Patryczek ma swoje pierwsze prawdziwie szkolne wakacje, więc ponieważ "Lato w mieście", przynajmniej w takim jak Cork, ma swoje ograniczenia, lecimy do Polski.
Jak to w okresie wakacyjnym, ceny biletów poszybowały do góry. Poza sezonem, bilet na lot Dublin - Kraków można kupić za, średnio, 50 euro, w sezonie: od 200 w górę, widziałem chyba nawet po 600 euro, gdyby ktoś chciał kupić w szczycie ot tak, z dnia na dzień. Stąd często latamy z przesiadką, co, o dziwo - bo powinno być odwrotnie - bardzo redukuje koszty. Tym razem wybór padł na lot z Dublina do Birmingham, a stamtąd do Krakowa. Podróż zajęła nam co prawda 4 godziny dłużej, ale zaoszczędziliśmy jakieś 400 euro. 100 euro za godzinę - to nie najgorsza stawka, prawda? Oczywiście, nijak to się ma do ujawnianych właśnie milionowych wynagrodzeń co niektórych lekarzy w Polsce, no ale - nie ma co narzekać, trzeba się było medycyny uczyć, ot co.
Podróż bez przeszkód, jedyny zgrzyt już w Krakowie: bagaże niewymiarowe, w tym i wózki dziecięce, są tutaj przesyłane windą. Co lotnisko i kraj , to obyczaj, a tutaj jest jak jest, po prostu, i ja dobrze o tym wiem. Tyle że tym razem ktoś tam naprawdę miał zły dzień, i postanowił też innym utrudnić życie: mianowicie wypakowali tę windę pod sam sufit, tak że ludzie nie mieli jak wyciągnąć swoich rzeczy. No i dobrze, od razu człowiek robi się spięty i gotowy...
Jak wyglądała ta nasza podróż, można również zobaczyć na filmiku na YT: LINK.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz