środa, 13 marca 2013

Habemus Papam!

Jak miliony ludzi, ja również przez bitą godzinę tkwiłem przed tv. Kiedy ogłoszono imię nowego Papieża, Franciszka, i nazwisko kardynała który nim został, Jorge Mario Bergoglio, natychmiast wpisałem je w wyszukiwarkę. Nie tylko ja, bo Wikipedia przez dobrych parę minut nie mogła się otworzyć ;-)

Ale kiedy już się otworzyła, trafiłem na taką oto ciekawostkę /kliknij, żeby powiększyć/ ;-) Błąd już poprawiony, nie ma się co czepiać bo to z emocji pewnie, ale - stronę sobie zachowam, na pamiątkę ;-)

/Powyżej: strona z Wikipedii, prawdopodobnie w trakcie edycji/

A poza tym - oczywiście totalne zaskoczenie, niemal słyszałem opadające i uderzające o podłogę w studiu szczęki telewizyjnych "wróżek od Watykanu". Nikt z nich się nie spodziewał takiego wyboru :-) Jak widać Duch wieje tam gdzie chce. A zawiało mocno!

czwartek, 7 marca 2013

Wystawa Cork Camera Group w CVC

W Cork Vision Centre ma miejsce coroczna wystawa Cork Camera Group. Warto tam zajrzeć m.in. po to, żeby zobaczyć pracę naszego rodaka, Mariusza Kalinowskiego.

/Powyżej: fragment wystawy Cork Camera Group/

Cork Camera Group to znana grupa fotograficzna założona w Cork w 1986 r. Grupa jest członkiem Irish Photographic Federation i the Southern Association of Camera Clubs. Obecnie liczy o.k. 70 członków. Uczestnicy grupy spotykają się co tydzień z wyjątkiem przerwy wakacyjnej, organizują wspólne wycieczki plenerowe, warsztaty, konkursy, zapraszają interesujących gości, itp.

Jednym z członków tej prestiżowej w Cork grupy jest Mariusz Kalinowski, który w Cork Vision Centre zaprezentował swoją pracę pt.: "Angel". I, wg mnie, jest to jedna z najlepszych prac na tej wystawie.

Mariusz m.in. jest również koordynatorem działającej od czerwca ubiegłego roku grupy MyCork Foto Klub, wcześniej m.in. prowadził II Kurs Fotografii z MyCork, był jednym z jurorów Konkursu Fotograficznego "Chrześcijaństwo" podczas III Dni Kultury Chrześcijańskiej w Cork, działa również w grupie fotograficznej TeamArt. 

Wystawa w Cork Vision Centre potrwa od 6 do 23 marca b.r.

wtorek, 5 marca 2013

Pub i dom pogrzebowy

Takie rzeczy tylko w Éire - chciałoby się napisać, chociaż niewykluczone, że gdzieś tam w świecie też są takie przypadki. Czyli - bezpośrednio sąsiadujące ze sobą pub i dom pogrzebowy.

/Powyżej: pub i dom pogrzebowy przy Coburg Street w Cork/

niedziela, 3 marca 2013

Walne Zgromadzenie MyCork

W niedzielę, 3 marca b.r., miało miejsce Walne Zgromadzenie Członków Stowarzyszenia MyCork. W trakcie spotkania m.in. wybrano nowego Prezesa Zarządu MyCork - którym został Paweł Świtaj. 

/Powyżej: członkowie MyCork tuż przed rozpoczęciem Walnego Zgromadzenia, czwarty od lewej - Paweł Świtaj, prezes MyCork /

Na początku spotkania członkowie stowarzyszenia zapoznali się ze sprawozdaniem finansowym za ubiegły rok. W 2012 roku MyCork zrealizował 14 projektów, w tym tak duże jak Festiwal Kultury Polskiej, Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy Dni Kultury Chrześcijańskiej.

Podjęto decyzję o reorganizacji stowarzyszenia, która ma jeszcze bardziej usprawnić jego działalność.

Wybrano również nowego Prezesa Zarządu MyCork. W głosowaniu członkowie MyCork jednogłośnie wybrali na to stanowisko Pawła Świtaja. Paweł działa w MyCork od października 2010 r., w tym czasie koordynował szereg projektów, ostatnio pełnił funkcję viceprezesa i sekretarza stowarzyszenia. Serdecznie gratuluję :-)

Poprzednio, tj. od 18 lipca 2010 r. do dnia dzisiejszego, funkcję Prezesa MyCork pełniła Izabela Krygiel - Kozłowska, której osobiście chciałbym bardzo podziękować za wszystko, co zrobiła na rzecz polskiej społeczności w Cork.

sobota, 2 marca 2013

Kabaret Młodych Panów w Cork

Kolejny świetny kabaret z Polski w Cork, tym razem - Kabaret Młodych Panów z programem "Bezczelnie młodzi". Występ - rewelacyjny, uśmiałem się do łez ;-)

/Powyżej: Kabaret Młodych Panów w Cork/

Publiczność jak zwykle dopisała, zapełniając salę w Cork School of Music. Organizatorem występów Kabaretu Młodych Panów w Irlandii jest D&M Services /dmaccountancy.ie/, m.in. wydawca miesięcznika MIR. Kabaret wystąpił w Waterford, Cork i Dublinie.

/Powyżej - publiczność na przedstawieniu, Agnieszka i ja siedzimy w pierwszym rzędzie z prawej strony, tuż przy przejściu przez środek sali/

piątek, 1 marca 2013

Mario Vargas Llosa: Marzenie Celta

Świetnie napisana biografia Rogera Casementa (1864-1916), irlandzkiego patrioty walczącego o niepodległość Irlandii, a wcześniej - dyplomaty w służbie Imperium Brytyjskiego, który wsławił się ujawnieniem okrucieństw stosowanych przez kolonizatorów w Wolnym Państwie Kongo oraz przestępstw wobec lokalnej ludności dokonanych w Peru przez koncern Peruvian Amazon Company.

Casement uważał, że wyzwolenie Irlandii może nastąpić tylko na drodze walki zbrojnej, pod warunkiem że akcja powstańców zostanie skoordynowana z działaniami wojsk niemieckich, które zaatakują irlandzkie porty obsadzone przez brytyjska marynarkę. W przypadku klęski powstania Roger Casement twierdził, że oddali to sprawę niepodległości Irlandii o kolejne 50 lat. Jak wiemy, tak się nie stało, chociaż Powstanie Wielkanocne szybko zakończyło się klęską i rozstrzelaniem jego przywódców, ale jednocześnie przyczyniło się do ogromnego wzrostu nastrojów patriotycznych i poruszenia wśród Irlandczyków na całym świecie, a w konsekwencji wybuchu 3 lata później wojny o niepodległość, tym razem zakończonej sukcesem /chociaż, jak twierdzą niektórzy, dość połowicznym/.

Roger Casement został złapany i stracony przez Anglików podczas jego nieudanej misji dostarczenia dla irlandzkich powstańców pochodzącej z Niemiec broni. Wcześniej, na terenie Niemiec, próbował sformować Brygadę Irlandzką rekrutującą się z Irlandczyków którzy znaleźli się w niemieckich obozach jenieckich jako żołnierze brytyjscy walczący dla Imperium. Brygada Irlandzka miała walczyć "u boku, lecz nie pod rozkazami" Niemiec i miała być użyta wyłącznie do walk o wyzwolenie Irlandii. Próba sformowania takiej brygady również zakończyła się fiaskiem, z 2 tysięcy irlandzkich jeńców do brygady wstąpiło ledwie 50-ciu, i zostali natychmiast przez swoich towarzyszy okrzyknięci zdrajcami.

Ciało Casementa zostało pochowane na przywięziennym cmentarzu w Londynie. Dopiero w 1965 roku jego szczątki udało się sprowadzić do Irlandii. W ciągu 5 dni hołd przy wystawionej trumnie oddało pół miliona Irlandczyków, w pogrzebie uczestniczyło 30 tysięcy osób w obecności prezydenta Irlandii Éamona de Valera, jednego z przywódców Powstania Wielkanocnego i dawnego towarzysza Casementa.

Ale zanim Roger Casement bez reszty poświęcił się walce o niepodległość swojej ojczyzny - był znanym brytyjskim dyplomatą. W 1903 roku w swoim raporcie ujawnił ludobójstwo stosowane przez belgijskich kolonizatorów w Kongo. Później, w 1911 roku, napisał podobny raport na temat praktyk stosowanych przez pracowników brytyjskiej firmy Peruvian Amazon Company, która w Peru zajmowała się pozyskiwaniem kauczuku, dokonując przy tym tortur i morderstw lokalnej ludności na masową skalę.

Roger Casement został stracony m.in. dlatego, że na jaw wyszły jego dzienniki, w których szczegółowo opisywał swoje homoseksualne praktyki. Brytyjczycy wykorzystali je żeby skompromitować człowieka, któremu kilka lat wcześniej sami nadali szlachecki tytuł "sir". Przed egzekucją Casement oficjalnie wrócił na łono Kościoła Katolickiego.

środa, 27 lutego 2013

Człowiek na schodach

Każde zdjęcie ma swoją historię ;-) Porządkując jeden z folderów na dysku, znalazłem m.in. te poniżej, zrobione kilka miesięcy temu. Z jednej strony - banalne zdjęcie lokalnego pijaczka, z drugiej - wtedy po raz pierwszy /i jak na razie jedyny/ zadzwoniłem na policję...

/Powyżej: człowiek ze schodów/

A było to tak: ten człowiek to znany okoliczny drobny pijaczek. To nie tak, że znam wszystkich pijaczków w okolicy, ale umówmy się - Cork to niewielkie miasto, a gdy się mieszka tutaj od prawie dekady, to siłą rzeczy zna się - z widzenia - co bardziej charakterystycznych jego mieszkańców, zarówno in plus, jak i in minus. Któregoś wrześniowego dnia ub.r. natknąłem się na tego, leżącego w rejtanowskiej pozie na chodniku. Bezpośrednia przyczyna jego znieczulenia stała pusta tuż obok.

Normalnie - przeszedłbym obok, uważając co najwyżej żeby go nie zdeptać, ale dzień wcześniej usłyszałem w tv o aferze z czeskim alkoholem, po którym nastąpiła seria zgonów. A że amator mocniejszych trunków się nie poruszał i nie wydawał żadnych chrapiących dźwięków świadczących o śnie, więc ja, niejako pod wpływem impulsu, mając w tyle głowy wczorajsze informacje i różne narzekania o społecznej znieczulicy - sięgnąłem po komórkę i wystukałem 112...

Zgłosił się pan i zapytał, czy chcę wezwać lekarza - czy policję? Wyłuszczyłem w czym problem: człowiek leży na schodach, nie rusza się, najprawdopodobniej pijany, ale - być może zatruł się alkoholem, być może to problem ze zdrowiem, więc - chyba lekarza? Na to mój rozmówca - no to połączę z policją... O.k., za chwilę nowemu rozmówcy ponownie wyłuszczam w czym rzecz, podaję dokładny adres, funkcjonariusz obiecuje, że zaraz przyjadą i prosi, żebym zaczekał. W jakim czasie przyjedziecie? - pytam. W ciągu 2-3 minut - odpowiedział. No proszę, się pomyślało, irlandzka policja działa błyskawicznie.

Minut minęło 20, nikt nie przyjechał. Tymczasem z sąsiedniej kamienicy wyszło dwóch gentelmenów, znajomych tegoż "upadłego", wzięli go pod ręce i - powłóczącego nogami - wciągnęli do środka.

Gardy nadal nie było. Wzruszyłem ramionami i poszedłem w swoją stronę. Nikt do mnie nie oddzwonił. Na szczęście - tym razem to nie była czeska gorzała, bo tegoż jegomościa czasami spotykam nadal...

wtorek, 26 lutego 2013

Restauracje i bary w Cork: Italee

Italee - to włoska kafejka przy Oliver Plunkett Street w Cork, miejsce gdzie można w przystępnej cenie wypić dobrą kawę i przekąsić małe conieco ;-)

/Powyżej: "Italee" w Cork/

Czasami, tak jak dzisiaj, zaglądam tam żeby wypić niezłe espresso i zjeść panini czy bruschettę. Co prawda nie smakuje tak dobrze jak we Włoszech, ale - zdecydowanie lepiej od tego, co serwują w większości corkowskich kafejek ;-)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Stanisław Lem: Wizja lokalna

Jedna z najtrudniejszych książek Lema jakie do tej pory przeczytałem. Po raz drugi zresztą, ale kilkanaście lat temu chyba nie przyłożyłem do niej należytej uwagi. Odrobiłem to teraz ;-)

Fascynująca, wielowątkowa lektura. Tym razem lemowy astronauta, Ijon Tichy, trafia na Encję, planetę na której, jak mu się niegdyś wydawało, już był. Faktycznie odwiedził wówczas jej księżyc, przerobiony na gigantyczny lunapark. Prawdziwą Encję zamieszkuje inteligentna rasa, która wyewoluowała od ptaków. Część z mieszkańców planety mieszka we wnętrzach Kurdli, gigantycznych stworzeń których pancerna skóra miała w przeszłości chronić rozumnych mieszkańców Encji przed uderzeniami meteorytów, pozostali - utworzyli społeczeństwo nad którym czuwają wynalezione przez nich "bystry" - wszechobecne mikroskopijne elektroniczne cząsteczki, niewiele większe od atomów, które wprowadziły w społeczne życie m.in. imperatyw "nie rób drugiemu, co tobie niemiłe".

Oczywiście cała ta sceneria jest, jak zwykle u Lema, jedynie pretekstem do rozważań filozoficznych na temat Boga, dobra i zła, nieśmiertelności, właściwej komunikacji a nawet totalitarnych systemów politycznych.

sobota, 23 lutego 2013

Powiększenie

Klasyk kina w reżyserii Michelangelo Antonioni z 1966 roku. Właśnie obejrzałem go ponownie, po raz któryś, nie dla treści, a dla klimatu Londynu sprzed pół wieku.

Treść filmu jest chyba wszystkim znana, niemniej, dla porządku i w największym skrócie: Thomas, wzięty fotografik, chyba już nieco znudzony życiem pomimo młodego wieku, fotografuje z ukrycia parę w parku. Po serii powiększeń fotografii odkrywa, że był świadkiem morderstwa. W nocy odnajduje w parku ciało, ale w tym czasie z jego studia znikają zdjęcia. Wraca, by sfotografować ciało, ale już go nie znajduje...

Oczywiście, nie o zagadki kryminalne chodzi w tym filmie. Chociaż - być może też, bo "Powiększenie", jak każdy wybitny film, ma kilka płaszczyzn, a w dodatku ten obraz jest szczególnie wieloznaczny...

Dla mnie ten film ma przede wszystkim niesamowity klimat lat 60-tych ub.w. co w porównaniu z jego wieloznacznością sprawia - że obejrzę go pewnie jeszcze nie raz.