Powrót do Cork był o wiele mniej emocjonujący - niż wylot z niego ;-)
Właściwie oprócz tradycyjnego puszczenia w skarpetkach podczas odprawy w Pyrzowicach - nic się nie wydarzyło. Zarówno podróż busem z Krakowa do Pyrzowic jak i sam lot z Pyrzowic do Cork - praktycznie przespałem.
Czy to znaczy że pech mnie opuszcza? ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wizyta w Polsce: 17. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wizyta w Polsce: 17. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 lipca 2010
środa, 7 lipca 2010
XVII wizyta w Polsce (8): Asylum 5D
Wybrałem się ponownie do Parku Miniatur w Inwałdzie. M.in. obejrzałem w znajdującym się tam kinie film "Asylum" w technologii 5D.
3D to wiadomo - trójwymiarowy obraz, 5D idzie jeszcze dalej: widz nie tylko widzi (w trójwymiarze) ale i czuje.
Sam film był bardzo krótki, trwał bodajże z 15 minut, jego treścią jest wycieczka po opuszczonym więzieniu dla obłąkanych.
Faktycznie, niektóre efekty były dość realistyczne: kiedy na ekranie pęka rura z wodą - czujemy jej krople na twarzy, kiedy przebiegają szczury - czujemy jak ich ogony ocierają się o nasze nogi, itp. Dodatkowe efekty zapewniają ruszające się fotele.
Nie przyglądałem się dokładnie jak to działa, ale zakładam że woda jest rozpylana z naszego - lub sąsiedniego - fotela, podobnie jak punktowe podmuchy powietrza świetnie imitujące dotyk szczurzych ogonów.
Bez wątpienia - jest to kino przyszłości :-)
3D to wiadomo - trójwymiarowy obraz, 5D idzie jeszcze dalej: widz nie tylko widzi (w trójwymiarze) ale i czuje.Sam film był bardzo krótki, trwał bodajże z 15 minut, jego treścią jest wycieczka po opuszczonym więzieniu dla obłąkanych.
Faktycznie, niektóre efekty były dość realistyczne: kiedy na ekranie pęka rura z wodą - czujemy jej krople na twarzy, kiedy przebiegają szczury - czujemy jak ich ogony ocierają się o nasze nogi, itp. Dodatkowe efekty zapewniają ruszające się fotele.
Nie przyglądałem się dokładnie jak to działa, ale zakładam że woda jest rozpylana z naszego - lub sąsiedniego - fotela, podobnie jak punktowe podmuchy powietrza świetnie imitujące dotyk szczurzych ogonów.
Bez wątpienia - jest to kino przyszłości :-)
XVII wizyta w Polsce (7): mniejszość niemiecka popiera Komorowskiego - informuje tygodnik Niemców na Śląsku Opolskim
Opadł już kurz po wyborczej wrzawie, Rodacy wybrali Prezydenta RP, więc teraz kilka słów o dodatku do jednej ze śląskich gazet. Wcześniej nie chciałem o tym pisać, coby nie było że wdaję się w agitację za, czy też przeciwko, jednemu z kandydatów.
/Powyżej: dodatek do Nowej Trybuny Opolskiej: "Heimat - mała ojczyzna. Tygodnik Niemców na Śląsku Opolskim"/
Będąc w Grodkowie, kupiłem ukazujący się na Opolszczyźnie lokalny dziennik: "Nową Trybunę Opolską". Dziennik jak dziennik, lokalne informacje o przysłowiowych dziurach w jezdni, itp, ale jest tam też dodatek zatytułowany: "Heimat - mała ojczyzna. Tygodnik Niemców na Śląsku Opolskim". Dodatek, co dziwne - przynajmniej dla mnie - jest w języku polskim.
Znajduje się tam też informacja, że mniejszość niemiecka popiera Bronisława Komorowskiego. Jak napisano: "Liderzy TSKN (Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim - dop. mój, P.S.) i Platformy dogadali się przed drugą turą. (...) - Postanowiliśmy poprzeć pana Komorowskiego, bo jest lepszym gwarantem naszych praw - mówi Norbert Rasch".
Jakie z tego wnioski? Na razie za wcześnie na nie. Ale poczekamy, zobaczymy...
/Powyżej: dodatek do Nowej Trybuny Opolskiej: "Heimat - mała ojczyzna. Tygodnik Niemców na Śląsku Opolskim"/Będąc w Grodkowie, kupiłem ukazujący się na Opolszczyźnie lokalny dziennik: "Nową Trybunę Opolską". Dziennik jak dziennik, lokalne informacje o przysłowiowych dziurach w jezdni, itp, ale jest tam też dodatek zatytułowany: "Heimat - mała ojczyzna. Tygodnik Niemców na Śląsku Opolskim". Dodatek, co dziwne - przynajmniej dla mnie - jest w języku polskim.
Znajduje się tam też informacja, że mniejszość niemiecka popiera Bronisława Komorowskiego. Jak napisano: "Liderzy TSKN (Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim - dop. mój, P.S.) i Platformy dogadali się przed drugą turą. (...) - Postanowiliśmy poprzeć pana Komorowskiego, bo jest lepszym gwarantem naszych praw - mówi Norbert Rasch".
Jakie z tego wnioski? Na razie za wcześnie na nie. Ale poczekamy, zobaczymy...
wtorek, 6 lipca 2010
XVII wizyta w Polsce (6): Wadowice
Odwiedziłem Wadowice, rodzinne miasto Papieża Jana Pawła II.
Zwiedziłem dom rodzinny Papieża, później byłem na mszy w bazylice znajdującej się tuż obok domu Jana Pawała II. Oczywiście - spróbowałem także słynnych kremówek ;-)
/Powyżej: stoję przed Bazyliką Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach, po prawej - dom rodzinny Karola Wojtyły/
Zwiedziłem dom rodzinny Papieża, później byłem na mszy w bazylice znajdującej się tuż obok domu Jana Pawała II. Oczywiście - spróbowałem także słynnych kremówek ;-)
poniedziałek, 5 lipca 2010
XVII wizyta w Polsce (5): wystawa bursztynu: "Drzewo życia"
Na Zamku Królewskim na Wawelu w dniach 2.07 - 30.09. b.r. ma miejsce wystawa "Drzewo życia", największa na świecie wystawa bursztynu w kolekcji Lucjana Myrty.
W kilku pomieszczeniach wystawiono imponującą ilość wyrobów z bursztynu: od figurek, poprzez obrazy, po... meble. Wystawa jest naprawdę świetna, polecam.
W kilku pomieszczeniach wystawiono imponującą ilość wyrobów z bursztynu: od figurek, poprzez obrazy, po... meble. Wystawa jest naprawdę świetna, polecam.
niedziela, 4 lipca 2010
XVII wizyta w Polsce (4): sarkofag Lecha i Marii Kaczyńskich
Będąc na Wawelu przystanąłem także przed sarkofagiem Lecha i Marii Kaczyńskich, którzy stracili życie w Katastrofie Smoleńskiej.
Sarkofag znajduje się w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.
Sarkofag znajduje się w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.
sobota, 3 lipca 2010
XVII wizyta w Polsce (3): Grodków
Przez dwa dni byłem w Grodkowie, niewielkim mieście na Opolszczyźnie. Tam się urodziłem...
Była to taka trochę podróż sentymentalna. Każdy z nas ma swoje Wadowice, w których "tutaj wszystko się zaczęło" i miejsca do których "chodził na kremówki", chociaż może niekoniecznie po maturze i może niekoniecznie były to kremówki ;-)
/Powyżej: dla mnie wszystko zaczęło się tutaj: budynek byłego szpitala, w którym przyszedłem na świat.../
/Powyżej: ratusz miejski w Grodkowie, obecnie w remoncie - zegar na wieży tego ratusza doskonale było widać z okna mieszkania moich Dziadków/
/Powyżej: XIX-wieczny wiatrak, w którym urządzono kawiarnię. Kiedy przychodziłem tutaj na lody z moim Dziadkiem - wiatrak miał jeszcze skrzydła.../
Moje zdjęcia z pobytu w Grodkowie znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Grodkow.
Była to taka trochę podróż sentymentalna. Każdy z nas ma swoje Wadowice, w których "tutaj wszystko się zaczęło" i miejsca do których "chodził na kremówki", chociaż może niekoniecznie po maturze i może niekoniecznie były to kremówki ;-)
/Powyżej: dla mnie wszystko zaczęło się tutaj: budynek byłego szpitala, w którym przyszedłem na świat.../
/Powyżej: ratusz miejski w Grodkowie, obecnie w remoncie - zegar na wieży tego ratusza doskonale było widać z okna mieszkania moich Dziadków/
/Powyżej: XIX-wieczny wiatrak, w którym urządzono kawiarnię. Kiedy przychodziłem tutaj na lody z moim Dziadkiem - wiatrak miał jeszcze skrzydła.../Moje zdjęcia z pobytu w Grodkowie znajdują się tutaj: http://picasaweb.google.com/piotr.slotwinski/Grodkow.
czwartek, 1 lipca 2010
XVII wizyta w Polsce (2): kula satelitarna z Chopinem w środku
Na placu Jana Nowaka - Jeziorańskiego, czyli inaczej: przed Dworcem Głównym PKP w Krakowie stoi obecnie instalacja Aleksandra Janickiego: "Kula satelitarna".
Ekspozycja przedstawia metalową konstrukcję z przyczepionymi do niej antenami satelitarnymi. Można wejść do środka i posluchać utworów Chopina, a na dotykowym monitorze przeczytać nieco informacji o różnych wydarzeniach kulturalnych w Krakowie.
Ekspozycja przedstawia metalową konstrukcję z przyczepionymi do niej antenami satelitarnymi. Można wejść do środka i posluchać utworów Chopina, a na dotykowym monitorze przeczytać nieco informacji o różnych wydarzeniach kulturalnych w Krakowie.
środa, 30 czerwca 2010
XVII wizyta w Polsce (1): przepychanie, alkohol, kradzież
Najbliższy tydzień spędzę w Polsce :-)
Na forum MyCork jeden z użytkowników skomentował moja poprzednią wizytę w Polsce stwierdzając, że chyba jestem pechowcem, jeżeli chodzi o loty z i do kraju, bo ciągle stykam się z nietypowymi sytuacjami w czasie podróży. No cóż, jeżeli faktycznie tak jest, to pech mnie nie opuszczał i tym razem ;-)
Najpierw, na lotnisku w Cork - potworny tłok przed bramką do samolotu. Teoretycznie miały być dwie kolejki: dla tych z pierwszeństwem i pozostałych. Zdecydowana większość stanęła w kolejce dla tych z pierwszeństwem, a kiedy zostali poproszeni o przejście do właściwej kolejki - po prostu odsunęli dzielące barierki i zrobili totalne zamieszanie. Matki z dziećmi dosłownie przepychały się wśród ludzi, którzy też wcale nie byli skłonni do przepuszczenia ich.
Dalej też ciekawie: siedzący w sąsiednim rzędzie Rodak, pijany już w momencie wejścia do samolotu, natychmiast złożył zamówienie na whisky i piwo i rozpoczął konwersację z siedzącymi nieopodal Irlandczykami. Najpierw, po angielsku, opowiadał im o walorach polskiego piwa, a niedługo potem, już po polsku, sklął ich w żywy kamień wyzywając od "tępych Iroli", zresztą ku uciesze współpasażerów. Obsługa, którą stanowiło dwóch stewardów, nie reagowała, mało tego - bez szemrania realizowała jego kolejne zamówienia na alkohol.
Kolejny etap podróży: bus z lotniska w Katowicach - Pyrzowicach do Krakowa. Odjechał z ponad godzinnym opóźnieniem "bo musimy poczekać na przylot jeszcze jednego samolotu"... Po przyjeździe do Krakowa okazało się, że jednej z pasażerek ktoś... ukradł torbę. Kobieta pobiegła natychmiast za oddalającymi się pasażerami, ale - szukaj wiatru w polu. Jak to się stało, nie mam pojęcia, teoretycznie taka sytuacja nie miała prawa się wydarzyć, spotykam się z czymś takim po raz pierwszy...
Na końcu taksówka, której kierowca opowiada mi o morderstwie jakie właśnie miało miejsce w Krakowie: jeden młody człowiek wbił drugiemu nóż prosto w serce. Powód? Potrącili się na chodniku przy mijaniu...
No, to jestem w kRAJu...
Na forum MyCork jeden z użytkowników skomentował moja poprzednią wizytę w Polsce stwierdzając, że chyba jestem pechowcem, jeżeli chodzi o loty z i do kraju, bo ciągle stykam się z nietypowymi sytuacjami w czasie podróży. No cóż, jeżeli faktycznie tak jest, to pech mnie nie opuszczał i tym razem ;-)
Najpierw, na lotnisku w Cork - potworny tłok przed bramką do samolotu. Teoretycznie miały być dwie kolejki: dla tych z pierwszeństwem i pozostałych. Zdecydowana większość stanęła w kolejce dla tych z pierwszeństwem, a kiedy zostali poproszeni o przejście do właściwej kolejki - po prostu odsunęli dzielące barierki i zrobili totalne zamieszanie. Matki z dziećmi dosłownie przepychały się wśród ludzi, którzy też wcale nie byli skłonni do przepuszczenia ich.
Dalej też ciekawie: siedzący w sąsiednim rzędzie Rodak, pijany już w momencie wejścia do samolotu, natychmiast złożył zamówienie na whisky i piwo i rozpoczął konwersację z siedzącymi nieopodal Irlandczykami. Najpierw, po angielsku, opowiadał im o walorach polskiego piwa, a niedługo potem, już po polsku, sklął ich w żywy kamień wyzywając od "tępych Iroli", zresztą ku uciesze współpasażerów. Obsługa, którą stanowiło dwóch stewardów, nie reagowała, mało tego - bez szemrania realizowała jego kolejne zamówienia na alkohol.
Kolejny etap podróży: bus z lotniska w Katowicach - Pyrzowicach do Krakowa. Odjechał z ponad godzinnym opóźnieniem "bo musimy poczekać na przylot jeszcze jednego samolotu"... Po przyjeździe do Krakowa okazało się, że jednej z pasażerek ktoś... ukradł torbę. Kobieta pobiegła natychmiast za oddalającymi się pasażerami, ale - szukaj wiatru w polu. Jak to się stało, nie mam pojęcia, teoretycznie taka sytuacja nie miała prawa się wydarzyć, spotykam się z czymś takim po raz pierwszy...
Na końcu taksówka, której kierowca opowiada mi o morderstwie jakie właśnie miało miejsce w Krakowie: jeden młody człowiek wbił drugiemu nóż prosto w serce. Powód? Potrącili się na chodniku przy mijaniu...
No, to jestem w kRAJu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



