piątek, 31 października 2014

Plakat VIII Festiwalu Kultury Polskiej w Cork

Jak co roku Stowarzyszenie MyCork organizuje Festiwal Kultury Polskiej w Cork. W tym roku będzie to już ósma edycja tego festiwalu.

Festiwal będzie trwał od 8 do 15 listopada, w tym czasie organizatorzy przygotowali: Turniej Piłki Siatkowej, występy Teatru Improwizowanego "wymyWammy" z Bydgoszczy, pokaz filmu "Zabić księdza" Agnieszki Holland oraz Biesiadę Śląską, na której gościć będzie kabaret "Masztalscy".

Poniżej - plakat festiwalu:


poniedziałek, 27 października 2014

Książka telefoniczna /i adresowa/

Kilka dni temu w mojej skrzynce na listy /właściwie to pod nią, bo się nie mieściła, ale - niech będzie ;-)/ znalazłem świeżo dystrybuowaną nową książkę telefoniczną. Ładnych kilka lat jej nie widziałem ;-) Przekartkowałem. Mnóstwo polskich nazwisk /chociaż większość z błędami/, a do każdego abonenta dopisano także jego dokładny domowy adres.

/Powyżej: książka telefoniczna Eircom na hrabstwo Cork/

Książkę wydał Eircom /odpowiednik polskiej Telekomunikacji/, z tego co zauważyłem jest wydawana na poszczególne hrabstwa, czyli ta która dotarła do mnie zawiera dane abonentów tylko z hrabstwa Cork. Przewertowałem i jak wspomniałem jest tam mnóstwo abonentów o polskich imionach i nazwiskach, chociaż pisownia niektórych jest chyba fonetyczna ;-) Trochę zaskoczony jestem dokładnymi adresami domowymi abonentów, bo w sumie - po co?

Nie wiem, tak samo jak nie bardzo wiem po co komuś w dzisiejszych czasach telefon stacjonarny. Sam takowego nie mam już od dobrych 15 lat i nigdy nie odczułem jego braku, wprost przeciwnie - chciałoby się napisać. Ale oczywiście próbowali wciskać wiele razy, kusząc bezpłatną instalacją, darmowymi minutami i tanim internetem przy okazji. Nie, dziękuje, mam komórkę z dwoma numerami w dobrej ofercie, dodatkowo skype i inne internetowe komunikatory, jak dla mnie - wystarczy.

Pomyślę, jak zaczną dopłacać ;-)

niedziela, 26 października 2014

Holy Wins! - I Bal Wszystkich Świętych w Cork

W niedzielę 26 października b.r. My Little Craft World zaprosiło wszystkie Dzieci na Bal Wszystkich Świętych w Cork. Był to pierwszy taki bal w Cork, wzięło w nim udział ponad 40 dzieci /zainteresowanie przekroczyło wręcz oczekiwania organizatorów/, inicjatorką i koordynatorką balu była Agnieszka Chwaja.

/Powyżej: plakat Balu Wszystkich Świętych w Cork/

Bal był alternatywą dla Halloween, a jednocześnie przybliżył polskim dzieciom irlandzką historię, czemu służyło przypomnienie postaci św. Brendana Żeglarza, żeglarza i podróżnika, świętego Kościoła Katolickiego i jednego z Dwunastu Apostołów Irlandii.

/Powyżej: św. Brendan, gość specjalny Balu Wszystkich Świętych w Cork/

Uczestnicy balu zostali poproszeni o przebranie się za wybraną przez siebie postać Świętego, Świętą lub Anioła, postacie biblijne albo inną pozytywną postać, jak np.: królowe, królowie, książęta, rycerze, itp.

/Powyżej: nauczyciele z My Little Craft World/

Każde dziecko otrzymało specjalną odznakę balu, potrzebne materiały na artystyczne warsztaty oraz poczęstunek. W trakcie balu odbyły się, tańce, anielskie warsztaty artystyczne, zabawy ruchowe, wybór króla i królowej balu oraz loteria fantowa. Bal odwiedził również gość specjalny - św. Brendan, który opowiedział swoje podróżne historie.

/Powyżej: część uczestników Balu Wszystkich Świętych w Cork/

Więcej zdjęć z I Balu Wszystkich Świętych w Cork można zobaczyć TUTAJ. Poniżej - filmik z balu:

sobota, 25 października 2014

Efekt Ciechana

Specjaliści od marketingu znają doskonale termin "efekt Streisand". Polacy nie gęsi i swój efekt mają. Efekt Ciechana.

Jak podaje Wikipedia: "W 2003 roku amerykańska aktorka Barbra Streisand pozwała o naruszenie prywatności fotografa Kennetha Adelmana za umieszczenie zdjęcia lotniczego jej domu w publicznie wystawionej kolekcji, za co zażądała 50 milionów dolarów odszkodowania. Kolekcję Adelmana stanowiło 12 tysięcy zdjęć wybrzeża Kalifornii, które miały dokumentować jego postępującą erozję. W związku z nagłośnieniem sprawy przez samą Barbrę, zdjęcie stało się bardzo popularne wśród internautów." Inaczej rzecz ujmując: pies z kulawą nogą nie zwróciłby uwagi na zdjęcie domu pani Streisand, gdyby nie jej absurdalny pozew. Potem poszło już lawinowo: kopia zdjęcia powielona miliony razy zaczęła krążyć po Internecie i będzie po nim krążyć aż do jego końca.

Nie wszyscy jednak uczą się na cudzych błędach, dzięki czemu piwo Ciechan do niedawna znane stosunkowo niewielkiej grupie piwnych koneserów, teraz jest na ustach całej Polski. Stało się tak z kolei za sprawa idiotycznej akcji polegającej na wylewaniu tegoż piwa przez trzy knajpki należące do przedstawicieli tzw. "warszawki" powiązanych układami zawodowo-towarzyskimi z kilkoma mainstremowymi mediami. Cała akcja z wylewaniem była z kolei rzekomo "sprowokowana" przez prywatny wpis na facebooku właściciela tegoż browaru adresowany do jednego z polskich ex-bokserów, który wykonał woltę o 180 stopni i stał się rzecznikiem środowiska LGBT. W tym wpisie właściciel browaru Ciechan bardzo jednoznacznie wyraził swój sprzeciw przeciwko adopcji dzieci przez pary homoseksualne, co nie spodobało się warszawskiej medialnej pseudoelicie przesiadującej w knajpkach swoich towarzyszy broni.

Ponieważ, jak wspomniałem, właściciele tych trzech knajpek są powiązani z mediami, o "piwnym bojkocie" błyskawicznie dowiedziała się cała Polska, będąc, parafrazując Gombrowicza, gwałcona tym medialnym przekazem przez uszy i oczy. Prawdę pisząc, jestem przekonany że tym "resortowym" restauratorom chodziło jedynie o bezpłatne zareklamowanie swoich lokali, tymczasem wbrew ich zamierzeniom - zareklamowali wyłącznie piwo Ciechan. Efekt? Miliony Polaków dowiedziało się o tym piwie i w reakcji na "bojkot" ruszyło do sklepów ogołacając półki z tegoż trunku. Ot, chcieli "dobrze", wyszło jak zwykle. O takim "bojkocie" marzy wielu polskich przedsiębiorców próbujących bezskutecznie się przebić z polskimi produktami na polskim rynku. Swoją drogą, jeżeli ktoś wylewa dobre polskie piwo to musi mieć nierówno pod sufitem, więc nic dziwnego że taki efekt.

Niejako przy okazji okazało się że właściciel Ciechana, Marek Jakubiak, to facet zakochany w Polsce, promujący naszą historię ze szczególnym zamiłowaniem do husarii. Mało tego, nie zważając na urzędy skarbowe pozwalające działać biznesowo tylko "samym swoim", wszystkich innych niszcząc "zadaniowymi" kontrolami, ponownie uruchamia zamknięte lokalne browary i daje ludziom pracę. Nic więc dziwnego że w odpowiedzi na ten nieudolny bojkot przeprowadzony przez resortowe dzieci które zmieniły flagę z czerwonej, noszonej przez ich rodziców, na tęczową - obecnie hołubioną w Europie, coraz większa część ludu pracującego /lub nie/ miast i wsi przyłącza się do tym razem całkowicie oddolnej akcji "cała Polska pije Ciechana".

Medialna afera z piwem Ciechan ma także drugie oblicze: pokazuje jak mało jest polskich produktów - w Polsce, a szerzej - jak globalne firmy przejęły lokalne marki. Kupujesz szanowny Czytelniku takiego Żywca, Lecha czy Tyskie myśląc że to polskie piwo, a tu - niespodzianka. Kiedyś było, ale już nie jest. Wymieniłem tylko te trzy marki ale łatwo można znaleźć kolejne trzydzieści trzy na pierwszy rzut oka "rdzennie polskie", a na drugi - przynoszące profity gospodarce Niemiec, Anglii, Holandii czy innej Danii. Podobnie jest z prasą, chcesz kupić polską gazetę - dostajesz polskojęzyczny tytuł wydawany przez Niemców, itp., itd. Nie inaczej jest zresztą w Irlandii, gdzie na sporej części produktów z naklejką "100% Irish" rzeczywiście irlandzka jest co najwyżej sama naklejka. I tak na chwilę pozostając w temacie piwa: dubliński Guinness, najbardziej znane irlandzkie piwo, od dawna już należy do brytyjskiego koncernu, cork'owski Murphy’s i Beamish przejęli z kolei Holendrzy. Czy w Irlandii nie ma już irlandzkiego piwa? Jest, podobnie jak jest polskie piwo w Polsce, tyle że, podobnie jak w Polsce, produkowane przez lokalne browary. Trudno im przebić się z reklamą no i cena jest z reguły wyższa niż piwa produkowanego na dużą skalę, ale - rekompensuje to smak.

Oczywiście rozumiem że globalizacja, że wspólna Europa, że to i tamto. Tyle tylko że w czasie kryzysu szybko przekonaliśmy się, że kapitał jednak ma narodowość a w biznesie, tak jak w polityce - nie ma sentymentów. Możesz być najwierniejszym z wiernych lokajów korporacji do upadłego ścigającym się z innymi w korporacyjnym kołowrotku ale gdy przyjdzie co do czego, to szybko okaże się że jesteś tylko nic nie znaczącym numerkiem na pracowniczym identyfikatorze. To dlatego tak naprawdę wszystkie korporacje, podobnie jak wszystkie "mainstreamowe" piwa, są do siebie bliźniaczo podobne. Idę o zakład, że gdyby zawiązać któremuś z nas oczy i zaprowadzić go do dowolnego hipermarketu, to po zdjęciu opaski z oczu nie od razu zorientowałby się, w którym konkretnie centrum handlowym się znajduje, ale gdyby zaprowadzić go na targ, sprawa byłaby znacznie prostsza. Mamy w Polsce ze trzy setki hipermarketów które dały pracę tysiącom ludzi ale jednocześnie zmiotły z rynku niemal wszystkich drobnych sklepikarzy. Chociaż - może nie do końca. Część z nich przeniosła się z ulic i bazarów do galerii handlowych, gdzie wskutek horrendalnych czynszów teraz pracują głównie na zagranicznych właścicieli tychże lokali, zamiast na swoje rodziny. A co z resztą? Reszty nie trzeba - jak lubią słyszeć kelnerzy i taksówkarze...

