W kwietniu b.r. pisałem o wizycie Patryczka u okulisty w Polsce: LINK. Jak tam wspomniałem, poszliśmy z Patryczkiem do tego lekarza, bo kilka dni przed naszym wyjazdem miał badanie w irlandzkiej szkole, po którym zadzwoniono do nas i powiedziano, że coś jest nie tak z prawym oczkiem i że otrzymamy list z terminem wizyty u okulisty. Ponieważ termin wizyty był nam nie znany, a nie chcieliśmy tracić czasu, poszliśmy prywatnie w Polsce. Po szczegółowym badaniu okazało się, że ma +1 w tym prawym oczku i lekki astygmatyzm. Powiedziano nam, że jak najbardziej można to wycofać. Od razu zalecono okulary, które odebraliśmy następnego dnia.
Dzisiaj byliśmy u tutejszego okulisty, w szpitalu w Ballincollig. Na wizytę czekaliśmy 3 miesiące, co jak na tutejsze warunki jest całkiem niezłym wynikiem. Po badaniu potwierdzono to, o czym już wiedzieliśmy, ale pani doktor wyraźnie powiedziała, że badanie w szkole było wykonane "pośpiesznie", że u dzieci w tym wieku jest to normalne, a na kolejną wizytę mamy przyjść dopiero za 2 lata - no, chyba że zauważymy, że coś jest nie tak. Generalnie stwierdziła, że wszystko jest w porządku. Gdy zapytaliśmy, czy powinien nosić okulary, powiedziała - że nie. W Polsce powiedziano nam, że okulary zrobić trzeba, a jak już je zrobiliśmy, że może nosić lub nie, jak będzie chciał. Tak, że tak...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz