sobota, 19 czerwca 2021

Duszpasterstwo Polskie w Cork ma własną stronę internetową

Duszpasterstwo Polskie w Cork uruchomiło własną stronę internetową: duszpasterstwopolskiewcork.ie

Wcześniej, tj. od 2007 roku miało własną podstronę na stronie St. Augustine's Church, pisałem o tym tutaj: LINK. Z kolei od 2012 roku istnieje strona Duszpasterstwo Polskiego w Cork na fb: LINK. Założyłem ją razem z ks. Piotrem Galusem i szczęśliwie działa do tej pory, gromadząc spore archiwum zdjęć i filmów dokumentujących historię polskiego kościoła w naszym mieście. 

Na marginesie: pierwsza msza św. języku polskim w Cork została odprawiona 27 marca 2005 roku, o tym z kolei napisałem tutaj: LINK. Można by więc napisać, że po 16 latach Duszpasterstwo Polskie w Cork ma wreszcie swoją własną w pełni niezależną witrynę internetową. Z tymże jak wspomniałem: początkowo zupełnie wystarczała podstrona na witrynie St. Augustine's Church, w którym odbywają się msze w języku polskim a później strona na fb, która nadal pozostaje głównym źródłem komunikacji. 

Jednak niezależna witryna ma tę przewagę, że jest odporna na ewentualne cenzorskie zapędy facebooka i w obecnych czasach posiadanie własnej, niezależnej strony - znowu jest koniecznością.

/Powyżej: aktualny zrzut z witryny/

piątek, 18 czerwca 2021

Brightening Air

W ramach trwającego od 11 do 20 czerwca b.r. Brightening Air, czyli jak to nazwano "ogólnokrajowego sezonu doświadczeń artystycznych" mającego na celu "świętowanie powrotu optymizmu i nadchodzących lepszych dni", od 11 do 20 czerwca b.r. w całej Irlandii miały miejsce różne wydarzenia artystyczne. W Cork była to m.in. trasa spaceru nazwana "Town – A Love Story in Body Parts", podczas której, jak napisali kuratorzy: "uczestnicy za pomocą darmowej technologii smartfonów odkryją historie i piosenki, które kryją się w drzewach i cegłach naszych miejskich przestrzeni". Jednym z "przystanków" tego spaceru był plac przy Red Abbey, gdzie dodatkowo na rosnących tam drzewach zawieszono takie oto serduszka:

/Powyżej: drzewa z serduszkami przy Red Abbey/

wtorek, 15 czerwca 2021

Kiedy opadną maski

Na początek dowcip na czasie: "Syn pyta ojca - Tato, kiedy ta epidemia się skończy? Na co ojciec wyjaśnia chłopcu: Synu, poważni ludzie zainwestowali poważne pieniądze w tę epidemię. Jak zarobią swoje, to się skończy". Oczywiście to tylko żart, bajka taka, ale jak wiadomo w każdej bajce jest ziarnko prawdy. Wszystko wskazuje jednak na to, że "poważni ludzie" uzyskali już spory przyrost kapitału, rządy przetestowały kilka rozwiązań w zarządzaniu dużymi grupami ludności, socjologowie dostali materiał do badań na lata a Hollywood i Bollywood tematy na kolejne superprodukcje, więc można już powoli wracać do przedpandemicznej rzeczywistości.

Ale nie tak od razu. W książce Pawła Kapusty "Pandemia. Raport z frontu" którą właśnie przeczytałem jeden z jego utytułowanych rozmówców tak się wyraził o tym, co czeka nas już po opanowaniu epidemii: "To będzie kolosalna zmiana, większa niż przypuszczamy. Wielu z nas miało na pewno moment refleksji nad tym, jak funkcjonujemy we współczesnym świecie. Gdzie pracujemy. Jakie zajęcia wykonujemy. Władza zamknęła nas w domach, a świat się nie skończył. To bardzo mocny przekaz, bo według mnie pokazuje, że większość z nas wykonuje pracę ogólnie zbędną. I to w kolejnych latach będzie coraz dobitniej widać. Dla wielu ludzi będzie to dotkliwe doświadczenie."

Czyżby w teoretycznie wolnorynkowym ustroju ciągle mamy do czynienia z czysto socjalistycznym "ukrytym bezrobociem"? Prawdopodobnie tak, tyle że osoby wykonujące pracę zbędną i niepotrzebną nie są ulokowane w mniejszych lub większych firmach, ale w rozbudowanej państwowej biurokracji i w szeroko rozumianych organizacjach społecznych, utrzymywanych przez podatników. Obyśmy potrafili wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski a te są na przykład takie, że skoro daliśmy radę przetrwać bez nich przez półtora roku to poradzimy sobie i następny rok, dwa a może i dekadę. Komunikat dla nich powinien być wobec tego jasny: nie jesteście potrzebni a wręcz przeciwnie - stanowicie tylko obciążenie, balast którego bez żalu możemy się pozbyć.

Gospodarka powoli rusza, chociaż to bardzo uproszczona ocena rzeczywistości bo akurat przemysł pracował cały czas i to pełną parą. O ile wiem, żadna z większych fabryk nie została zamknięta. Mój kolega w czasie pierwszego lockdownu dostał pracę w irlandzkim oddziale, nazwijmy to, znanej amerykańskiej firmy wytwarzającej napoje gazowane. Jak się okazuje w czasie gdy "wszędzie" zwalniali tam z kolei zwiększono dwukrotnie ilość pracowników zatrudnionych bezpośrednio przy produkcji. Dlaczego? Szefostwo kierując się doniesieniami medialnymi wzięło pod uwagę że spora część załogi może zachorować, więc w celu utrzymania produkcji na tym samym poziomie trzeba podwoić zasoby ludzkie. Wicie, rozumicie: ludzi można nawet w całości wymienić, bo w końcu nikt nie jest niezastąpiony, ale kasa musi się zgadzać. I tak było w zasadzie w każdej większej firmie, od montowni komputerów i serwerów po fabryki wytwarzające sztuczne kwiaty i rury do kanalizacji. Prawdziwy kapitał na żadne lockdowny sobie nie pozwolił, co też daje nieco do myślenia.

Tak naprawdę ucierpiały głównie usługi, przy czym przez usługi rozumiem też branżę hotelarską i gastronomiczną. Obstawiam, że były to decyzje ściśle polityczne z pewną domieszką podatkowej ekonomii: coś trzeba było zamknąć, a że akurat branże usługowe w sporej części operują na pograniczu szarej strefy, więc można przy okazji upiec przynajmniej jedną pieczeń, jeżeli nie da się dwóch. W różnych krajach przyjęto różne rozwiązania, ale przykład Polski jest dość oczywisty: rząd zamykając usługi, ale jednocześnie oferując słynne tarcze dla przedsiębiorców wykazujących spory spadek dochodów, tak naprawdę uderzył w szarą strefę która często przez wiele lat tych dochodów nie wykazywała. 

Głośnym echem odbił się w mediach przypadek jednego z zakładów fryzjerskich w Warszawie: założony jeszcze w latach 30-tych ub.w. przetrwał różne perturbacje aż padł właśnie teraz, w czasie lockdownu. O dziwo większość komentujących na internetowych stronach tym razem jasno stwierdziła: trzeba było płacić podatki i nie zalegać w ZUS-ie. Właśnie ukrywanie przychodów tudzież zaległości w płaceniu państwowych danin zazwyczaj skutkowały odmową przyznania tarczy a w konsekwencji - bankructwem. Moja Żona ma w Krakowie swoją ulubioną fryzjerkę, którą odwiedza przy okazji każdej wizyty w Polsce i ta na przykład była bardzo zadowolona z przyznanej państwowej pomocy, w dodatku w naprawdę sporej wysokości. Dodam: nie jest ona członkiem partii rządzącej i nie posiada też żadnych koneksji tudzież innych znajomości a z jej usług korzystają zwykli mieszkańcy peryferyjnego osiedla. Tyle tylko że ona starając się o bankową pożyczkę na mieszkanie wykazywała absolutnie wszystkie dochody, po to żeby pokazać że ma zdolność kredytową. Tym samym gdy jej dochody, spadły łatwo to mogła udokumentować w przeciwieństwie do tych co to od lat "jadą na stracie". 

Proszę mnie źle nie zrozumieć: zdecydowanie uważam że człowiek sam lepiej wyda swoje pieniądze niż zrobi to za niego rząd ściągając przymusowy haracz w postaci wygórowanych podatków, wskazuję jedynie na na fakt ze pandemia dla wielu państw była też okazją do zrobienia "porządków" na swoim podwórku.

Wracając do otwierającej się gospodarki: czytamy że właściciele hoteli i restauracji mają obecnie olbrzymie problemy z rekrutacją pracowników. Ci którzy dotychczas tam pracowali i przeszli na "covidowe" nie kwapią się do powrotu, przynajmniej do czasu zakończenia wypłacania zasiłków. To nawet nie kwestia rozleniwienia co zwykłego rachunku ekonomicznego. Nowych nie ma skąd brać, bo granice przymknięte a studenci rozjechali się do swoich wiosek. Byłaby na to rada, którą zawarła w swoim haśle reklamowym jedna z firm obuwniczych: cena czyni cuda. Wystarczy za dobrą pracę zaoferować dobrą płacę, no ale to nie w tych branżach. I obojętnie czy mamy na myśli Irlandię, czy Polskę. 

Zanim wyruszymy na zagraniczne wojaże prawdopodobnie będziemy musieli się zaszczepić. Być może nawet rzeczywiście bez paszportu covidowego nie wychylimy nosa poza wyspę? Co prawda różne kraje szukając rozwiązań na wyjście z impasu oferują turystom bezpłatne koronawirusowe testy czy szereg innych ulg i dopłat, ale to raczej doraźne łatanie dziur niż systemowe rozwiązanie. Pożyjemy, zobaczymy.

Jest jeszcze jedna kwestia, może mniej istotna za to zabawna: kiedy już zdejmiemy maseczki część z nas może mieć problemy z poznaniem swoich znajomych lub innych osób z którymi pozostajemy w mniej lub bardziej zawodowych relacjach. Sam tego doświadczyłem: kolega z którym od dwóch miesięcy pracuję niemal ramię w ramię, podczas przerwy na obiad przyjrzał mi się uważnie i zapytał czy my aby właśnie nie pracujemy razem? W pracy obowiązkowo nosimy maseczki naciągnięte niemal po same oczy a stołówka to jedyne miejsce w którym możemy je zdjąć a i to dopiero przy stoliku, nad własnym talerzem. Maska jak widać zmienia człowieka, obojętnie czy ta którą przywdziewamy chcąc ukryć swoje prawdziwe ego czy ta która ma nas chronić przed zarażeniem.

Kiedy już nadejdzie czas na zdjęcie maseczek możemy być zaskoczeni tym, co zastaniemy. Oby to były tylko miłe niespodzianki i oby ten trudny czas który pokonaliśmy wzmocnił nas i pozwolił przewartościować na nowo życiowe priorytety, czego Państwu i sobie życzę.

poniedziałek, 14 czerwca 2021

St. Declan's Well Toor

Kolejny cel naszej wczorajszej niedzielnej wycieczki to St. Declan's Well Toor. Wg legendy, znajdująca się w hr. Waterford studnia św. Declana powstała gdy ten irlandzki święty, żyjący w V wieku, gasił w tym miejscu pragnienie w drodze z Ardmore do Cashel. Współczesny wygląd tego miejsca i cała architektura powstała na przełomie lat 50/60 ub.w. 

Podobnie jak wiele innych irlandzkich studni, tutejsza woda słynie ze swoich leczniczych właściwości. Podobno szczególnie korzystna jest przy chorobach oczu i skóry. Ludzie przyjeżdżają tu z całego Waterford i sąsiednich hrabstw aby się modlić i z niej korzystać. Jak głoszą dawne przekazy, aby uzdrowienie lub modlitwa się powiodły, konieczne jest trzykrotne odwiedzenie studni. 

We wczesnych latach 50-tych ub.w. Josephine Fitzgerald, żona właściciela sklepu rowerowego z Dungarvan, została uleczona wodą z tej studni. W kolejnych latach ta małżeńska para bardzo zaangażowała się w budowę tego miejsca. Od 1951 roku są tutaj corocznie odprawiane Msze Święte.

To miejsce, pomimo że znajduje się na uboczu jest cały czas odwiedzane. Spędziliśmy tutaj niespełna godzinę, w tym czasie przewinęło się co najmniej 10 innych odwiedzających.

Poniżej - kilka zdjęć z tego miejsca, na YT można zobaczyć krótki filmik z tej naszej wycieczki: LINK.





niedziela, 13 czerwca 2021

St. Mochua's Well w Clashmore

Niedziela, więc kolejna geocachinowa wycieczka, tym razem do kolejnych irlandzkich "świętych źródeł". Najpierw trafiliśmy do St. Mochua's Well, źródła św. Mochua znajdującego się nieopodal wioski Clashmore w hr. Waterford. Wg przekazów św. Mochua był żołnierzem który mając 30 lat zrzucił mundur i przywdział habit, oczywiście nieco w przenośni. Żył w ubóstwie, jak głosi legenda posiadał trzy zwierzęta: koguta który budził go na Jutrznię, mysz - która budziła go lekkim podgryzaniem w palec gdy zasypiał przy czytaniu i muchę - która spacerowała wzdłuż wersów które ten święty studiował, a gdy przerwał czytanie zatrzymywała się w miejscu, czekając aż św. Mochua wróci do lektury. Z tym irlandzkim świętym związanych jest wiele innych legend. Jak podaje tabliczka umieszczona nieopodal źródełka, św. Mochua zginął w 631 roku zamordowany przez piratów.

Poniżej - kilka zdjęć z tego miejsca, na YT można zobaczyć krótki filmik z tej naszej wycieczki: LINK.





sobota, 12 czerwca 2021

Selco Begovic: Survival w mieście. Realne sekrety przetrwania

Autor tego poradnika wie o czym pisze: w trakcie wojny domowej w Bośni i Hercegowinie /1992-1995/ przeżył ponad rok w oblężonym mieście.

Jak żyje się w mieście w którym przestały działać służby publiczne, nie ma prądu, bieżącej wody, normalnej dystrybucji żywności i innych towarów? Gdy do tego, jak to bywa w takich sytuacjach, z różnych zakamarków wypełzły bardzo nieciekawe persony łączące się w gangi, dodatkowo terroryzujące i tak znajdujących się już w potrzasku mieszkańców? Jak przeżyć w tak ekstremalnej sytuacji, gdy dawny sympatyczny sąsiad teraz okazuje się zajadłym wrogiem?

Dobrze się czyta, sporo praktycznych porad z których, mam nadzieję, nigdy nie będziemy musieli skorzystać.

czwartek, 10 czerwca 2021

"Bród" na poczcie

Dzisiaj An Post /irlandzka poczta/ wydała trzy znaczki, które, jak napisali na swojej stronie: "upamiętniają irlandzki i globalny wymiar ruchu Pride". Słowo "Bród" widniejące na jednym z nich to irlandzkie tłumaczenie słowa "Pride". 

Znaczki są sprzedawane wyłącznie w zestawach zawierających pięć sztuk, z czego cztery są przeznaczone do wysyłki krajowej a piąty - zagranicznej. Jak napisano również: "za każdy sprzedany pakiet ze znaczkami przekazujemy 2,5% na rzecz BeLonG To i LGBT Ireland" .

/Powyżej: jeden z wydanych znaczków, grafika ze strony An Post/

Nie sposób przeoczyć tej informacji bo jest mocno promowana, m.in. w sponsorowanych wpisach na facebooku. I właśnie na fb pod taką reklamą An Post miała szansę wywiązać się ciekawa dyskusja, gdy jeden z użytkowników zauważył że jest to jakaś forma podatku nałożona na kupujących i przekazywana na ww. organizacje. Spostrzeżenie wydaje się logiczne, w końcu poczta to instytucja państwowa, czasami przy wysyłce określonych dokumentów ma się po prostu obowiązek korzystania z jej usług  i jeżeli przekazuje jakąś część ze swoich przychodów na rzecz prywatnych organizacji to robi to w imieniu państwa. 

Oczywiście do żadnej merytorycznej dyskusji nie doszło, ponieważ natychmiast zlecieli się tęczowi piewcy tolerancji którzy zwyzywali go od homofobów /chociaż od razu zaznaczał że - absolutnie takich uprzedzeń nie ma/, wysyłali na terapię i takie tam, czyli standard. Wszystko w gronie Irlandczyków, żeby nie było, ale schemat jest zawsze ten sam, gdy zamiast logiki wchodzą emocje. Pytasz "tęczowych" skąd czerpią dofinansowania - jesteś homofobem, faszystą i rasistą, pytasz Owsiaka z czego tak naprawdę się utrzymuje - jesteś pisiorem, podpisuj oświadczenie że nie będziesz korzystał ze sprzętu WOŚP a tak w ogóle to **********! Tymczasem gdy w grę wchodzą pieniądze publiczne, przekazywane przez rządowe instytucje prywatnym organizacjom, wszystko powinno być jak najbardziej transparentne.

Tak swoją drogą, temat ciekawy. Bo skoro teraz An Post przekazuje część przychodu za "tęczowe" znaczki organizacjom LGBT, to rozumiem że gdy w grudniu będzie sprzedawała znaczki na Boże Narodzenie z wizerunkiem Świętej Rodziny - to również część przychodu przeznaczy organizacjom chrześcijańskim w Irlandii? No tak, czy nie? Pytanie retoryczne, rzecz jasna. Ale czy w takim razie nie mamy tutaj do czynienia z faworyzowaniem jednych a dyskryminowaniem drugich? Tak to właśnie bywa gdy do dysponowania środkami publicznymi zabierają się instytucje które nie są do tego przeznaczone.

A samych znaczków tym razem nie kupiłem. Nawet nie to, że nie potrzebuję, chociaż zapas "na wszelki wypadek" zawsze mam, tylko po prostu ostatnio irlandzka poczta bardzo mocno opóźnia swoje przesyłki, więc i słać za ich pośrednictwem nie ma sensu. Kartki z życzeniami świątecznymi wysłane z Cork - do Cork, wędrowały ponad 2-tygodnie. Poważnie. W tej sytuacji nie dziwi chyba też fakt, że kartki wysłane "do Polski" są dostarczane po dwóch miesiącach albo i później. Dzieje się tak zapewne wskutek zmożonych zakupów przez internet które w czasach około - lockdownowych stały się jedyną sensowną alternatywą, przez co państwowy doręczyciel, An Post, po prostu się nie wyrabia. Dopóki więc na tym odcinku sytuacja się nie poprawi, znaczki sobie odpuszczam, bo w końcu - ja nie filatelista, znaczki co prawda lubię ale bardziej za ich użytkową funkcję.

Tak, że tak...

środa, 9 czerwca 2021

Koronawirus w Cork /56/: broszurka o szczepieniach

Dzisiaj w mojej pocztowej skrzynce znalazłem kolejną rządową broszurkę, tym razem - o szczepionkach na COVID-19. Czyli w skrócie: czym jest C19, jakie są jego symptomy, jak działają szczepionki na tę chorobę, jak się zarejestrować do szczepienia, jak będzie wyglądała wizyta w punkcie szczepień, itd. 16 stron ale że dwujęzyczna angielsko-irlandzka, to w sumie stron 32. To już trzecia broszurka na temat C19 sygnowana przez HSE /irlandzką służbę zdrowia/ która trafiła do mojej skrzynki: pierwszą z nich o samym covidzie dostałem w marcu ub.r.: LINK a kolejną, o poziomie wprowadzonych ograniczeń, w październiku ub.r.: LINK.

/Powyżej: irlandzka broszurka o szczepieniach rozesłana do mieszkańców/

wtorek, 8 czerwca 2021

Cork Cathedral Lotto - gramy w kościelnym totku

Zaczęliśmy brać udział w Cork Cathedral Lotto, naszej parafialnej loterii która wystartowała w kwietniu b.r.  Ot, przyjemne z pożytecznym ;-)

Dla nas to trochę nietypowa forma pozyskiwania funduszy ale Irlandczycy stosują ją często. Z ciekawostek: lotnisko w Knock powstało dzięki loterii zorganizowanej przez ks. Jamesa Horana, pisałem o tym tutaj: LINK.

Jak napisali organizatorzy naszej parafialnej loterii: "dzięki Lotto możemy nadal utrzymywać i rozwijać nasze parafie i służyć naszej lokalnej społeczności. Ważne jest to nie tylko dla nas, ale także dla przyszłego pokolenia, aby ono również odniosło korzyści z posiadania lokalnej, aktywnej i tętniącej życiem wspólnoty chrześcijańskiej, która będzie go wspierać przez całe życie."

/Powyżej: nasze kupony na najbliższą loterię zakupione tuż po Mszy Świętej w Church of the Annunciation/

poniedziałek, 7 czerwca 2021

Koronawirus w Cork /55/: po polsku w Fitzgerald Park

Podczas wczorajszego Dnia Dziecka z My Little Craft World który zorganizowaliśmy w Fitzgerald Park w Cork, natknąłem się tam na "koronawirusowy" plakat/baner po polsku z informacją o tym, że park jest otwarty ale odwiedzający są nadal proszeni o zachowanie dystansu społecznego. Kolejny dowód na potwierdzenie tezy, że język polski jest nieoficjalnie drugim językiem w Irlandii ;-)

/Powyżej: plakat po polsku w Fitzgerald Park w Cork/