawa, ich karma, ich przyszły płacz, lament i pytanie, dlaczego /znowu/ ja?
Zdrowia Państwu życzę, zdrowia przede wszystkim. Bo, jak to pisał przywołany na wstępie mistrz Kochanowski, nie ma "nic nad zdrowie"!
środa, 17 maja 2023
Posiłki w irlandzkich szpitalach
Jak wyglądają posiłki w irlandzkich szpitalach? Ostatnie 2 tygodnie spędziłem w Cork University Hospital. Już mnie wypuścili, wszystko w porządku - gdyby to kogoś interesowało ;-) Napiszę o tym inny, dłuższy tekst, ale tutaj, dla zainteresowanych, chciałbym się podzielić fotkami szpitalnych posiłków. Widziałem sporo raczej fejkowych memów o tym, jak karmią w polskich szpitalach. A jak to wygląda w szpitalach irlandzkich, a przynajmniej w tym konkretnym, w Cork?
Zaraz po rejestracji można było liczyć na kilka kanapek, jogurt, kawę lub herbatę z ciastkiem. Ci czekający trochę dłużej - dostawali obiad. Kiedy już przyjęto pacjenta na oddział, można było wręcz sobie wybierać dania ze swoistego menu, spośród kilku opcji. Z reguły były to, jeżeli chodzi o obiad, dwa dania mięsne i jedno wegetariańskie. Kolacja i śniadanie były bezmięsne, za to w kilku wariantach. Gdyby ktoś był nadal głodny, zawsze mógł skorzystać z ogólnie dostępnego bufetu, znajdującego się na parterze. Do tego dwa razy dziennie można było dostać kawę lub herbatę z ciastkiem, owocem lub jogurtem - do wyboru.
Poniżej przykładowe śniadanie /owsianka/, obiad /tofu z ryżem/ i kolacja /sałatka z jajkiem/, więcej zdjęć znajduje się w galerii na moim fb: LINK.
poniedziałek, 15 maja 2023
Polacy w Irlandii a wybory w Polsce
W tym roku w Polsce odbędą się wybory parlamentarne, więc partie polityczne rozgrzewają się do kampanii. Polityka, to jak wiadomo, sztuka zdobycia i utrzymania władzy a dobrym politykiem jest tylko ten, który jest skutecznym. Przyjęło się uważać, że w tej walce o władzę wszystkie chwyty są dozwolone, przy czym jednak w reżimach oponentów się morduje a wybory fałszuje, a w demokracjach z reguły ogranicza się do kuszenia kiełbasą wyborczą i straszeniu, że jak władzę przejmą "tamci", to nie tylko kiełbasy zabraknie, ale nawet musztardy do niej. Na szczęście ocet zostanie, bo przecież zawsze był.
Ostatnio często bywam w Polsce, więc widzę jak miasta zalała fala czerwonych billboardów z twierdzeniem że "PiS = drożyzna". Oczywiście, przekaz opiera się na emocjach i jest adresowany do mniej politycznie wyrobionych wyborców. Pozornie wszystko się zgadza: rządzi obecnie Prawo i Sprawiedliwość? Tak. Czy w Polsce ceny idą w górę? Tak. No, to sprawa załatwiona. Tyle że w innych europejskich krajach nie rządzi PiS, a ceny też idą w górę, no to jak to jest? Oczywiście od razu ten czy inny odpowie: a co mnie obchodzą inne kraje, moja chata z kraja, ja mieszkam w Polsce i wszystko drożeje. Zgoda, tylko wychodzi na to że mechanizm inflacji może wynikać nie tylko z mniej lub bardziej udanych rządów tej konkretnej partii, a z przyczyn zgoła innych, których też istnieje cały splot. W dodatku, przy akcentowaniu różnicy w cenach za towary, w okresie kiedy obecna opozycja była u władzy, ci manipulanci zapominają o pokazaniu różnicy w płacach. Tak naprawdę nie jest przecież ważne, ile kosztuje masło, tylko to, ile za swoją pensję możesz tego masła kupić.
Tak na marginesie, chciałbym opisać scenkę rodzajową, której byłem świadkiem. Otóż udałem wieczorową porą do małego, ale czynnego całą dobę sklepu monopolowego, po papierosy dla teściowej. Tak, wiem, paskudny nałóg, też Jej to mówię. Oprócz mnie w sklepie była też trójka studentów, którzy sięgnęli do lodówki po kilka piw. Okazało się, że piwa były ciepłe, bo lodówka nie włączona do prądu. Na pytanie "dlaczego?", pani sprzedawczyni odpowiedziała, żeby "podziękować jaśnie nam rządzącym". W domyśle, bo PiS, bo drożyzna, na prąd jej nie stać. Studenci popatrzyli tylko po sobie, piwo odstawili na miejsce i poszli do konkurencji. Wiem, bo ich spotkałem w drodze powrotnej. No właśnie, konkurencja. W tym miejscu w promieniu ledwie 50 metrów znajdują się co najmniej 4 sklepy, w których można kupić alkohol, łącznie z całodobowo otwartą stacją benzynową. Może tutaj tkwi problem? Owszem, Polacy za kołnierz nie wylewają, a alkoholizm to prawdziwa plaga, jednak takie nasycenie osiedli polskich miast sklepami z alkoholem, wydaje się być zgubne dla samych właścicieli tych sklepów.
Wracając do meritum: jaką mamy gwarancję, że po przejęciu władzy przez Platformę Obywatelską i jej przystawki /bo tak naprawdę tylko ci gracze się liczą/, sytuacja się zmieni? Żadnej. Ich program wyborczy to "odsunąć PiS od władzy" i obietnica zwiększenia socjalu, wprowadzonego przez poprzedników. Jeżeli 500+ zmieni się w 700+ a państwo będzie dopłacać każdemu do wszystkiego, to inflacja się zmniejszy, czy raczej zwiększy? Pytanie retoryczne, rzecz jasna. Ale trzeba kłamać, kłamać, kłamać, a po wyborach wytłumaczy się tłuszczy, że "piniendzy nie ma i nie będzie", bo tamci wszystko ukradli.
Proszę nie zrozumieć mnie źle: nie agituję za PiS, bo ilość błędów jakie popełniła ta partia, jest przerażająca. Tyle tylko, że coś jest na rzeczy z psalmem 33, gdzie śpiewamy że: "On miłuje prawo i sprawiedliwość". Zaprawdę, powiadam Państwu: Pan Bóg musi miłować tę partię, skoro dał jej tak głupią i skrajnie wulgarną opozycję. Tyle tylko, że w ten sposób mamy do czynienia z mniejszym i większym złem, a nie o to przecież chodzi.
Niemniej, sam doskonale pamiętam czasy gdy rządziła w Polsce lewica, wtedy właśnie wyjechałem do Irlandii. Różnice w realnych płacach na "rękę" wynosiły nawet 7-8 razy. Wiem, że brzmi to niewiarygodnie, ale proszę sobie odszukać stosowne dane, ile się wtedy w Polsce płaciło. Jeżeli znajdziecie jakieś info o "przeciętnym wynagrodzeniu brutto", to podzielcie to przez dwa, wtedy otrzymacie realną pensję, jaką otrzymywał przeciętny zjadacz chleba. Zresztą, ta zasada obowiązuje do dzisiaj. Do tego olbrzymie bezrobocie, które napędziło milionową emigracyjną falę.
Pamiętam też rządy Platformy Obywatelskiej, chociaż już nie mieszkałem w Polsce, ale odwiedzałem nasz kRAJ regularnie. Te orły z czekolady i różowe baloniki zamiast flag. Gdyby coś takiego próbowano zrobić w Irlandii, byłoby to natychmiastowe i spektakularne polityczne samobójstwo, prawdopodobnie połączone jeszcze z zamieszkami. Bo Irlandczycy to owszem, wspaniali i przesympatyczni ludzie /nie zawsze i nie wszyscy, rzecz jasna/, ale jednak narodowa flaga - to dla nich świętość. Przynajmniej na równi z tą tęczową. O Smoleńsku nawet nie wspomnę, bo winni oddania śledztwa Rosjanom w sprawie katastrofy polskiego samolotu /który został wyprodukowany w Rosji, serwisowany w Rosji i rozbity w Rosji/, powinni do końca życia oglądać świat w kratkę. I w tej kwestii naprawdę nie zapraszam do dyskusji. Swoją drogą, po tym co zrobił Putin na Ukrainie, wielu powątpiewających w teorię o zamachu, zaczyna chyba mieć wątpliwości. Dlatego: nigdy więcej, ani po sowieckich komunistów ani pro niemieckich koniunkturalistów.
Problem jest tylko z socjalistami, a takimi są niewątpliwie rządzący z PiS. A do czego doprowadzają socjalistyczne rządy, możemy zobaczyć w Irlandii. Niegdyś celtycki tygrys, dynamiczna gospodarka i świetne miejsce do życia, teraz: ogromny kryzys mieszkalnictwa i spadek realnej płacy. Owszem, tutaj ciągle zarabia się więcej niż w Polsce, ale już nie 7-8 razy, jak to było dwadzieścia lat temu, ale tylko 2-3. Pytanie: czy to Irlandia stanęła w miejscu, czy Polska idzie do przodu? Jedno i drugie, proszę Państwa. Na szczęście nasi socjaliści są mniej socjalistyczni od tych irlandzkich, więc jest szansa, że za jakieś dziesięć lat, o ile nie wydarzy się coś nieprzewidywalnego /kto by kilka lat temu dał wiarę w zamknięcie gospodarek niemal całego świata, z powodu pandemii?/ Polska rzeczywiście stanie się "zieloną wyspą", jak to piętnaście lat temu obiecywał Donald Tusk. Obiecywał, ale nie dotrzymał, ot co.
Na kogo więc oddać głos? Oczywiście, nie odpowiem na to pytanie, bo nie o agitację wyborczą tutaj chodzi. Każdy ma swój rozum dany mu przez Pana Boga i chyba nikt nie uważa, że akurat tego bożego daru otrzymał zbyt mało. Dla mnie to i tak są tylko teoretyczne rozważania, bo póki co, jako Polak mieszkający od wielu lat w Irlandii, "od zawsze" uważam że emigracja nie powinna głosować. Uważam, że Polonia mieszkająca praktycznie na stałe za granicą, nie powinna wybierać Polakom w Polsce kto ma nimi rządzić. Polonia ma inne zadania: powinna brać udział w wyborach w swoich krajach i wybierać tam polityków przychylnych Polsce i Polakom, w ten sposób wpływając na sytuację międzynarodową naszej Ojczyzny. Natomiast wybierać kto ma rządzić w Polsce ale samemu mieszkać za granicą i nie ponosić konsekwencji swoich wyborów? No jakoś tak, nie ładnie. Ale szanuję odmienne opinie. Ba, moja Żona uważa inaczej, ale nie kłócimy się z tego powodu. Oczywiście, sam biorę udział w wyborach irlandzkich, tych lokalnych i do europarlamentu, a od kiedy kupiłem sobie irlandzkie obywatelstwo /bo przecież nikt mi go za darmo nie dał/, również do parlamentu irlandzkiego. Czy jestem więc za odebraniem Polonii prawa głosu w polskich wyborach? Nie, ale zdecydowanie jestem za likwidacją komisji wyborczych za granicą.
Tak swoją drogą, głosowanie za granicą to wyjątek, a nie reguła i zdaje się w zdecydowanej większości państw, takiej możliwości nie ma. Również w Irlandii, którą bardzo często Rodacy mieszkający tutaj, i gardłujący za prawem do wyborczego głosu, dają za przykład innym. Dlatego uważam, że głos powinno się oddawać tylko w kRAJu. Mieszkasz na stałe za granicą, ale uważasz że masz prawo głosować, bo masz polskie obywatelstwo? Nie ma problemu, ale przyjedź w tym celu do Polski. Tak byłoby fair i chyba nie jest to jakieś wielkie poświęcenie? Tym bardziej, że jak zakładam, taki głosujący chce utrzymywać jakąś więź z kRAJem? Dlaczego mieszkający w Polsce polscy podatnicy powinni pokrywać wcale niemałe koszty wynajmu lokali wyborczych i pracy komisji w Irlandii, i w wielu innych krajach na świecie? Wg mnie, lepiej przekazać to na jakieś schronisko, nawet dla zwierząt. Pomijam już fakt, że w wyborach bierze udział ledwie garstka tej mitycznej Polonii, 5-10%. Nie ma po co i nie ma dla kogo, ot co.
Samych mądrych, nadchodzących wyborów Państwu życzę.
piątek, 5 maja 2023
66 wizyta w Polsce /6/: filmik z pobytu w Polsce
Zapraszam do obejrzenia na YT mojego filmiku z kolejnego wyjazdu do Polski: LINK.
czwartek, 4 maja 2023
66 wizyta w Polsce /5/: znaki na niebie
Czas wracać na kolejne dwa tygodnie do Cork. Muszę dzielić czas pomiędzy Polską a Irlandią, co oczywiście najbardziej dotkliwie odczuwa mój portfel. Ale jak wiadomo, pieniądze to nie wszystko, liczą się również akcje, obligacje i inne papiery wartościowe ;-)
Na lotnisku w Krakowie, niedługo przed wylotem, zauważyłem że nagle wszyscy zaczęli robić zdjęcie temu, co za oknem. Był to wschód słońca, gdzie jednocześnie jeszcze był świetnie widoczny księżyc. Trzeba przyznać, że dość niezwykle to wyglądało.









