piątek, 20 maja 2005

Blarney

W ubiegłą niedzielę byłem na zamku w Blarney.

Cytuje za Wikipedia.pl:
"BLARNEY (An Bhlarna - Równina). Jest to wieś leżąca 8 km na północ od miasta Cork słynna na całym świecie z cudownego kamienia Blarney, który znajduje się na tamtejszym zamku. Legenda cudownego kamienia wywodzi się z XVII wieku. Dokładnie z 1602 roku, kiedy to właściciel zamku Cormac MacDermont MacCarthy nie chcąc ulec podbojowi Anglików i narzuceniu przez nich nowych praw przeciągał pertraktacje długimi przemowami i wyszukiwaniem coraz to nowych przeszkód. Za każdym razem robił to bardzo taktownie często używając nadzwyczaj grzecznych, wręcz usłużnych wobec Królowej słów. Przedstawiciel Królowej Elżbiety Lord Carew, który rozmawiał z MacCarthy'm kilkakrotnie przedstawiał Królowej coraz to nowe zastrzeżenia i poprawki pana zamku do porozumienia z Koroną. Wybiegi Cormac MacDermont'a zamiast rozłościć Królową wprawiły ją w doskonały humor i to właśnie ona miała rzekomo powiedzieć że: "wszystko to Blarney, to co mówi nigdy nie oznacza tego co chciał powiedzieć".

/Powyżej: Blarney Castle/

Dar elokwencji wspomniany właściciel zamku miał rzekomo osiągnąć dzięki słynnemu kamieniowi, którego pocałowanie ma magiczne właściwości. A ten kto to uczyni zdobywa łatwość wypowiedzi i dar konwersacji. Kamień ten znajduje się na wieży zamkowej i jest on kamieniem węgielnym na którym widnieje następujący napis: "Cormac MacCarthy fortis me fieri fecit AD 1446". Swoją światową sławę zamek i kamień zyskały dzięki pieśni pt.: "Zagajniki Blarney", napisanej około 1798 roku. Słowo "blarney" znalazło się w potocznym języku angielskim i znaczy tyle co "piękne słówka" albo "kadzenie komuś".

Latem zamek jest oblegany przez turystów z różnych stron świata. Tłumy stoją w kolejce aby pocałować cudny kamień. Pocałowanie kamienia wcale nie jest takie proste, (co widać na załączonym zdjęciu). Oprócz wyczynów ekwilibrystycznych śmiałkowie ponoszą dodatkowe ryzyko ze względów higienicznych :) kamień po każdym pocałunku przecierany jest jedynie szmatką..."

/Powyżej: jak widać, kamień pocałowałem ;-)/

Poniżej - filmik nakręcony rok później, w 2006 roku:

niedziela, 15 maja 2005

niedziela, 24 kwietnia 2005

Pracowite wakacje

Dostaje sporo e-maili od Internautow (szczegolnie studentow) zainteresowanych podjeciem pracy w Irlandii (studentom chodzi o prace w miesiacach letnich). 

Pytacie mnie, jakie macie szanse, czy latwo jest o prace, jak sobie "prace" zalatwic, itp., itd...
Moi drodzy: nie chce nikogo zniechecac, ale nie chce tez pisac, ze jest o.k.
O prace w tym momencie jest na pewno o wiele trudniej niz niespelna rok temu. Powod jest oczywisty: jest nas tutaj coraz wiecej. Przez "nas" rozumiem nie tylko Polakow, ale w ogole obywateli panstw nalezacych do UE, i to nie tylko tych nowo przyjetych...

/Droga do wyciagania wlasnych euro z irlandzkiego bankomatu wcale nie musi byc prosta. Szczegolnie w wakacje.../

W dodatku w okresie wakacyjnym konkurencja o miejsca pracy gwaltownie sie zwieksza - wlasnie z powodu duzej "podazy" studentow. Nie od rzeczy bedzie wspomniec, ze takze irlandzcy studenci rowniez chcieliby w tym okresie zarobic pare euro...

Jezeli przejrzysz zapiski na moim blogu z okresu ubieglorocznych wakacji, to przekonasz sie, ze sam mialem ogromne klopoty ze znalezieniem pracy...

sobota, 16 kwietnia 2005

Patrzę z gory :-)

Znowu zmienilem pracę. Budowy maja to do siebie, ze sie koncza. Ale zawsze, przynajmniej jak na razie, sa nastepne :-)

Teraz buduje 6-pietrowy biurowiec. Jest juz cieplo, wiec w czasie przerw sniadaniowo - obiadowych zamiast siedziec w kantynie wychodze na dach, skad mam widok na cale miasto :-)


Na zdjeciu powyzej: stoje na dachu, a pode mna, 6 pieter nizej - kawalek Cork'u:




środa, 13 kwietnia 2005

Ludzie listy piszą...

Wlasciwie ten post powinien bardziej nawiazywac do tych postow w ktorych opisywalem "irlandzkie ciekawostki" (jezeli to Cie interesuje, poszukaj tych postow w archiwum bloga). Chcialbym tutaj po prostu napisac o irlandzkich ... skrzynkach pocztowych.

/Na zdjeciu powyzej stoje wlasnie przed taka typowa skrzynką/

Jakis czas temu w irlandzkiej prasie odbyla sie debata, czy nie nalezaloby zmienic wygladu tych skrzynek, bo ludzie coraz czesciej myla je z... koszami na smieci :-( Taaak...

Tak na marginesie: jezeli wyslalismy w Irlandii list polecony, ktory podejrzanie dlugo nie dociera do nadawcy, latwo mozemy sprawdzic co sie z nim dzieje. Na kazdym dowodzie nadania takiego listu jest numer telefonicznej infolinii. Dzwoniac pod ten numer w ciagu kilku - doslownie - sekund otrzymujemy informacje co sie dzieje z naszym listem (czyli gdzie on sie aktualnie znajduje i na jakim jest on etapie doreczania).

A jak wyglada analogiczna sytuacja w Polsce? Jezeli mamy zastrzezenia co do dluuugiego trybu doreczania naszego listu, mozemy zlozyc reklamacje. Pisemna i na poczcie. Odpowiedz dostaniemy w terminie przewidzianym przepisami :-( czyli... jak dostaniemy.

Droga Polska Poczto: od kilku lat mamy juz XXI wiek...

Jakis sie ostatnio marudny zrobilem... Ale ja po prostu chce, zeby bylo normalnie... Wszedzie...

środa, 6 kwietnia 2005

Telefony, telefony...

Jesli chcesz zadzwonic z Polski do Irlandii, zaplacisz... duzo :-( Jesli chcesz zadzwonic z Irlandii do Polski, placisz bardzo malo...

Zeby bylo ciekawiej - zarobki w Polsce w porownaniu do zarobkow w Irlandii sa bardzo niskie...
Wiekszosc Polakow dzwoniac do bliskich osob w Polsce korzysta z kafejek internetowych, w ktorych sa umieszczone normalne kabiny telefoniczne (czyli - nie trzeba byc znawca komputerow lub internetu - dla klienta jest to po prostu najnormalniejszy w swiecie aparat telefoniczny).
Koszty (moga sie roznic w zaleznosci od kafejki):
na telefon stacjonarny w Polsce: od 5 centow za minute;
na komorke j.w.: od 18 centow za minute.
Jeszcze taniej wychodzi, gdy zalozysz sobie wlasny telefon stacjonarny...

/Powyzej - ja przed jedna z takich kafejek w Cork. To duze na szybie na prawo ode mnie to cennik :-) polaczen telefonicznych do roznych krajow./

Drozej wychodzi z komorki na komorke, ale wiekszosc operatorow wprowadza teraz inetersujace oferty :-) A zarobki w Irlandii: ustawowe minimum to obecnie - 7,65 euro za godzine...

Pozdrowienia dla Telekomunikacji Polskiej S.A. od bylego abonenta :-((

p.s. Powyzsze przyklady cenowe obowiazywaly w momencie pisania tej notki. W Irlandii - ceny za polaczenia praktycznie caly czas spadaja...

sobota, 2 kwietnia 2005

Papiez przekroczyl prog nadziei...

Dzisiaj wiekszosc irlandzkich gazet poswiecilo pierwsze strony wylacznie Papiezowi, informujac o Jego bardzo ciezkim stanie zdrowia...

Odszedl od nas Wielki Czlowiek, Wielki Polak...

wtorek, 29 marca 2005

Kinsale

Kilka dni temu razem z Agnieszką byliśmy w Kinsale

Za Wikipedią: "Kinsale (irl. Cionn tSáile) – miasteczko w Irlandii w hrabstwie Cork u ujścia rzeki Bandon. W okolicach miasta w 1601 roku rozegrała się Bitwa pod Kinsale pomiędzy wojskami irlandzko-hiszpańskimi oraz brytyjskimi. W mieście znajdowała się baza morska, która z czasem została przekształcona na port jachtowy. Miasto słynie z ciekawej kuchni, co roku odbywa się tutaj Festiwal Smakoszy. Ciekawe miejsca to: stary gmach sądu zbudowany w 1788, Zamek Desmonda z 1500 roku, kościół Św. Multose'a i ruiny fortów obronnych po obu stronach wejścia do portu - James Fort i Charles Fort."

/Powyżej - kilka zdjęć z Kinsale/

niedziela, 27 marca 2005

niedziela, 20 marca 2005

Sklepy w Cork: Penneys

W Polsce podobno jest jeszcze snieg... Tutaj praktycznie sniegu nie widzialem przez cala "zime". W najzimniejszych dniach temperatura oscylowala w granicach 0 stopni. Teraz jest ok. 15 stopni C. No coz, w koncu to wyspa jest...

Dzisiaj wybralem sie do sklepu coby kupic jakies rzeczy "na wiosne". Sklep nosi wdzieczna nazwe "Penneys", co mozna przetlumaczyc jako (chyba) "Grosik", ale przez wszystkich Polakow jest on zwany po prostu "Penisem" :-)


W tym sklepie ubiera sie praktycznie pol Corku i wiekszosc mieszkajacych tu Polakow. Bo jest to duży i niedrogi sklep odziezowy. Minusem tego jest fakt, ze ta kurtke - ktora mam na sobie, ma tez sporo przechodniow.

Jakie tu sa ceny ubran? Przykladowo: kurtki zimowe: od ok. 20 euro, jeansy - od 6 euro, bluzy - od 8 euro, buty - od 10 euro, itp. Oczywiscie - to sa najnizsze ceny (ale ubrania porzadne). Czyli - ceny praktycznie takie same jak w Polsce (ale zarobki - o ile ma sie prace oczywiscie - znacznie wyzsze).