sobota, 27 października 2012

Zwiedzanie z MyCork fortu Camden Fort Meagher

Stowarzyszenie MyCork w ramach swojego projektu "1, 2, 3, 4 wyruszamy na rowery.....!" zorganizowało rowerową wycieczkę do Crossheaven, połączoną ze zwiedzaniem pod opieką przewodników fortu "Camden Fort Meagher". Ale pomyślano również o tych, którzy przedkładają nad dwa - cztery koła ;-) W wycieczce wzięły udział również osoby skupione wokół MyCork Foto Klub, dla których było to świetne miejsce do zdjęć.

/Powyżej: zwiedzanie Camden Fort Meagher/

Jak wspomniałem, na miejsce można było także dotrzeć samochodem/autobusem, żeby wspólnie zwiedzać fort. MyCork dla uczestników wycieczki rowerowej pokrył cały koszt zwiedzania a także kanapek i gorących napojów, oraz ufundował 50% zniżki dla pozostałych zwiedzających, którzy dotarli do fortu innym środkiem lokomocji. Wszystkie środki finansowe zostały przeznaczone dla Rescue Camden na konserwację oraz odrestaurowanie Camden Fort Meagher.

Sam dotarłem tam, przyznaję, autem. Rowerem - nie, i jeszcze długo nie ;-) Zwiedzanie fortu było bardzo interesujące, opowieści przewodników - zajmujące, miejsce do zdjęć - świetne.

Zdjęcia z tego wydarzenia można zobaczyć TUTAJ.

piątek, 26 października 2012

Kodak Brownie 127

Dzisiaj na jednym z "pchlich targów" w Cork natrafiłem na ten bardzo prosty i popularny aparat. Popularny - pół wieku temu.

/Powyżej: mój świeżo nabyty Brownie 127/

W latach 50-tych i 60-tych ub. wieku wyprodukowano kilka milionów egzemplarzy tego modelu. Widziałem ten aparacik już wcześniej i bardzo mi się spodobał. Cena - śmiesznie niska, pewnie dlatego, że oprócz faktu że była to, jak wspomniałem, masowa produkcja, to w dodatku używa się w nim błony zwojowej, trudno dzisiaj dostępnej, a nie standardowego filmu. Ale - widziałem już na YT instruktażowy filmik, jak to łatwo ominąć ;-)

W środku aparatu znalazłem naklejkę z której wynika, że ten mój egzemplarz pochodzi z 1961 roku, czyli - ma ponad 50 lat...

Za jakiś czas, mam nadzieję, umieszczę tutaj zdjęcia z niego ;-)

poniedziałek, 22 października 2012

Nie ma drugiej Irlandii, jest za to druga Polska...

Złotousty polski premier, Słońce Peru, obiecał że w naszym kRAJU będzie druga Irlandia. Niestety, Irlandii w Polsce ciągle nie ma, za to z Irlandii robi się druga Polska...

Z powodu banskterskiego kryzysu, pracodawcy mają pretekst żeby zamrozić, czy wręcz obniżyć płace. Samą pracę, przynajmniej tę dla najmniej wykwalifikowanych, coraz częściej dostaje się "po znajomości", stąd całe fabryki w Eire to obecnie "family business", biznes rodzinny gdzie pracują całe tabuny kuzynów, wujków i pociotków, że o bliższej rodzinie nie wspominając. Każdy o tym wie, nikt głośno nie mówi.

Mało tego, w co niektórych irlandzkich manufakturach, pomimo prestiżowego loga umieszczonego nad fabryczną halą, stosuje się metody rodem z kapitalizmu made in Poland lat 90-tych ub. wieku. Niedługo robotnikom przy irlandzkich fabrycznych taśmach każą pampersy zakładać, jak pewna portugalska firma polskim kasjerkom...

