poniedziałek, 30 października 2017

Nowa praca, tym razem - Apple

Rozpocząłem nową pracę, tym razem w Apple. Wcześniej seria testów, badania lekarskie, itp. Jak się tam dostałem? Przez pomyłkę. Naprawdę :-)

Już wyjaśniam: wcześniej pracowałem /a właściwie - jeszcze ciągle tam pracuję/ w Enable Ireland. Praca mi się podobała, można tam poznać wspaniałych ludzi, znacznie gorzej - z płacą. W tym czasie zadzwonił do mnie kolega który pracował w firmie Alcon, mówiąc że poszukują tam nowych ludzi a rekrutację przeprowadza agencja która mieści się dosłownie tuż obok "mojego" sklepu. Dosłownie - następne drzwi. Zajrzałem tam na przerwie, w środku było kilka osób które wypełniały kwestionariusze, pani od razu o nic nie pytając również mi takowy dała, wypełniłem, później krótka rozmowa - i wróciłem do swojej pracy w sklepie. Po kilku dniach dostałem e-mail z zaproszeniem do jednego z hoteli na testy. Testy wypełniłem, ale dopiero wtedy zrozumiałem że aplikuję do Apple, a nie do Alcon ;-) Ha, w sumie wszystko jedno, i to i tamto na "A". Na koniec badania lekarskie, czy zdrowy jestem i narkotyków nie biorę /jestem, nie biorę/, i - do roboty. A kolegę w międzyczasie wyrzucili z tego Alconu...
/Powyżej - fragment budynku Apple w Cork, widziany z autobusu którym dojeżdżam do pracy/

niedziela, 29 października 2017

Zapora z aut próbą ochrony przed zamachem

Strach przed islamskim terroryzmem dotarł też do Cork, chociaż decydenci i lewactwo będą temu zaprzeczać. Miejsce tegorocznego koncertu przed Opera House, w ramach Cork Jazz Festival, zostało szczelnie ogrodzone samochodami. Ciężarówka pewnie przejedzie, ale osobowy już nie. W poprzednich latach tego nie było, ale niedawno dokonano kilka zamachów, gdzie narzędziem zbrodni - był samochód. Takie tymczasowe zapory z aut są już powszechnie stosowane na różnych eventach w tzw. krajach zachodnich...

/Powyżej: ochronna zapora z aut/

sobota, 28 października 2017

środa, 25 października 2017

Vladimir Volkoff: "Montaż"

Teoretycznie powieść szpiegowska, faktycznie - z uwagi na pochodzenia autora jak i jego pracę na rzecz francuskiego wywiadu - prawdopodobnie wierny opis działania rosyjskiego wywiadu w krajach Europy Zachodniej.

Książka została wydana po raz pierwszy w 1982 roku, ale już wtedy opisał w niej klasyczne techniki dezinformacji stosowane przez KGB, które do dzisiaj święcą triumfy. Szczególną uwagę Volkoff poświęcił tzw. "agentom wpływu" i ich "pudłom rezonansowym". Ci pierwsi są agentami wyznaczonymi do długofalowych zadań, często będąc postrzegani przez otoczenie jako antykomuniści, ci drudzy to z reguły pracownicy mediów, celebryci /a obecnie, dzięki internetowi, również osoby prywatne/ którzy powielają przekaz agenta nie zdając sobie nawet sprawy z tego że są manipulowani.

Myślę że w Polsce wzorcowym przykładem agenta wpływu byłby Adam Michnik, a "pudłami rezonansowymi" tworzącymi "orkiestrę" -  Gazeta Wyborcza i inne media powielające tezy stawiane przez nadredaktora. Agent wpływu musi mieć odpowiednio uwiarygodniony życiorys, do czego z kolei świetnie nadają się nasze rodzime "legendy" /czy też jak wolą niektórzy: "bajki"/ Solidarności, które 40 lat temu, w czasach własnej młodości, wg opinii swoich towarzyszy wykazali się odwagą, a jednocześnie niedługo później zrobili wszystko żeby komunistom nie spadł włos z głowy, a teraz z kolei walczą o to, "żeby było tak, jak było".