To nie znaczy rzecz jasna, że marzy mi się Polska z początku lat 90-tych ub.w., gdzie człowiek potykał się na ulicach o rozłożone łóżka polowe z czekoladą przywiezioną z Berlina. Nie o to tutaj chodzi, chociaż z drugiej strony - już nigdy później nie mieliśmy większej wolności gospodarczej. Jednak być może "efekt Ciechana" spowoduje, że kiedy już spróbujemy dobrego polskiego lokalnego piwa, zaczniemy szukać innych lokalnych polskich produktów. Weźmy przykład z Irlandczyków: chociaż może obecnie różnie im to wychodzi, to jednak oni już dawno zrozumieli ze kupując lokalne produkty wspiera się własną, lokalną gospodarkę a tym samym daje pracę swoim sąsiadom. Niech o dobrobyt Niemców, Francuzów czy Holendrów troszczą się inne nacje, my najpierw pomyślmy o sobie.

W przeciwnym razie owszem, będziemy mieli w Polsce japońskie auta, francuski ser i holenderskie piwo popijane do lektury tej czy innej niemieckiej gazety dla Polaków, ale za pracą nadal będziemy musieli wyjeżdżać na Zieloną wyspę - obojętnie gdzie by się ona nie znajdowała...

piątek, 24 października 2014

"Arsenal" - nowy polski sklep w Cork

W miniony poniedziałek rozpoczął działalność nowy "polski" sklep w Cork - Arsenal.

Mieści się przy 4-5 Penrose Quay. Sklep duży, ceny niskie. Arsenal dołączył do grupy polskich sklepów typu cash&carry. Od lipca b.r. sklep tej sieci jest również w Fermoy.

/Powyżej: Arsenal w Cork/

-------------------------
dopisek z 11.02.2016 r.: sklep został zamknięty, prawdopodobnie kilka miesięcy temu.

czwartek, 23 października 2014

Polski chleb w Cork (36): "Chleb razowy na miodzie"

Po kilku miesiącach przerwy - kolejny chleb do mojej kolekcji "polskich chlebów w Cork" - tym razem "Chleb razowy na miodzie".  Dobry. Chleb piecze Polish Bakery z Dublina.

/Powyżej:  "Chleb razowy na miodzie"/

środa, 22 października 2014

Trash Art

Od 3 do 29 października b.r. w Cork Vision Centre trwa wystawa "Trash Art". Jest to wystawa zbiorowa na której artyści prezentują swoje obrazy, rzeźby i tkaninę.

/Powyżej: wybrane prace z wystawy "Trash Art"/

wtorek, 21 października 2014

Scott i Kimberly Hahn: "W domu najlepiej. Nasza droga do Kościoła katolickiego"

Historia małżeństwa bardzo dobrze wykształconych zdeklarowanych protestantów, którzy po latach studiów odkryli że to Kościół Katolicki jest tym założonym przez Jezusa i że to on przechowuje depozyt wiary.

Książkę napisali oboje, pisząc na przemian o swoim życiu, od narodzenia poprzez studia, praktykowanie wiary, małżeństwo, pracę zawodową aż do odnalezienia drogi do Kościoła Katolickiego. Początkowo wrogo nastawieni do Kościoła /a raczej - do tego jak Kościół postrzegali/, później, w miarę coraz bardziej pogłębionych studiów, zaczęli odkrywać swoją "drogą do domu", po drodze z niejakim zdziwieniem stwierdzając, że spora część katolików tak naprawdę nie ma pojęcia o swojej wierze.

Warto dodać, że ta ich "droga do domu" wcale nie była łatwa, jak również że początkowo nikt na nich z otwartymi rękami nie czekał, a w międzyczasie - narazili się na ostracyzm we własnym środowisku.

Za wikipedia.pl: "Scott Hahn (ur. 28 października 1957) – teolog katolicki i apologeta, były pastor, nawrócony z prezbiterianizmu, autor licznych publikacji nt. Kościoła katolickiego. Do najbardziej znanych jego książek należą "W domu najlepiej - nasza droga do Kościoła katolickiego" (oryg. "Rome sweet home") oraz "Uczta Baranka: Msza św. jako niebo na ziemi". Wykłada na Uniwersytecie Franciszkańskim w Steubenville. Pod wpływem lektury i analizy dzieł Ojców Kościoła oraz Pisma świętego doszedł do wniosku, że naukę Chrystusa w pełni głosi Kościół katolicki, do którego przystąpił na Wielkanoc 1986 roku. Później katoliczką została także jego żona Kimberly. Od tamtego czasu zaangażowany w upowszechnianie i apologię wiary katolickiej."

Książka świetna, czyta się niemal jak powieść sensacyjną ;-)

poniedziałek, 20 października 2014

Orla Walsh, Valerie Walsh Jolley i Cork Craft & Design - wystawy na lotnisku w Cork

W hali lotniska w Cork mają teraz miejsce aż trzy wystawy. Swoje obrazy na indywidualnych wystawach prezentują Orla Walsh i Valerie Walsh Jolley, jest również wystawa zbiorowa "Craft from the Wild Atlantic Way".

/Powyżej: wystawa prac Orla Walsh/

Pierwszą i największą jest wystawa prac Orla Walsh. To irlandzka malarka mieszkająca w Dublinie, której kariera rozpoczęła się dość nietypowo. Mianowicie, jak wielu artystów wystawiała swoje prace przy ogrodzeniu parku St. Stephens Green w Dublinie. Tyle, że ona malowała z upodobaniem opakowania ketchupu Heinz ;-) Któregoś dnia podszedł do niej prawnik z tej korporacji i zażądał usunięcia prac ostrzegając ją, że narusza prawa autorskie zatrudniającej go firmy. Skończyło się to jednak tak, że Heinz kupił jej 6 prac do swojej siedziby w USA. Później poszło już z górki a korporacji zamawiała kolejne obrazy butelek z ketchupem. Oprócz ketchupu Heinza, artystka maluje też kawę Jacobs, chipsy Tayto i puszki z Guinnessem. I właśnie ten ostatni temat składa się na wystawę w hali lotniska w Cork, a to w związku ze zbliżającym się Cork Guinness Jazz Festival 2014.

/Powyżej: wystawa "Craft from the Wild Atlantic Way"/

Kolejny poziom, czy też półpiętro - tam znajduje się wystawa "Craft from the Wild Atlantic Way", na której swoje prace przedstawiają artyści skupieni wokół Cork Craft & Design. Ceramika, tkaniny, biżuteria, szkło, meble, rzeźby, itp.

/Powyżej: wystawa prac Valerie Walsh Jolley/

Najwyżej, tam gdzie na ławeczce siedzi John "Jack" Charlton, swoje prace wystawia Valerie Walsh Jolley. Artystka pochodzi i mieszka w Cork, maluje od 7 roku zycia, już jako osoba dorosła rozpoczęła studia na Crawford Art College w Cork i National College of Art &Design w Dublinie. Obecnie ma własną galerię na Douglas w Cork.

niedziela, 19 października 2014

Wykłady z teologii w Cork (7)

Dzisiaj miał miejsce kolejny, już siódmy wykład z teologii w St. Augustines Church w Cork, na którym kontynuowaliśmy poznawanie dzieła Benedykta XVI pt.: "Jezus z Nazaretu". Wykłady prowadzi Rafał Rozmus - teolog i katecheta.

 /Powyżej: Rafał Rozmus w trakcie dzisiejszego wykładu/

Dzisiaj omawialiśmy znaczenie modlitwy "Ojcze nasz..." Wszystkich zainteresowanych wykładami - zapraszam do dołączenia do grupy "Wykłady z teologii w Cork" na fb: LINK