Ramię w ramię z pracodawcami idzie irlandzki rząd. Zresztą, nie wiadomo czy jest to ramię w ramię, czy bardziej pod dyktando, niemniej - coś jest na rzeczy, a przynajmniej wydaje się, ze irlandzcy politycy pobierali lekcje u swoich polskich kolegów. Weźmy choćby (nie)sławny program JobBridge, który miał umożliwić zdobycie kwalifikacji przez bezrobotnych żeby następnie zostać zatrudnionym u pracodawcy u którego odbyli ten staż. Problem w tym, że nikt nie był specjalnie zainteresowany bezrobotnymi bez kwalifikacji, za to chętnie przyjmowano tychże bezrobotnych z wiedzą i umiejętnościami często przekraczających to, co z przykościelnej szkółki powszechnej wyniósł ich szef. Ci przez kolejne 9 miesięcy w stachanowskim tempie za równowartość zasiłku dla bezrobotnych plus 50 euro tygodniowo extra odrobili zaległości, nadrobili to, co nadrobić można było, zrobili swoje i... mogli odejść. Ba, mogli - musieli. Zdecydowanej większości z nich nikt nie zaproponował stałej pracy. Po co, skoro można "zatrudnić" następnego "stażystę", który będzie robił dwa razy więcej niż etatowy pracownik, za to za połowę pensji?

Takie same numery znamy z przedunijnej Polski, tyle że w kRAJU tak zwani biznesmeni doszli do takiej perfekcji, że nie tylko nie płacili stażystom, ale nierzadko stażyści sami za staż byli gotowi zapłacić. Jak widać, irlandzcy "biznesmeni" mogą się od naszych rodzimych ludzi sukcesu jeszcze sporo nauczyć. Na razie zaczynają testować bezpłatne okresy próbne: przyjmują na dzień czy dwa "na próbę", zagonią do roboty, po czym stwierdzą że sorry, ale nie jest busy, ewentualnie inne dowolne kłamstewko, a już następnego dnia miejsce na zmywaku zajmuje kolejny "stażysta".  O tempora, o mores...

Dla wielu irlandzkie Eldorado już się skończyło, a banksterzy zaczęli egzekwować zajęte już kilka lat temu hipoteki. Problem tym większy, że nadmuchana wcześniej do niebotycznych rozmiarów spekulacyjna bańka mieszkaniowa pękła, ceny spadły na łeb na szyję, często nawet o 70 i więcej procent, ale chętnych na zakup - nie ma. Młodzi Irlandczycy widząc co się święci oczywiście nie zasypują gruszek w popiele, i wzorem swoich ojców, dziadów i pradziadów - emigrują. Ale nie tak trywialnie jak my, ledwie do sąsiedniego kraju czy pierwszą napotkaną wyspę. Oni mają większy rozmach, Kanada, Australia i Bóg wie, gdzie jeszcze. Ale mają również większy rozmach jeżeli chodzi o zarobki: większość z nas jest zadowolonych jak dostanie obecnie 10 euro na godzinę, oni - liczą sobie po 5-6 razy więcej. Niemniej komornicy i emigracja - to rzeczy świetnie nam z Polski znane...

Miejsce irlandzkich emigrantów zajmują nasi Rodacy. Tyle tylko, że różnego sortu, bo Zieloną Wyspę upatrzyli sobie na spokojny i bezpieczny azyl również ci, którzy mają sporo za uszami w Polsce, i nie chodzi tutaj o jazdę na gapę bez ważnego biletu. Polskiej bandyterki w Irlandii wyraźnie przybywa, a przynajmniej - staje się coraz bardziej widoczna. Być może przez to, że ci "normalni" Polacy wtopili się już w irlandzką rzeczywistość. Coraz wyraźniej widać, że występuje tutaj nadreprezentacja osób, od których nie kupilibyśmy używanego samochodu. Nowego zresztą też nie.

Mam też wrażenie, że w polonijnym światku w Irlandii zaczynają się pojawiać polsko - polskie animozje, wcześniej niewidoczne, może za wyjątkiem "stolycy". Nie czas jeszcze by o tym pisać, ale obawiam się, że wkrótce będziemy świadkami przeróżnych dziwnych historii i skakania sobie do gardeł przez tę czy inną polonijną organizację, i to być może nie tylko w jednym mieście. W końcu podziały - to nasza polska specjalność, a określenie "polskiego piekiełka" nie wzięło się znikąd.

Za to rosną w siłę polskie biznesy, stając się coraz bardziej widoczne. Sklepy zwiększają metraż za to obniżają ceny, zaczynają zaglądać do nich, na razie nieśmiało, nawet autochtoni. Ba, niektórzy zwietrzyli w tym dobry interes i otwierają hurtownie z polskimi produktami. Tym samym polska obecność w Irlandii, choćby tylko w wymiarze bigosowo - pierogowym, coraz bardziej się utwierdza.