Świetna lektura, trzyma w napięciu a jednocześnie otwiera oczy na wiele rzeczy.

poniedziałek, 23 października 2017

Socialistický Zombi Mord

Filmów o zombie nakręcono mnóstwo, praktycznie wszystko już było. Jednak "Socialistický Zombi Mord", niszowy słowacki horror z 2014 roku - jest naprawdę dobry. Oczywiście, jak na kino klasy B ;-)

Fabuła: pod koniec lat 60-tych ub.w. Rosjanie próbują opracować broń chemiczną w postaci gazu, który raz na zawsze ma uporać się z wrogami socjalizmu. Coś poszło nie tak i żołnierze którzy mają kontakt z tym gazem przemieniają się w krwiożercze bestie. Zarażonych zastrzelono, eksperyment zakończono. Jednak z powodu pijaństwa i bałaganu w sowieckiej armii, pojemniki z gazem fałszywie oznakowane jako granaty dymne, trafiają wraz z inwazją wojsk Układu Warszawskiego na terytorium obecnej Słowacji, gdzie umieszczone w jakimś magazynie zostają zapomniane.

Przychodzi rok 1985, młodzież w komunistycznej Czechosłowacji w jednej ze szkół średnich przechodzi obowiązkowe szkolenie z przysposobienia obronnego. Jednym z jego elementów są ćwiczenia w maskach przeciwgazowych: do namiotu wrzucono granat dymny i zapędzono tam młodych ludzi. Oczywiście, był to właśnie TEN granat dymny.  Wkrótce część uczniów która brała udział w szkoleniu staje się zombie i atakuje swoich zdrowych rówieśników. Dodatkowo okazało się, że dozorcą w szkole jest były żołnierz rosyjskiego specnazu który brał udział w eksperymentach sprzed 20 lat i wiedząc czym to się skończy zamyka szkołę i zabija zarówno tych którzy chcą wejść do szkoły z pomocą jak i tych którzy chcą z niej wyjść.

Nieźle oddano realia lat 80-tych ub.w. nawet w szczegółach, więc tym bardziej warto obejrzeć. Niestety, oglądałem w oryginalnej wersji językowej czyli rozumiałem co drugie zdanie, więc być może nie wyłapałem jakichś smaczków w dialogach. No nic, jest powód żeby obejrzeć kiedyś jeszcze raz ;-)

wtorek, 17 października 2017

Personal Space: Travels in India

Od 4 do 30 października b.r. w St Peters Cork ma miejsce wystawa "Personal Space: Travels in India", na której swoje zdjęcia prezentuje Shaun O'Connor. Wszystkie zdjęcia zostały zrobione smartfonem i stanowią fotograficzny zapis jego 5-miesięcznej podróży po Indiach. W jej trakcie zrobił ponad 4 tysiące zdjęć które przesłał online i które spotkały się z bardzo pozytywną reakcją, co zainspirowało go do zorganizowania swojej pierwszej wystawy.

/Powyżej: Personal Space/

poniedziałek, 16 października 2017

Huragan Ofelia w Irlandii

Dzisiaj nad Irlandią przeszedł huragan "Ofelia", jak donoszą media - największy od 50 lat. Nam akurat wypadł wyjazd do Dublina, bo na ten dzień wyznaczono uroczystą ceremenią przyznania obywatelstwa irlandzkiego, a takie właśnie otrzymała Agnieszka ;-) Trochę się obawialiśmy jak to będzie, bo podróżowanie przez pół Irlandii w czasie takich anomalii pogodowych jest, hm, takie sobie, jednak wyszło tak że praktycznie tego huraganu - nawet nie zauważyliśmy. Jedyne co o nim świadczyło - to wyludnione ulice oraz problemy z komunikacją: kursowali tylko prywatni przewoźnicy.

Wyjechaliśmy z Cork o 7:30. Dworzec autobusowy zamknięty, pracownik Bus Éireann informuje pasażerów że przynajmniej do godziny 14:00 żaden autobus nie wyjedzie, a co będzie później - nie wiadomo. Na szczęście korzystamy właśnie z prywatnego przewoźnika, tym razem był to GoBus, który odjeżdża punktualnie, na miejscu też jest punktualnie, a po drodze, oprócz niewielkiego deszczu co jest codziennością w Irlandii - absolutnie nic się nie wydarzyło.

W samym Dublinie przez kilka godzin - piękna pogoda. Zaczęła się zmieniać dopiero tuż przed naszym odjazdem, ale ta zmiana polegała jedynie na zachmurzeniu i silniejszym wietrze. Natomiast było zdecydowanie mniej ludzi na ulicach, sporo sklepów i sieciowych kawiarni oraz fastfoodów było zamkniętych. Chcieliśmy zjeść obiad w jednej z polskich restauracji, ale - również była nieczynna, pomimo że znajdowała się w swego rodzaju podziemnym pasażu a wszystkie inne jadłodajnie dookoła niej były otwarte i pełne klientów. Administracja rządowa i samorządowa też wzięła sobie dzisiaj wolne, więc- nie pozostało nic innego jak powrót do Cork. No nic, przyjedziemy do Dublina raz jeszcze, w kolejnym terminie.

Wracamy z tym samym przewoźnikiem, tak samo wszystko punktualnie i bez żadnych przeszkód po drodze. Dom stoi, dach cały, woda prąd i internet jest, problem tylko z telewizją - pewnie antena, chociaż jest na swoim miejscu, uległa jakimś perturbacjom, zobaczymy.

Poniżej - dzisiejsze dwa zdjęcia z centrum Dublina i Cork, w porach gdy normalnie te ulice są pełne ludzi:

/Powyżej: centrum Dublina, godz. 14:00/

/Powyżej: centrum Cork, godz. 17:30/

niedziela, 15 października 2017

70 i 71 Warsztaty z My Little Craft World: Poznajemy Polskę i Kuchnia Malucha

Po wakacyjnej przerwie w niedzielę, 15 października b.r. miały miejsce kolejne warsztaty z My Little Craft World: Poznajemy Polskę i Kuchnia Malucha.

Podczas zajęć "Poznajemy Polskę" dzieci "odwiedzają" różne polskie miasta, poznają ich historię oraz wykonują pracę plastyczną związaną z daną miejscowością. Tym razem wybraliśmy się do... Pacanowa, więc tematem prac był Koziołek Matołek. Dzieci pokolorowały figurki tego bohatera dziecięcej literatury oraz wykonały książeczki z jego kolejnymi przygodami. Zdjęcia z tych zajęć można zobaczyć w galerii My Little Craft World na fb: LINK.

 /Powyżej: prace małych artystów powstałe podczas zajęć "Poznajemy Polskę"/

Natomiast na kolejnych zajęciach z cyklu "Kuchni Malucha", mali kucharze przygotowali pyszny deser: Słodkiego Jeża. Zdjęcia z tych zajęć można zobaczyć w galerii My Little Craft World na fb: LINK.

/Powyżej: mali kucharze z My Little Craft World/

sobota, 14 października 2017

Spotkanie klubu "Idź Pod Prąd" w Cork

Dzisiaj miało miejsce kolejne spotkanie członków klubu "Idź Pod Prąd" w Cork. Podjęliśmy m.in. decyzję o uczczeniu 11 Listopada, Święta Niepodległości, poprzez wyjazd kilku z nas do Dublina, gdzie na tablicy upamiętniającej Pawła Strzeleckiego umieścimy niewielki biało-czerwony wieniec.

/Powyżej: spotkanie klubu "Idź Pod Prąd" w Cork/

piątek, 13 października 2017

Good Start Exhibition

W dniach 11-14.10 b.r. w CIT Wandesford Quay Gallery w Cork ma miejsce "Good Start Exhibition", wystawa na której swoje prace prezentują studenci I roku CIT Crawford College of Art and Design. Wszystkie prace powstały w ciągu ostatnich sześciu tygodni. Część z nich można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.

/Powyżej: fragment wystawy/