poniedziałek, 1 czerwca 2020

Koronawirus w Cork /28/: wsiadł do autobusu człowiek z maską na głowie...

... nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie - bo inni też siedzą w maskach ;-) Przynajmniej w moim "firmowym" autobusie którym czasami jeżdżę, gdzie oprócz "social distancing" musimy przed wejściem odkazić ręce oraz całą podróż odbyć w tychże maskach. Oczywiście w zwykłych autobusach miejskich w Cork wymaga się jedynie zachowania odpowiedniego dystansu.

W pracy nadal musimy nosić maski. Jak się w nich pracuje? Oczywiście - źle. Jak już pisałem, zupełnie inaczej to wygląda kiedy wychodzi się na chwilę do sklepu, a zupełnie inaczej kiedy trzeba w niej pracować, czasami dość ciężko, przez 12 godzin.

Dostaliśmy po trzy maski wielorazowego użytku, w zeszłym tygodniu dołożono nam kolejną w której lepiej się oddycha, ale i tak ponad połowa z nas używa własnych jednorazowych, takich jak ta - moja, na dołączonym selfiku. Są lżejsze i łatwiej z nich wystawić nos z czego zdecydowana większość skwapliwie korzysta ;-)

Taka ciekawostka: po dwóch tygodniach używania maski odkryłem, że najbardziej po pracy w niej bolą... uszy. Poważnie. Gumki /nawet te najsłabsze/ podtrzymujące maseczkę robią swoje. Stąd widziałem że niektórzy zaczęli stosować różne patenty, mające na celu utrzymanie maseczki na miejscu ale z pominięciem zaczepiania jej w taki sposób. Dlatego sam zamówiłem taką zapinaną z tyłu głowy. Oczywiście - z Chin, które na wypuszczonym przez siebie koronawirusie zarobiły już całkiem sporo.

Ale mam nadzieję że zanim przyjdzie - przestanie być potrzebna...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza