środa, 6 września 2017

Friends In Times Of Turmoil

Od 4 do 30 września b.r. w St Peter's Cork można zobaczyć wystawę "Friends In Times Of Turmoil", która przedstawia postać Wacława Tadeusza Dobrzyńskiego, polskiego dyplomaty w Irlandii.

Za wikipedią: "10 kwietnia 1929 mianowany na konsula generalnego RP w Dublinie ze stopniem ministra pełnomocnego III kl. Funkcję sprawował do 1 lipca 1931, gdy został przeniesiony w stan rozporządzalności. Po przeniesieniu w stan spoczynku (31 października 1931) został konsulem honorowym w Dublinie. Na stanowisku tym pozostał do 1948, w ostatnich latach reprezentując Rząd RP na uchodźstwie".

Z kolei info o samej wystawie za stroną Ambasady RP w Dublinie: "Friends In Times Of Turmoil" – wystawa o historii irlandzko-polskich stosunków dyplomatycznych. Zorganizowana przez Ambasadę Polską w Dublinie wystawa opowiada historię życia Konsula Generalnego Tadeusza Dobrzyńskiego, pierwszego polskiego dyplomaty, który zainicjował stosunki dyplomatyczne pomiędzy Polską i Irlandią w XX wieku. Konsul Tadeusz Dobrzyński spędził w Irlandii 34 lata, z czego 25 lat w służbie dyplomatycznej, co czyni go dyplomatą zagranicznym o najdłuższym stażu w historii Irlandii. Jego praca i nawiązane kontakty przyczyniły się do późniejszego uznania Polskiego Rządu na Uchodźstwie  przez Irlandię aż do 1957 r. - najdłużej ze wszystkich państw demokratycznych na świecie. Wystawa opowiada fascynującą historię życia Konsula Dobrzyńskiego, rozciągającą się od 1885 r. w Kijowie a skończywszy na 1962 r. w Dublinie, która jednocześnie jest historią przyjaźni irlandzko-polskiej w XX wieku."  

/Powyżej: fragment wystawy "Friends In Times Of Turmoil" w St Peter's Cork/

wtorek, 5 września 2017

Komuniści przed Konsulatem RP w Dublinie

Irlandzcy komuniści /niestety, są wśród nich również osoby polskojęzyczne posiadające polskie obywatelstwo/ obwieszeni flagami z sierpem i młotem protestowali przed Konsulatem RP w Dublinie przeciwko decyzji polskiego rządu o usunięciu pomników "wdzięczności" itp. stawianych rosyjskim okupantom. Jak to argumentują? Jak zwykle, że komuniści wyzwolili Polskę od faszyzmu. O tym że napadli na Polskę razem z Hitlerem, że w rzeczywistości wprowadzili terror i okupację, że wymordowali całe pokolenie polskich patriotów - zapewne nie słyszeli.

Takie rzeczy coraz częściej mają miejsce w Irlandii, sierp i młot zdaje się tu być już na porządku dziennym. XXI wiek, stolica "zachodniego", niegdyś katolickiego kraju.


/Powyżej: komuniści przed Konsulatem RP w Dublinie, zrzut z ich strony na facebooku/

poniedziałek, 4 września 2017

Polskie puby i restauracje w Irlandii: "Sopot" w Dublinie

Po manifestacji przed niemiecką ambasadą w Dublinie oraz wizycie w galerii The Hugh Lane, a przed powrotem do Cork - czas na obiadokolację. Wybór oczywisty: polska restauracja "Sopot". Dlaczego? Bo polska ;-) Restauracja mieści się przy 20 Mountjoy Square East.

Widać ze lokal ma potencjał pod kątem imprez rodzinnych - i większych. Jest tam nawet mini galeria sztuki z obrazami, jak się domyślam, lokalnych artystów.

Profesjonalna obsługa, nie ma "tykania" co coraz rzadziej, ale ciągle się zdarza w lokalach prowadzonych przez Rodaków, gdy któryś z nich uwierzy w słowa przewodniczącego Petru że "wszyscy jesteśmy na you".

Jak to w polskich restauracjach w Irlandii - smacznie, chociaż dla jaroszy wybór taki sobie: albo ruskie pierogi albo makaron zapiekany z brokułami. Wybieram to drugie, do tego dostaję komplet surówek. Jest smaczne, duże porcje.

Jeszcze kiedyś tam wrócę ;-)

niedziela, 3 września 2017

Colours of the Wind - Ariadne’s Thread

Przy okazji wczorajszej wizyty w Dublinie, zajrzałem do Dublin City Gallery The Hugh Lane. Trafiłem na wystawę "Colours of the Wind - Ariadne’s Thread" na której swoje prace prezentuje Anne Madde. Wystawa jest inspirowana greckim mitem o Ariadnie która pomogła Tezeuszowi zabić Minotaura i odnaleźć drogę powrotną z labiryntu. Zdjęcia z tej wystawy jak i innych prac prezentowanych obecnie w The Hugh Lane można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.

/Powyżej: jedna z prac Anne Madde/

sobota, 2 września 2017

Zawalcz o prawdę! - przypominamy historię przed niemiecką ambasadą w Dublinie

W dniach 2-3 września b.r. ma miejsce akcja "Zawalcz o prawdę", która przypomina społeczeństwom Europy Zachodniej tak oczywiste fakty historyczne jak zbrodniczą napaść Niemców na Polskę w dniu 1 września 1939 r. oraz założenie przez nich niemieckich obozów zagłady. 

Przed ambasadami Niemiec w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii oraz przy siedzibie niemieckiej stacji ZDF w Berlinie - pojawiły się stosowne banery. Również nasza skromna delegacja z klubu "Idź Pod Prąd" w Cork udała się do Dublina żeby wziąć udział w tym wydarzeniu

Prawdę pisząc, jeszcze kilka lat temu nie przypuszczałem że taka akcja będzie potrzebna, jednak wskutek narzucenia niemal całemu światu niemieckiej narracji historycznej, przy jednoczesnym braku polityki historycznej polskiego państwa oraz zawłaszczeniu przez różnej maści lewactwo szkół i uczelni wyższych - przeciętny młody człowiek zdaje się nie wiedzieć kto jest katem a kto ofiarą i co gorsza - zaczyna mylić jednych z drugimi.

/Powyżej: razem z kolegą Tomkiem z IPP Cork stoję przed ambasadą Niemiec w Dublinie/

środa, 30 sierpnia 2017

Park wróżek w Cork

Ballinlough Park, jeden z miejskich parków w Cork, zwany jest również "parkiem wróżek". Wszystko to za sprawą umieszczonych na drzewach domków, figurek, itp. Więcej zdjęć można zobaczyć w galerii na moim fb: LINK.

/Powyżej: jedno z drzew w Ballinlough Park/

wtorek, 29 sierpnia 2017

Marksiści w Dublinie

Tak dla odnotowania: na jednej z uczelni w Dublinie działająca w Irlandii Socjalistyczna Partia Robotnicza po raz drugi organizuje 3-dniową konferencję promującą marksizm. Wszystko oficjalnie, legalnie i zapewne ze wsparciem z pieniędzy podatników. Nie słychać głosów sprzeciwu. Irlandzcy komuniści coraz wyżej podnoszą głowy.

/Powyżej: plakat zachęcający do wzięcia udziału w tym komunistycznym wydarzeniu/

piątek, 25 sierpnia 2017

Lisdoonvarna

Lisdoonvarna to niewielkie irlandzkie miasteczko w hrabstwie Clare. Znane jest również jako "miasto swatów", głównie za sprawą odbywającego się tutaj co roku we wrześniu "festiwalu swatów".

Samo miasteczko jest stosunkowo młode, powstało na początku XIX wieku. Od około 1900 r. powstał tutaj zwyczaj organizowania po żniwach festynów i zabaw, na których okoliczni rolnicy poszukiwali dla siebie żon. Obecny "festiwal swatów" od dawna nie pełni już swojej dawnej funkcji, będąc jedynie kolejną imprezą dla turystów.

/Powyżej: pomnik w centrum Lisdoonvarna przypominający jego tradycje/

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wyspy Aran: Inishmaan

11 lat temu byliśmy na największej z wysp Aran - Inishmore, w ubiegłym roku na najmniejszej - Inisheer. Teraz udało nam się odwiedzić leżącą pomiędzy nimi średnią - Inishmaan.  Chociaż niewiele brakowało żebyśmy do niej nie dopłynęli, przynajmniej nie tym razem. Na szczęście - wszystko się udało i tym samym odwiedziliśmy wszystkie "Arany" ;-)

Tak jak przy wyjeździe na Inisheer, płynęliśmy z portu w Doolin. Dzień wcześniej przyjechaliśmy do leżącego nieopodal Lisdoonvarna, głównie po to żebyśmy nie musieli wyjeżdżać z Cork wcześnie rano, bo to jednak spora odległość. Tuż po śniadaniu a niespełna godzinę przed planowanym rejsem dostałem mejla od przewoźnika z którym mieliśmy płynąć z informacją że z powodu bardzo złej pogody wszystkie rejsy są odwołane. Pomimo tego jedziemy do portu - co okazało się bardzo dobrym pomysłem. Okazało się że nie płyną mniejsze łódki, ale właściciel innej firmy ściągnął większy statek i "pozgarniał" wszystkich klientów. Oczywiście trzeba było kupić nowe bilety, ale na szczęście tutaj nie ma problemu z szybkim zwrotem pieniędzy.  Pomimo rzeczywiście sporych fal i rzęsistego deszczu, bez większych przeszkód docieramy najpierw na Inisheer, gdzie natychmiast przesiadamy się na inną łódź i w końcu przybijamy do Inishmaan.

Po przybiciu do brzegu tradycyjnie już wsiadamy do busika którym objeżdżamy wyspę. Mieszka tutaj ok. 200 osób, w tym, jak nas poinformował kierowca - dwie polskie rodziny które pracują w fabryce włókienniczej. Po zakończeniu zwiedzania kierowca obiecuje odebrać nas z jedynego na wyspie pubu i odwieźć z powrotem na przystań. Pierwszą godzinę na wyspie spędzamy przy herbacie w jadalni miejscowego hoteliku - pada tak intensywnie że pomimo że mamy z sobą nieprzemakalne kurtki i peleryny przeciwdeszczowe, zwiedzanie jest praktycznie niemożliwe. Kiedy deszcz nie tyle ustaje co nieco się zmniejsza, wyruszamy do Dún Conchúir, kamiennego fortu wybudowanego pomiędzy I a VII wiekiem n.e. Wspaniała, monumentalna budowla. Kiedy wychodzimy z fortu przestaje padać i wkrótce wychodzi nawet słońce, pomimo że wszystkie prognozy przewidywały całodzienne, bardzo intensywne opady. Spacerujemy w poprzek wyspy, podziwiając charakterystyczny "arański" krajobraz z szachownicą kamiennych murków. Docieramy do miejscowego kościoła ze wspaniałymi witrażami oraz do drugiego fortu -  Dún Fearbhai. Na końcu - kawa i herbata w pubie, z którego wracamy na przystań. W połowie drogi miejsce za kierownicą busa zajęła młodziutka córka dotychczasowego kierowcy. Nie zapina pasów, wątpię żeby w ogóle miała prawo jazdy. Policji tutaj nie ma ;-)

Wrażenia? Z tych trzech wysp Aran wg mnie to właśnie Inishmaan najbardziej przypomina dawną, podręcznikową Irlandię. Zdaje się, że dociera tam mniej turystów niż na bardziej popularne Inishmore i Inisheer. Kilka godzin na wyspie to zdecydowanie za krótko, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócimy.

Poniżej kilka zdjęć, więcej zdjęć znajduje się w galerii na moim fb: LINK.








niedziela, 20 sierpnia 2017

Róże Tralee 2017

W niedzielę, 20 sierpnia b.r. wybraliśmy się do Tralee, żeby obejrzeć uroczystą Paradę Róż. O samym konkursie Rose of Tralee napisałem TUTAJ.

/Powyżej: tegoroczna Róża Tralee/

Poniżej - filmik z parady: