Wahałem się też, czy o tym w ogóle pisać, ale ponieważ prokuratura właśnie umorzyła śledztwo przeciwko byłemu prezydentowi w sprawie składania fałszywych zeznań dotyczących "teczek Kiszczaka", stwierdzając że "Bolek" nie mógł pisać raportów na kolegów bo był "wtórnym analfabetą", pomyślałem sobie - a co mi tam, trzeba dorzucić swój kamyczek do tego ogródka.
Generalnie rzecz biorąc: film jest nakręcony sprawnie, jego rdzeniem jest wywiad Wałęsy z Orianą Fallaci, która później napisała m.in.: "Kiedy pomyślisz na przykład, że taki pijak jak Jelcyn był carem, a taki ignorant jak Wałęsa symbolem wolności, to nogi uginają się pod człowiekiem. Wałęsa był próżnym, pretensjonalnym, pewnym siebie ignorantem". Tyle tylko, że wcześniej wystawiła mu laurkę, podobnie jak później zrobił to Wajda.
Obydwoje wiedzieli, że Wałęsa nie jest tym, za kogo się go powszechnie uważa. Fallaci poznała, że to bufon i ignorant, Wajda musiał wiedzieć, że "Lechu" współpracował z SB, i naprawdę sporo się nagimnastykował, żeby pokazać w filmie, że może tam i współpracował, ale tylko na początku, że może tam i coś podpisał, ale musiał bo mu żona akurat rodziła, i takie tam. Generalnie przez cały film się przebija ta świadomość, że są jakieś haki na Lecha, a ten zamiast stanąć w prawdzie i powiedzieć jak było, to przez kolejne 30 lat po upadku komuny, opowiada różne historie z mchu i paproci, którym już nikt rozsądny nie daje wiary...
