niedziela, 28 września 2008

VI Rozmowy (nie)Kontrolowane

W sobotę 27 września b.r., w pubie Franciscan Well Brewery miały miejsce kolejne, VI "Rozmowy (nie)Kontrolowane". Tym razem zaproszonymi przeze mnie Gośćmi byli: Anna Ziarniewicz, Przemysław Szczepaniuk, Paweł Curyło i Adam Łyczakowski.

/Powyżej: uczestnicy VI Rozmów.../

Anna Ziarniewicz jest artystką, absolwentką Pracowni Technik Metalowych Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, stypendystką Ministerstwa Kultury i Sztuki RP. Jej prace brały udział w wielu międzynarodowych wystawach min. w Japonii, Francji i Nowym Yorku. Obecnie Ania tworzy, mieszka i pracuje w Cork, gdzie należy do Stowarzyszenia Artystów Grafików - Cork Printmakers. W trakcie spotkania uczestnicy "Rozmów..." mogli zapoznać się z techniką akwaforty oraz wybranymi pracami Ani.

Przemysław Szczepaniuk, na co dzień mieszkający w Dublinie, jest m.in. pasjonatem skoków spadochronowych. Przemek jest ponadto założycielem znanego forum www.zielonairlandia.pl a także aktywnym uczestnikiem Forum Polonia. Udział Przemka w "Rozmowach..." był wyjątkową okazją do posłuchania fascynujących opowieści o tajnikach tego ekstremalnego sportu.

Paweł Curyło jest pierwszym polskim kierowcą autocrossowym z licencją w Irlandii. Jak mówi Paweł: "Autocross to specyficzny rodzaj sportu motorowego. Charakteryzuje go duża atrakcyjność i wysoka oglądalność podczas trwania zawodów z racji specyfiki. Odbywa się w jednym miejscu, na ciekawym torze szutrowym lub trawiastym. Kibice mogą śledzić zmagania bez żadnych przeszkód. Przez swoje przyszłe starty chciałbym zainteresować sportami motorowymi Polską społeczność mieszkającą w Cork i całej Irlandii. Przecież nie tylko pracą człowiek żyje? Imprezy autocrossowe są świetną formą rodzinnego wypoczynku, tym bardziej że zawody organizowane są w różnych zakątkach Irlandii. Wiem że my Polacy potrafimy świetnie dopingować swoich sportowców - teraz "my" możemy pokazać się z jak najlepszej strony". Więcej informacji o Pawle znajduje się na jego stronie internetowej: www.pabloautocross-ie.blogspot.com.

Adam Łyczakowski, założyciel forum cork.xt.pl, opowiedział o początkach forum - które stało się protoplastą dla obecnego Forum MyCork, jednego z najpopularniejszych forów polonijnych w Irlandii.

piątek, 26 września 2008

MyCork: spotkanie redakcji portalu

W czwartek, 25.09. b.r., miało miejsce kolejne, comiesięczne spotkanie członków Redakcji MyCork.

/Na zdjęciu: uczestnicy wczorajszego spotkania Redakcji MyCork/

Redaktorzy portalu omówili bieżące sprawy związane z portalem MyCork, wskazali na niektóre usterki techniczne związane z niedawną całkowitą przebudową portalu, oraz opracowali plany publikacji na najbliższe tygodnie.

W trakcie spotkania dziennikarze portalu MyCork zostali poinformowani m.in. o decyzji Irlandzko - Polskiego Stowarzyszenia z Galway (GIPA), będącej gospodarzem kolejnego spotkania przedstawicieli organizacji polonijnych dążących do założenia Federacji Organizacji Polskich w Irlandii - które ma odbyć się 27 września b.r., w której to decyzji GIPA "powstrzymała się od zaproszenia dziennikarzy".

Tym samym - planowany wyjazd dziennikarzy MyCork do Galway został odwołany.

Przypomnę raz jeszcze, że MyCork jako jedyne stowarzyszenie polonijne zaprosiło dziennikarzy (także spoza naszego portalu) na organizowane przez siebie spotkanie przedstawicieli organizacji polonijnych dążących do założenia FOP.

Dla formalności zaznaczę, że np. podczas spotkań Forum Polonia - uczestnicy nie mają żadnego problemu z obecnością na sali dziennikarzy. Wprost przeciwnie - wszyscy dziennikarze są tam zapraszani, od tych rzeczywiście żyjących z pióra, po blogowiczów i podcastowców.

Dlaczego w tych dwóch inicjatywach polonijnych panuje tak różne podejście do "wypływu" informacji na zewnątrz - pozostaje dla mnie na razie niezrozumiałe...

czwartek, 25 września 2008

Little Skellig - rezerwat ptaków

Na wyspie Little Skellig jest rezerwat ptaków, drugi pod względem wielkości w Europie - przynajmniej wg słów mojego przewodnika.

Wyspa Little Skellig jest położona tuż przy Skellig Michael, jednak o ile tę drugą można zwiedzać (chociaż w ograniczony sposób), o tyle Little Skellig nie jest udostępniona turystom, ze względu na ochronę środowiska żyjących tam ptaków. Płynąc na Skellig Michael mijamy jedynie Little Skellig i możemy z łódki podziwiać olbrzymie kolonie ptaków żyjących na wyspie.

/Powyżej: Little Skellig/

Portmagee: najlepsza publiczna toaleta w Irlandii

Portmagee to mała wioska portowa w hrabstwie Kerry, z której możemy dostać się na wyspę Skellig Michael. W XVIII wieku wioska słynęła z przemytu. Obecnie słynie z... publicznej toalety ;)

/Powyżej: słynna toaleta w Portmagee/

To naprawdę nie jest żart. Znajdująca się tam publiczna toaleta zdobyła tytuł najlepszej toalety w Irlandii. Co prawda było to w 2002 roku, ale tabliczka z informacją o tym do dzisiaj wisi na ścianie tego ozdobionego doniczkami z kwiatami przybytku, stanowiąc okaz zainteresowania turystów, którzy namiętnie robią sobie z nią fotografie ;-)

Nie mogłem oprzeć się pokusie, żeby wejść do środka. Pomimo że od zwycięstwa w 2002 r. minęło kilka lat więc jej poziom mógł już nieco podupaść, to jednak toaleta faktycznie jest bardzo czysta, w dozownikach znajduje się mydło a suszarki do rąk działają bez zarzutu. No i - toaleta jest bezpłatna.

/Powyżej: tabliczka dokumentująca zwycięstwo toalety w Portmagee ;-)/

Oczywiście - nikomu nie polecam wyprawy do Portmagee w celu obejrzenia najlepszej toalety w Irlandii. Z Portmagee, jak wspomniałem, można dostać się łodzią na Skellig Michael, i to był rzeczywisty powód mojej wizyty w tej portowej wiosce.

Niemniej, jeżeli już bedziecie w Portmagee, to przynajmniej wiecie, że jest tam miejsce, gdzie możecie komfortowo - umyć ręce ;-)

poniedziałek, 22 września 2008

Skellig Michael: wczesnochrześcijański klasztor na wyspie

Na wyspie Skellig Michael - znanej też jako Great Skellig - znajdują się ruiny zbudowanego w 588 roku klasztoru St Fionan's Abbey. Jest to jeden z bardziej znanych, ale najmniej dostępnych, klasztorów w Europie. W 1996 roku Skellig Michael została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na YT znajduje się krótki filmik z tej naszej wycieczki: LINK.

/Powyżej: na wyspie Skellig Michael/

Wyspa Skellig Michael to 230 metrowa skała, położona około 15 km na zachód od wybrzeża w hrabstwie Kerry. Ok. 560 r. św. Fionan sprowadził tutaj pierwszych mnichów. W 588 roku, na samym szczycie wyspy, mnisi zbudowali klasztor. Bardzo spartańskie warunki wewnątrz klasztoru pokazują ascetyczny styl życia praktykowany przez wczesnych chrześcijan. Sami mnisi mieszkali w kamiennych chatkach, swoim wyglądem przypominających kopce. Chatki zostały zbudowane z mistrzowską dokładnością z samego kamienia, bez użycia zaprawy. Obecnie na wyspie znajduje się sześć takich chatek, zwanych clochains.

/Powyżej: w jednej z clochain - kamiennej chatce mnicha z klasztoru na Skellig Michael/

W 823 roku wyspę najechali Wikingowie, którzy zniszczyli klasztor. W 860 roku został on odbudowany, a do 1000 roku znacznie rozbudowany. W XII w. mnisi opuścili wyspę. Dwieście lat później zaczęli przybywać tutaj pielgrzymi. W 1826 roku wybudowano na wyspie dwie latarnie morskie, z których jedna, przebudowana w ok. 1960 r. i zautomatyzowana w 1980 r. - nadal działa.

/Powyżej: ruiny klasztoru St Fionan's Abbey na Skellig Michael/

Żeby udać się na Skellig Michael, najpierw docieram do Portmagee, gdzie można wynająć łódź którą popłyniemy do Skellig Michael. Wynajęcie łodzi kosztuje 45 euro od osoby (cena aktualna oczywiście na dzień publikowania tej notki), łódka zabiera jednorazowo do 12 osób. Najlepiej zarezerwować miejsce z wyprzedzeniem. Z tego co czytałem w przewodnikach, na wyspę przypływa raz dziennie 14 licencjonowanych łodzi z których każda może zabrać właśnie do 12 osób. Ilość turystów odwiedzających każdego dnia wyspę jest ograniczona i ściśle przestrzegana. Może się zdarzyć, że z powodu wzburzonego morza - rejs nie dojdzie do skutku, a podobno zdarza się, że nawet po dopłynięciu na wyspę - z uwagi na szybko zmieniające się warunki atmosferyczne - właściciel łodzi może odmówić wysadzenia pasażerów na wyspę, zabierając ich z powrotem.

Sam rejs na wyspę trwa ok. godziny w jedną stronę. Po wylądowaniu udaję się bardzo stromą drogą, chociaż po schodach ułożonych przez wczesnośredniowiecznych mnichów, na sam szczyt, gdzie położony był klasztor. Widoki - rewelacyjne, a miejsce wprost idealne do samotnej kontemplacji. Zwiedzanie wyspy jest zaplanowane na ok. 2 godziny, należy być z powrotem punktualnie o godzinie wskazanej przez właściciela łodzi.

Płynąc z Skellig Michael mijamy Little Skellig i możemy z łódki podziwiać olbrzymie kolonie ptaków żyjących w rezerwacie na tej wyspie.

Uwaga: odradzam wyprawę na wyspę Skellig Michael osobom mającym skłonności do choroby morskiej, bowiem może się zdarzyć, że łódką w czasie rejsu będzie mocno kołysać, oraz osobom cierpiącym na lęk wysokości, jak również osobom o słabszej kondycji fizycznej - z uwagi na konieczność pokonania dość sporego, stromego odcinka, bez żadnych ochronnych zabezpieczeń.

niedziela, 21 września 2008

Polski chleb w Cork (15): z orłem w koronie

Tak przy niedzieli - na chwile wrócę do lżejszego tematu, czyli do mojej kolekcji polskich chlebów w Cork :-)

Tym razem - przedstawiam Wam po prostu - "Polski Chleb". Z - a jakże - Orłem w Koronie. To jest pierwszy chleb sprzedawany razem z orłem, na jaki trafiłem w Cork. Chleb powstaje w Country Mill Ltd, Athlumney Rd, Navan, Co Meath.

sobota, 20 września 2008

MyCork: spotkanie Zarządu

W miniony piątek odbyło się spotkanie członków Zarządu Stowarzyszenia MyCork. Poruszyliśmy przede wszystkim bieżące sprawy związane z naszym Stowarzyszeniem.
/Na zdjęciu: cześć członków Zarządu Stowarzyszenia MyCork/
Jedną z tych spraw jest udział MyCork w spotkaniu organizacji polonijnych dążących do założenia Federacji Organizacji Polonijnych w Irlandii, które to spotkanie będzie miało miejsce 27 września w Galway (organizuje je Galway Irish Polish Association). Osoby upoważnione do reprezentowania MyCork na tym spotkaniu wyznaczy bezpośrednio Prezes MyCork (po uzgodnieniu z Zarządem i przy akceptacji pozostałych członków MyCork) - i tylko te osoby będą mogły w imieniu naszego stowarzyszenia na tym spotkaniu się wypowiadać.

Na marginesie: MyCork było jedynym stowarzyszeniem, które na organizowane przez siebie spotkanie zaprosiło dziennikarzy (jedna z relacji ze spotkania, przygotowana przez red. naczelną portalu MyCork, p. Agnieszkę Tymoszuk, jest do przeczytania tutaj: Od organizacji do federacji). Obecnie, wśród organizacji polonijnych dążących do założenia Federacji Organizacji Polskich w Irlandii, toczy się w tej chwili dyskusja na temat zasadności zapraszania dziennikarzy na ich spotkania.

Jak się okazuje - część organizacji polonijnych w Irlandii stanowczo nie życzy sobie obecności przedstawicieli mediów na takich spotkaniach.

Moje osobiste stanowisko jest oczywiste: dziennikarze powinni mieć niczym nie skrępowany dostęp do tego rodzaju spotkań.

Niemniej, w myśl zasady że Vox populi, vox Dei, MyCork postanowił także zapytać o opinię Rodaków mieszkających w Cork i korzystających z forum MyCork: http://forum.mycork.org/index.php?topic=19412.0

piątek, 19 września 2008

Fakt Dla Irlandii

Wczoraj w Irlandii ukazał się nowy polski tygodnik: "Fakt Dla Irlandii". Jest to mutacja znanego w Polsce dziennika "Fakt".

/Powyżej: fragment okładki pierwszego numeru tygodnika "Fakt" - w Irlandii/

Tygodnik "Fakt" będzie wychodził w Irlandii co czwartek, wraz z kolorowym programem tv. Cena tygodnika to 1,5 euro, tym samym jest to najtańszy ze wszystkich polonijnych tygodników w Irlandii.

Sam "Fakt" już wcześniej pojawił się w Irlandii z okazji mistrzostw Europy (czerwiec b.r.) - wtedy ta gazeta wydała trzy okolicznościowe numery, do przeczytania tutaj: http://piotrslotwinski.blogspot.com/2008/06/fakt-w-irlandii-wydawany-w-polsce.html

Oprócz wersji dla Irlandii, "Fakt" wydaje też mutację swojej gazety dla Polaków w Wielkiej Brytanii.

-----------------------
dopisek z 18.12.2009 r.: "Fakt Dla Irlandii" przestał się ukazywać.

czwartek, 18 września 2008

MyCork: przygotowania do Festiwalu Kultury Polskiej

Termin Festiwalu Kultury Polskiej w Cork zbliża się coraz szybciej. Dzisiaj członkowie MyCork spotkali się w bardzo wąskim gronie żeby przedyskutować bieżące sprawy związane z organizacją festiwalu.

/Na zdjęciu: uczestnicy dzisiejszego spotkania/
Najważniejszym problemem jest brak odpowiedniej ilości wolontariuszy, chcących bezinteresownie pomóc przy organizowaniu Festiwalu Kultury Polskiej, oraz kwestie finansowe. Pierwszy problem jest dość znany każdej organizacji opierającej swoją działalność na wolontariuszach, więc nie ma się co nad nim rozwodzić, natomiast odnośnie kwestii finansowych, to chodzi tutaj przede wszystkim o to, że większość polskich twórców chcących wystąpić przed szerszą publicznością w ramach Festiwalu - oczekuje finansowego wsparcia ze strony MyCork. Często - na zupełnie komercyjnych zasadach, czyli takich, na jakich mogłaby ich wynająć jakaś większa firma do uświetnienia swojej korporacyjnej imprezy...

Tak być niestety nie może, choćby dlatego, że MyCork jest organizacją non - profit i w jego pracach uczestniczą wyłącznie wolontariusze. MyCork może np. sfinansować koszty związane z wynajęciem sali, zakupem niezbędnych materiałów, etc, ale nie może pokrywać wynagrodzeń dla artystów, itp. Reasumując: zwrot kosztów (w rozsądnych granicach) tak, wynagrodzenia - nie.

Co więc mogą zyskać polscy twórcy chcący zaprezentować swoją twórczość w ramach Festiwalu Kultury Polskiej w Cork? To samo, co wolontariusze z MyCork: czyli satysfakcję z tego, że bezinteresownie zrobiło się coś dobrego dla Polonii w Irlandii. Ale - nie tylko. Relacja z Festiwalu pojawi się w mediach, więc dla wielu twórców może to być wyjątkowa szansa na "zaistnienie" przed szerszą publicznością, nie tylko w Irlandii.

Osobiście rozumiem, że artysta jak każdy człowiek jeść musi, niemniej - MyCork nie jest tą organizacją, która mogłaby objąć swoim mecenatem polskich twórców. MyCork - to grupa wolontariuszy, chcących bezinteresownie robić coś dla innych. Czyli: sami nie pobieramy wynagrodzenia za swoją pracę i nie możemy wypłacać takiego wynagrodzenia innym osobom z nami współpracującym.

Wolontariusze z MyCork tym się różnią od innych wolontariuszy, że ci pierwsi musieli jeszcze dodatkowo opłacić składkę członkowską na pokrycie niezbędnych kosztów formalnego funkcjonowania swojego stowarzyszenia (ot np. wykup obowiązkowego ubezpieczenia).

Oczywiście, pozostaje kwestia ewentualnych sponsorów, ale z drugiej strony - do pozyskiwania tychże brakuje z kolei chętnych wolontariuszy, i kółko się zamyka.

Niemniej, nie tracę nadziei, że nasz Festiwal dojdzie do skutku, i - jak każda impreza organizowana przez MyCork - odniesie spory sukces ;-)

środa, 17 września 2008

Masaż na lotnisku

Co można robić na lotnisku w Dublinie, oczekując na odlot opóźnionego samolotu? Mnóstwo rzeczy :-)

Można coś zjeść, wypić piwo, zrobić zakupy, pooglądać tv, skorzystać z usług pucybuta, a nawet - poddać się zabiegowi masażu ;-) M.in. z tego ostatniego sam skorzystałem wczoraj, oczekując na spóźniony o półtorej godziny (!) samolot Ryanaira z Dublina do Cork.

W kilku miejscach dublińskiego lotniska rozmieszczono fotele masujące (na zdjęciu): 10 minutowy masaż kosztuje tylko 3 euro ;-)