Z kolei druga, młoda Polska rozpycha się w Irlandii coraz bardziej, łokciami i kolanami. Rodzi się coraz więcej polskich dzieci, jeszcze Polaków a jednocześnie już Irlandczyków. Ci, obecnie z pieluchą pod pupą, za jakiś czas będzie zmieniać oblicze Zielonej wyspy. Na jakie? Jak dożyjemy, to zobaczymy...

Oczywiście, mimo wszystko, daj nam Panie Boże taki dobrobyt w Polsce, jaki mają Irlandczycy w czasie swojego kryzysu...

sobota, 20 października 2012

Wystawa fotografii Cork Camera Group

Dzisiaj byłem w  Szkole Muzycznej w Cork /Cork School of Music/, gdzie ma miejsce wystawa grupy fotograficznej Cork Camera Group. Wśród 80 prezentowanych fotografii znajduje się również praca Mariusza Kalinowskiego.

/Powyżej: fragment wystawy Cork Camera Group w Cork School of Music/

Cork Camera Group została założona w 1986 r. i, jak napisano na informacji znajdującej się na wystawie, obecnie liczy prawie stu członków, którzy są na różnym poziomie zaawansowania. Grupa jest członkiem Irish Photographic Federation i the Southern Association of Camera Clubs. Jednym z członków tej prestiżowej w Cork grupy fotograficznej jest Mariusz Kalinowski, który na wystawie zaprezentował swoją pracę pt.: "YUMI".

Mariusz m.in. jest również filarem MyCork Foto Klub, prowadził II Kurs Fotografii z MyCork, był jednym z jurorów Konkursu Fotograficznego "Chrześcijaństwo" podczas III Dni Kultury Chrześcijańskiej w Cork, działa również w grupie fotograficznej TeamArt.

piątek, 19 października 2012

Synthesis through Emotions

W Cork Vision Centre ma obecnie miejsce wystawa "Synthesis through Emotions", na której swoje prace prezentuje Magdalena Wojciechowska.

/Powyżej: fragment wystawy "Synthesis through Emotions" Magdaleny Wojciechowskiej/

Magdalena Wojciechowska jest absolwentką Wydziału Kolegium Mody WSPTD (Wyższe Studium Projektowania Tkaniny Drukowanej) na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi oraz Wydziału Inżynierii i Marketingu Tekstyliów - kierunek Architektura Tekstyliów na Politechnice Łódzkiej. W latach 2001 – 2007 współpracowała z polskimi firmami działającymi na rynkach międzynarodowych projektując między innymi tkaniny i dzianiny żakardowe, akcesoria odzieżowe, dekoracje okolicznościowe oraz wykonując różnego rodzaju projekty graficzne. Równolegle tworzyła prace artystyczne w dziedzinie malarstwa i rysunku. Obecnie mieszka i tworzy w Cork.

Wystawa "Synthesis through Emotions" będzie trwała od 29 września do 24 października b.r. Cieszę się, że zdążyłem ją zobaczyć, bo praktycznie przez niemal cały czas jej trwania - byłem w Polsce. A okazja to wyjątkowa, bo w Cork Vision Centre bardzo rzadko można zobaczyć prace polskich artystów: ostatnio co prawda w maju b.r., w ramach III Dni Kultury Chrześcijańskiej w Cork miała miejsce wystawa "Ikona-Idol", ale poprzednio - dopiero w 2005 roku... Tym bardziej warto więc zobaczyć prace naszej utalentowanej Rodaczki.

Miałem zaszczyt gościć Magdę jako Gościa Specjalnego w trakcie MyCork-owych X "Rozmów (nie) Kontrolowanych" w listopadzie 2008 roku. Magda prezentowała swoje prace również m.in. podczas II Festiwalu Kultury Polskiej w Cork.

czwartek, 18 października 2012

XXIV wizyta w Polsce (18): powrót po powodzi

I już z powrotem w Cork. Lot trywialny, nawet udało mi się trochę zdrzemnąć.

Jak się okazało, w Cork była powódź, część miasta było podtopione. Ale, na szczęście, już po wszystkim. Zresztą powódź w Cork to nic nadzwyczajnego, ostatnia, dość spora, miała miejsce w 2009 roku: KLIK. Wtedy też musiałem przeżyć 10 dni bez wody: KLIK.

Czas wracać do zaCORKowanej rzeczywistości...

środa, 17 października 2012

XXIV wizyta w Polsce (17): Muzeum Narodowe w Krakowie

Wczoraj w Krakowie niemal cały dzień padało, więc uznałem że jest to dobry czas na spędzenie tego dnia w Muzeum Narodowym przy Alei 3 Maja. I, muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.

/Powyżej: fragment Galerii Sztuki Polskiej XX wieku/

Przez dobrych kilka godzin zwiedzałem galerie: Sztuki Polskiej XX wieku /rewelacja!/, Rzemiosła Artystycznego, Broń i Barwa w Polsce, oraz wystawę czasową z pracami Witolda Chomicza.

Nie ukrywam że, o czym już nie raz tutaj pisałem, uwielbiam sztukę współczesną, chociaż najczęściej jej nie rozumiem, czy to z braku formalnej edukacji i przygotowania do jej odbioru, czy to z braku inteligencji. Niemniej - nie przeszkadza mi to w fascynacji nią ;-) chociaż czasami mam wrażenie, że niektórzy autorzy zamiast sztuki - uprawiają sztuczki. Ale, jak napisałem, nie mi się wypowiadać. Tak czy owak, moja fascynacja, jak dotąd, trwa, a niektóre prace /jak nie większość/ w krakowskim Muzeum Narodowym w moim przekonaniu w niczym nie ustępują tym w londyńskim Tate Modern czy dublińskim Irish Museum of Modern Art.

Gorąco polecam!

wtorek, 16 października 2012

XXIV wizyta w Polsce (16): Resident Evil: Retrybucja (3D)

Pierwsza część nawet mi się podobała i miała jakiś sens, kolejne to oczywiście "idź cały czas w prawo i strzelaj". Obecna część to już bodajże piąta - i to w 3D. I właśnie ze względu na ten trzeci wymiar (a także wolny wieczór ;-) wybrałem się do kina licząc na dawkę emocji.

Wrażenia? Może być, chociaż wyraźnie widzę, że się starzeję. Bo o czym dokładnie był film - już nie pamiętam. Czy też, pamiętam tyle, że Alice, główna bohaterka w skórzanym wdzianku (w czerwonej sukience występuje tym razem jej koleżanka) ponownie walczy ze wszystkimi i wszystkim co jej stanie na drodze, a w szczególności z wysłannikami Umbrelli. Krew trójwymiarowo tryska na widownię, akrobatyczne kopnięcia plus pokaz sztuki zabijania zombie łańcuchem - zdaje się służącym do przypinania roweru.

Dla miłośników gatunku.

poniedziałek, 15 października 2012

XXIV wizyta w Polsce (15): Bochnia /1/

Jednodniowy wypad za Kraków, tym razem do Bochni, która słynie m.in. z kopalni soli, o kilkanaście lat starszej od słynnej kopalni w Wieliczce. Jest to także, jak podaje Wikipedia: "najstarszy zakład przemysłowy w Europie". Obecnie kopalnię można zwiedzać, znajduje się tutaj także sanatorium lecznicze.

/Powyżej: jestem w łodzi którą płynąłem przez zalany korytarz/

Wykupiłem opcję 3,5 godzinnego zwiedzania wraz z płynięciem łodzią po solance. Przewodniczka w górniczym stroju oprowadza grupę po kopalni. Na wstępie informuje nas, że witamy się tak jak górnicy, pozdrowieniem "Szczęść Boże" i tak też pozdrawiamy mijane osoby - co faktycznie bylo skrupulatnie przestrzegane. Sporo multimedialnych prezentacji przybliżających historię i charakter tego miejsca. Podobno można też jechać górniczymi wagonikami, ale w chwili gdy tam byłem trwały jakieś prace remontowe. Po półgodzinnej przerwie /oczywiście przy barze i stoisku z pamiątkami/ krótka podróż łodzią po zalanym korytarzu.

Ciekawe miejsce, warto zobaczyć.

niedziela, 14 października 2012

XXIV wizyta w Polsce (14): Pamięć absolutna /2012/

"Pamięć absolutna" z 1990 roku z Arnoldem Schwarzeneggerem była przyzwoitym kinem s-f. W kinach grają właśnie remake z b.r. pod tym samym tytułem, więc przeszedłem się zobaczyć, co zostało z pierwowzoru.

Niestety, jak to z powtórkami bywa - często nie dorastają do pięt oryginałom. Podobnie jest i z "Pamięcią absolutną" z 2012 r. Mnóstwo efektów specjalnych, sprawne kino, ale niewiele poza tym, przerost formy nad treścią, brakuje tego "czegoś".

Lepiej jeszcze raz obejrzeć "Pamięć..." z 1990 r.