czwartek, 27 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (2): Podróżowałem Koleją Państwową

Dzisiaj pojechałem pociągiem niemal na drugi koniec Polski.

Jadąc, przyglądałem się mijanym stacjom PKP. Im bardziej na wschód, tym gorzej. Mniejsze stacyjki już od wielu lat są zamknięte a ich budynki zdewastowane. Przyroda zaczyna znowu wygrywać - tereny wokół zdewastowanych budynków kolejowych, łącznie z peronami na których kiedyś panował ruch, porosły trawą i krzakami. Za 10 - 15 lat nie będzie śladu po tych małych stacyjkach. Nie było nas - był las, nie będzie nas - będzie las...

Na większych stacjach też niewiele lepiej. Ot, taki dworzec PKP i PKS w Jarosławiu: pamiętam że gdy byłem dzieckiem ten dworzec zachwycał mnie rosnącą w środku prawdziwą palmą. Dookoła szara rzeczywistość PRL-u, a tam - kilkumetrowa palma. To było coś ;-) Była tam też świetna dworcowa restauracja. Teraz nie ma już palmy a w miejscu restauracji jest sklep z używaną odzieżą. Ba, po godz. 19.00 nie ma tam nawet toalety, bo prywatny ajent po tej godzinie wiesza kłódkę i idzie do domu. No cóż, jak kapitalizm - to kapitalizm...

Z drugiej strony, jaki kapitalizm, skoro wygląd zdecydowanej większości dworców PKP (jak i samych pociągów) nie zmienił się od czasów głębokiego PRL-u, a jeżeli już - to na gorsze? Ale może to i tak nie ma większego znaczenia, skoro już zlikwidowano mnóstwo kursów pociągów, a w planach jest likwidacja kolejnych?

Byłem też mimowolnym świadkiem rozmowy spokrewnionych ze sobą współpasażerów, którzy opowiadali sobie co słychać u bliższej lub dalszej rodziny. Jak się okazało, z młodych ludzi tej familii większość przebywa już za granicą: w Niemczech, we Włoszech, w Anglii - i w Irlandii...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza