czwartek, 18 lipca 2013

XXVI wizyta w Polsce (10): Wrocław - Ogród Japoński we Wrocławiu

Nieopodal Hali Stulecia, a więc również Iglicy, Wrocławskiej Fontanny i ZOO, znajduje się Ogród Japoński.

/Powyżej: stoję przed sukiya-mon, bramą główną do ogrodu/

Założony przed stu laty, przez większą część swego istnienia był japońskim głównie z nazwy. Dopiero w latach 1996-1997, jak podaje Wikipedia: "(...)przy współpracy Ambasady Japonii oraz ogrodników polskich i japońskich z miasta Nagoja, kierowanych przez Yoshikiego Takamurę, przeprowadzono prace przywracające ogrodowi japoński charakter. Dwa miesiące po uroczystym otwarciu, w lipcu 1997 podczas powodzi stulecia, Ogród znalazł się na trzy tygodnie pod wodą. Ok. 70% roślinności wymagało wymiany. Ponowne otwarcie nastąpiło w październiku 1999."

/Powyżej: Ogród Japoński we Wrocławiu/

Piękne miejsce do spaceru. Jedyny zgrzyt: tuż po kupnie biletów, stróż w quasi-policyjnym uniformie groźnie zwraca uwagę, że nie można chodzić po trawie - i takie tam. Nie wiem, czy wyglądam na faceta którego życiowym powołaniem jest niszczenie miejskiej zieleni, ale widzę, że Irlandia wyraźnie mnie rozpieściła, bowiem najpierw oczekuję jakiegoś zwrotu grzecznościowego. No cóż, to jeszcze nie ten czas. Podobny przypadek bezpardonowego zachowania będę miał we wrocławskim ZOO, ale o tym - w następnej notce ;-)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza