sobota, 12 maja 2018

Paryż - podróż w 1 rocznicę ślubu

Zbliża się rocznica naszego ślubu. Postanowiliśmy obchodzić ją w Paryżu :-) Będziemy tam od 12 do 15 maja. Wyjeżdżamy najpierw autobusem z Cork do Dublina, później lecimy na paryskie lotnisko Charles de Gaulle. Wracać będziemy z lotniska Beauvais-Tillé. A zatrzymamy się w Hôtel Ampère.

/Powyżej: lecimy do Paryża ;-)/

piątek, 11 maja 2018

"Biała Masajka" i "Moja afrykańska miłość"

Od razu, tytułem wyjaśnienia: książkę "Moja afrykańska miłość", /podobnie jak wcześniej "Hinduska miłość" ;-)/ przeczytałem tylko i wyłącznie dlatego że trafiły do sklepu w którym pracuję. Tematyka niespecjalnie dla mnie, ale książka po polsku to jest tam prawdziwy biały kruk, więc - trzeba przeczytać ;-)

"Moja afrykańska miłość" to dalsza cześć losów Corinny Hofmann, "białej Masajki", Szwajcarki która będąc turystycznie wraz ze swoim ówczesnym narzeczonym w Kenii, zauroczyła się w przygodnie spotkanym masajskim wojowniku, porzuciła zarówno narzeczonego jak i wygodne życie w swoim kraju, wzięła ślub z Masajem i zamieszkała z nim w kenijskim buszu. Tam otwiera pierwszy sklep w okolicy ale finansowo kończy się to klapą: pod jej nieobecność małżonek rozdaje towar na lewo i prawo: rodzinie, sąsiadom i sąsiadom sąsiadów, zupełnie nie rozumiejąc jak działa przepływ gotówki. Na poczynione uwagi że "przecież potrzebujemy pieniędzy" odpowiada z właściwą sobie prostotą: "weź je tak jak poprzednio, z banku". Dla niego, tak jak i dla wielu niezbyt rozgarniętych "zachodnich" lewaków, pieniądze biorą się "z banku". Chociaż, zważywszy na to że obecnie to banki kreują pieniądze jest w tym jednak sporo prawdy, no ale - to nie ten przypadek.

Historia bez happy endu, różnice cywilizacyjne i kulturowe są zbyt duże: po czterech latach główna bohaterka ledwie uchodzi z życiem i uciekając się do podstępu wraca do Szwajcarii wywożąc również urodzoną w Kenii córeczkę. O tych swoich losach Hofmann napisała w bestsellerowej książce "Biała Masajka". Przyznaję - nie czytałem, ale specjalnie obejrzałem film nakręcony na jej podstawie, podobno - bardzo wiernie /chociaż nie od dzisiaj wiadomo, że co książka, to książka/.

/Powyżej: plakat z filmu "Biała Masajka" i okładka książki "Moja afrykańska miłość"

Mija 14 lat, Corinna Hofmann już dawno uzyskała rozwód przed szwajcarskim sądem chociaż ma problemy z umocowaniem tego wyroku w Kenii, "Biała Masajka" przyniosła autorce międzynarodową sławę oraz pewne stabilne zaplecze finansowe /warto wspomnieć, że mimo swojej "ucieczki" cały czas wspierała finansowo ex-męża i jego rodzinę, co z jednej strony czyni ich chyba najbogatszymi w wiosce, bo zamiast w chatce z krowich placków mogą mieszkać w drewnianych domach i nie cierpią więcej głodu, ale z drugiej strony jej były mąż stając się pośmiewiskiem popada w alkoholizm i trafia do więzienia. Wychodzi z niego, odstawia alkohol, ale nie jest już tym samym dumnym wojownikiem co dawniej. Sama Corinna rozstała się ze swoim partnerem który chyba nie mógł znieść presji że jest tylko facetem "białej Masajki" i jej dawny związek położy cień na jej dalsze życie. W takich to okolicznościach, po upewnieniu się że nie zostanie aresztowana przez kenijskie władze za uprowadzenie córki /która w świetle tamtejszego prawa należy do ex-męża/ Corinna Hofmann przyjeżdża na 2-tygodnie do swojej "afrykańskiej rodziny". Na razie jednak bez córki, obawy związane z jej bezpieczeństwem biorą górę. Co mogło zagrażać córce? To samo co innym dziewczynkom w kenijskim plemionach: szybki ślub z o wiele starszym mężczyzną którego nigdy wcześniej nie widziała, a przed ślubem - konieczne tradycyjne obrzezanie. O tym właśnie pisze w swojej książce "Moja afrykańska miłość".

Jej ex-mąż ma już kolejne dwie żony ale i ją traktuje de facto jak swoją żonę, chociaż nie w sensie absolutnie dosłownym. Przez te 14-lat wiele się zmieniło, zachodnia cywilizacja coraz śmielej wchodzi nawet do afrykańskiego buszu, ku utrapieniu co niektórych białych turystów łaknących "egzotyki", ale chyba z radością witana przez tubylców, których życie przez to staje się chociaż trochę łatwiejsze. Bohaterka odwiedza dawne miejsca ale również zagląda na plan filmowy... "Białej Masajki", czyli obrazie opowiadającym o jej najważniejszej chyba części życia.

Tak swoją drogą, to co mnie najbardziej uderzyło zarówno w filmie jak i książce to traktowanie białych przez czarnych jak chodzących bankomatów. Na każdym kroku: "daj pieniądze", nachalne dopominanie się o prezenty, ba, nawet swoją pożegnalną ucztę w wiosce "biała Masajka" musi sfinansować sama. Nie pisząc już o takim kuriozum jak Msze Święte odprawiane przez włoskiego księdza na misji, na których frekwencję i to wyłącznie kobiet zapewnia rozdawanie bezpośrednio po nich... tytoniu. O jakiejkolwiek "tacy" można, jak rozumiem, zapomnieć.

Nie mnie oceniać postępowanie autorki, zrobili to inni często nie szczędząc jej bardzo gorzkich słów - i to z reguły najbardziej krytyczne były kobiety. Ja tam na swój sposób ją podziwiam, chociaż dobrze się to nie skończyło i zraniło wiele osób. Jednak warto przeczytać chociażby po to żeby w stosunkowo lekko podany sposób poznać zwyczaje i tradycje panujące gdzieś na "końcu świata", jednocześnie Panu Bogu dziękując że się mieszka tu - gdzie mieszka, w cywilizacji łacińskiej stworzonej przez białego człowieka, jakkolwiek rasistowsko by to dla niektórych zabrzmiało.

poniedziałek, 7 maja 2018

Życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo

35 lat temu na podstawie wyników referendum z 7 września 1983 roku Irlandczycy przyjęli 8 poprawkę do Konstytucji Irlandii, wprowadzającej zakaz wykonywania aborcji. W tym roku, wskutek de facto porzucenia katolicyzmu, zmasowanej akcji lewackich partii oraz medialnej propagandy, 25 maja b.r. odbędzie się kolejne referendum, tym razem dotyczące uchylenia tej poprawki. 

Im bliżej referendum, tym więcej plakatów na mieście, chociaż proaborcjoniści zaciekle zrywają i niszą te prolife. Tak czy owak - na zdjęciu poniżej na jednym słupie dwa plakaty, za zachowaniem poprawki i przeciwko, za życiem i za aborcją. Kiedy je zobaczyłem od razu przypomniała mi się biblijna przestroga: "Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo" /Pwt 30, 19/. Co wybiorą Irlandczycy? Przekonamy się za niespełna 3 tygodnie...

/Powyżej: plakaty na Blackpool w Cork/

środa, 2 maja 2018

Namioty bezdomnych w Cork

O bezdomnych w Cork już pisałem kilkakrotnie. W skrócie: ich liczba rośnie, tylko na St Patrick's Street, głównej ulicy Cork, każdej nocy śpi po kilkanaście osób. Jeszcze do niedawna spali w śpiworach, teraz pojawiły się już namioty. Z uwagi na ich karnację, są to zapewne owi osławieni "uchodźcy" spoza Europy, których przyjęcie Irlandia na wyścigi deklarowała a teraz nie ma co z nimi zrobić...

/Powyżej: miejsce do spania przy St Patrick's Street/

/Powyżej: namiot na St Patrick's Street/

/Powyżej: namiot przy Popes Quay, nieopodal dworca autobusowego/

środa, 25 kwietnia 2018

Castle Roche

Ok. 10 km od Dundalk znajdują się ruiny Castle Roche, normańskiego zamku z XIII wieku.

Zamek był solidny, wybudowany na skalnym zboczu, zabezpieczony fosą i praktycznie nie do zdobycia. Była to siedziba rodu De Verdun. Miejscowa legenda głosi że właścicielka tej ziemi, młoda wdowa Rohesia de Verdun zaoferowała swoją rękę architektowi który wybuduje zamek zgodnie z jej pomysłem. Po przyjęciu weselnym miała zachęcić swojego właśnie poślubionego męża do obejrzenia ich posiadłości z dużego okna sypialni. Nie chcąc aby ktokolwiek poza nią znał tajemnice zamku, a także nie chcąc dzielić się majątkiem, natychmiast wypchnęła swojego męża z okna, przez co zginął na miejscu. To okno zachowało się do dzisiaj i nazywane jest Oknem Zbrodni. Jak to jednak legenda, niewiele ma wspólnego z prawdą. Faktycznie zamek wybudował jej syn z poprzedniego małżeństwa a sama Rohesia, być może zaraz po śmierci pierwszego męża, została zakonnicą w Gracedieu Priory w Leicestershire, gdzie zmarła w 1247 roku. Niemniej uważa się że nazwa Castle Roche pochodzi od jej imienia. Zamek, po wielu przejściach, został ostatecznie zniszczony w 1641 roku podczas podboju Irlandii przez Cromwella.

Kilka zdjęć zamku - poniżej, więcej można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.



wtorek, 24 kwietnia 2018

Faughart: St Brigid's Well

Na Faughart Hill /nieopodal Dundalk/ znajduje się cmentarz a w nim St Brigid's Well, źródło św. Brygidy. Wg tradycji to właśnie dokładnie w tym miejscu w 451 r. urodziła się przyszła irlandzka święta. 

Na cmentarzu znajdował się wczesny kościół chrześcijański, ale nic już po nim nie zostało, obecne ruiny pochodzą z okresu średniowiecza. Warto zwrócić uwagę na okrągły kopiec, być może pozostałość jakieś budynku. W jego środku ustawiono kikut dawnego Irish High Cross, irlandzkiego wysokiego krzyża. Dzisiaj pielgrzymi mają w zwyczaju okrążać ten dawny kamienny krzyż, modląc się i żałując za grzechy, zanim udadzą się do źródła św. Brygidy. Niektórzy ludzie przynoszą kamienie symbolizujące ich grzechy, a przy źródle upuszczają je na znak, że Bóg im przebacza. Powszechną praktyką przy irlandzkich świętych miejscach jest pozostawienie na miejscu przyniesionych z sobą dewocjonaliów albo różnych materiałów którymi np. dotknięto chorych, z nadzieją na ich uzdrowienie.

/Powyżej: St Brigid's Well/

/Powyżej: pozostałość dawnego Irish High Cross/

/Powyżej: rzeczy pozostawione przez wiernych przy źródle/

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Sanktuarium św. Brygidy w Faughart

Św. Brygida jest najbardziej znaną irlandzką świętą. Wg tradycji urodziła się w 451 r. w Faughart, nieopodal Dundalk. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się poświęcone jej sanktuarium. Kilka zdjęć z sanktuarium znajduje się poniżej, więcej można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.






niedziela, 22 kwietnia 2018

Proleek Wedge Tomb

Przy Proleek Dolmen znajduje się Proleek Wedge Tomb, grobowiec klinowy prawdopodobnie sprzed 5 tysięcy lat. Wg irlandzkiej legendy, spoczywa tutaj szkocki gigant Para Buidhe Mór Mhac Seoidin.

/Powyżej: Proleek Wedge Tomb/

sobota, 21 kwietnia 2018

Proleek Dolmen

Nieopodal Dundalk znajduje się kolejny z zabytków epoki kamienia: Proleek Dolmen. Uważa się, że liczy sobie ok. 5 tysięcy lat i pełnił funkcję grobowca. 

Miejscowa legenda mówi, że dolmen został zbudowany przez szkockiego giganta Para Buidhe Mór Mhac Seoidin, który wyzwał do walki innego legendarnego herosa, którym był irlandzki Fionn mac Cumhail. Tenże Fionn zamiast stanąć do pojedynku, zatruł pobliską rzekę z której napił się szkocki gigant, ze śmiertelnym dla siebie skutkiem. Wg legendy, Para Buidhe Mór Mhac Seoidin został pochowany w pobliskim grobowcu klinowym nazwanym Proleek Wedge Tomb. Inna lokalna tradycja mówi, że jeżeli odwiedzającemu Proleek Dolmen uda się umieścić na jego szczycie trzy kamyki, spełni się jego życzenie albo wstąpi w związek małżeński. I chyba rzeczywiście wielu bierze to sobie do serca, bo kamyków na szczycie dolmenu jest całkiem sporo ;-)

/Powyżej: Proleek Dolmen

/Powyżej: Proleek Dolmen

piątek, 20 kwietnia 2018

Dundalk

Nazwa miasta wywodzi się od prehistorycznego fortu Dún Dealgan, gdzie wg legend żył celtycki wojownik Cúchulainn. Leży nieopodal granicy z Irlandią Północną. Po wejściu Irlandii do UE Dundalk ucierpiał ekonomicznie gdy lokalni producenci nie mogli sprostać zagranicznej konkurencji. Wiele zakładów pracy w okolicy zostało zamkniętych a wysokie bezrobocie spowodowało poważne problemy społeczne w mieście. Dopiero nadejście kilkanaście lat temu boomu inwestycyjnego zwanego Celtic Tiger, pozwoliło na ich złagodzenie. Samo miasteczko jest do zwiedzenia w sam raz przez weekend, ale wokół niego znajdują się inne atrakcje turystyczne, jak Castle Roche, Proleek Dolmen, Saint Brigid's Shrine, itp. Kilka zdjęć z Dundalk znajduje się poniżej, więcej można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.

/Powyżej: figury na szczycie kościoła Świętego Odkupiciela/

/Powyżej: centrum miasta/

/Powyżej: katedra św. Patryka/

/Powyżej: dworzec kolejowy/

/Powyżej: Dún Dealgan Motte/

/Powyżej: Our Lady's Well, święte źródło/

/Powyżej: ruiny 8-piętrowego wiatraka wybudowanego ok. 1800 roku/