Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wizyta w Polsce: 13. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wizyta w Polsce: 13. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 września 2009

XIII wizyta w Polsce (14): z Krakowa do Cork

Wczoraj wieczorem wróciłem do Cork. Najpierw kolega odwiózł mnie do Pyrzowic, z Pyrzowic poleciałem Wizzair-em do Cork, krótka jazda taksówką - i jestem w domu ;-)

W Pyrzowicach drobne zgrzyty: najpierw jakiś sołdat przebrany za celnika przy kontroli osobistej ostrym tonem, zupełnie nieadekwatnym do sytuacji, zwraca ludziom uwagę, że nie mogą przekraczać czerwonej linii, którą sobie sołdaci tam wymalowali. Później, kiedy moje rzeczy wychodzą w plastikowej skrzynce z drugiej strony maszyny do prześwietlania podręcznego bagażu - stwierdzam brak jednego dokumentu który miałem w kieszeni i który włożyłem do skrzynki. Jest paszport, są drobne pieniądze, a tegoż dokumentu w postaci plastikowej karty - nie ma. Zniknęła, jak królik w kapeluszu prestidigitatora. Zaczynam się zastanawiać, czy na pewno ją tam położyłem, ale jestem pewien, że tak. Po chwili zwracam się z pytaniem do obsługujących maszynę sołdatów, czy taka sytuacja jest możliwa. Oczywiście - gwałtownie zaprzeczają. Zaraz jednak okazuje się, że mój dokument leży na podłodze tuż przy "wylocie" maszyny - po ich stronie. Jak to się stało, nie wiem. Żeby nie było nieporozumień: nie posądzam sołdatów o próbę zagarnięcia tegoż mojego dokumentu, który jest im tak potrzebny jak bałwanom upał. Po prostu - coś poszło nie tak, i to nie z mojej winy, bo skrzynki nie dotykałem. "Przepraszam" - oczywiście nie usłyszałem.

W czasie lotu śpię. Ląduję w Cork. Wreszcie chmury, deszcz, chłodno. Irlandia ;-) Jestem w domu.

niedziela, 6 września 2009

XIII wizyta w Polsce (13): Muzeum Lotnictwa Polskiego

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie to miejsce wyjątkowe, nie tylko ze względu na zgromadzone tam eksponaty - ale i własną, fascynującą historię.

/Na zdjęciu: stoję przed TS-11 Iskra - samolotem szkolno-treningowym, pierwszą polską konstrukcją lotniczą napędzaną silnikiem odrzutowym./

Możemy obejrzeć tam samoloty od tych z początku naszego wieku - po niektóre będące nadal w użyciu.

Z ulotki jaką otrzymuje się przy kupnie biletu, dowiadujemy się że: "Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie to jedno z największych europejskich muzeów lotniczych i jedyna w Polsce placówka muzealna zajmująca się historią polskiego oraz światowego dziedzictwa lotniczego. (...) Zgromadzone eksponaty to ponad 200 samolotów, śmigłowców oraz imponująca kolekcja ponad 100 silników lotniczych to przegląd historii lotnictwa od czasów pionierskich z początku XX wieku do współczesności. Ekspozycja obejmuje także przeciwlotnicze zestawy rakietowe."

Muzeum mieści się na terenie dawnego lotniska wojskowego Rakowice-Czyżyny, powstałego w 1912 roku dla potrzeb lotnictwa Austro-Węgier. Było to jedno z najstarszych stałych lotnisk w Europie, a także pierwsze lotnisko niepodległej Polski. Samo muzeum zaczęło powstawać po zorganizowaniu w 1964 roku przez Aeroklub Krakowski dużej Wystawy Lotniczej, po zakończeniu której powstał Ośrodek Ekspozycji Sprzętu Lotniczego przy Aeroklubie Krakowskim. Po raz pierwszy nazwa "Muzeum Lotnictwa" zaistniała w 1967 r., kiedy ww. ośrodek został przejęty przez Naczelną Organizację Techniczną. W 1971 r. pieczę nad muzeum objęło Ministerstwo Komunikacji i nadało mu nową osobowość prawną.

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie mieści się przy Al. Jana Pawła II 39.

sobota, 5 września 2009

XIII wizyta w Polsce (12): rzeźby z piasku

Od dzisiaj do 30 września b.r. w Centrum Handlowym M1 w Krakowie ma miejsce wystawa rzeźb z piasku. Co prawda dla mnie to drugi koniec miasta, ale - oczywiście pojechałem ;-)

/fot.: Krakowski akcent: Smok Wawelski i Szewczyk Dratewka ;-)/

Na wystawie swoje prace prezentują rzeźbiarze z Polski, Ukrainy, Litwy, Białorusi oraz Holandii. Artyści mają ponad 10 - letnie doświadczenie w tej sztuce, a ich prace były prezentowane na całym świecie. Wystawiono łącznie 12 prac, wykorzystując do tego celu ok. 150 ton piasku.

Przedwczoraj pisałem o wystawie "Armia Terakotowa" w innym centrum handlowym, tj. Galerii Krakowskiej. Bardzo się cieszę, że krakowskie centra handlowe starają się przyciągnąć klientów organizując tego typu wystawy - i czekam na więcej ;-)

piątek, 4 września 2009

XIII wizyta w Polsce (11): narzędzia tortur

Przy ul. Floriańskiej w Krakowie w jednej z kamienic znajduje się stała ekspozycja pt.: "Dawne narzędzia tortur".

Na tę wystawę zaprasza nas stojący przy ulicy "kat", kolejny kat - tym razem manekin - stoi przy wejściu do piwnicy w której znajduje się wystawa (na zdjęciu obok). Wstąpiłem tam w sumie dość przypadkowo ;-) W środku, w półmroku, prezentowanych jest kilkanaście średniowiecznych narzędzi jakie zbudowali ludzie po to, żeby zadawać cierpienie innym ludziom. Na brak pomysłowości w tej dziedzinie ludzkość przecież nigdy nie narzekała. Obok samych narzędzi znajduje się szczegółowy opis, w jaki sposób zadawano tortury.

czwartek, 3 września 2009

XIII wizyta w Polsce (10): Armia Terakotowa

Dzisiaj wybrałem się m.in. do Galerii Krakowskiej, gdzie od 1 do 27 września b.r. można obejrzeć repliki figur słynnej Armii Terakotowej, odnalezionej w grobowcu cesarza Qin Shi Huang.

/Foto: figury z wystawy w Galerii Krakowskiej/

Chińską armię terakotową cesarza Qin odkryto przypadkowo w 1974 r., od 1987 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Składa się na nią 800 figur żołnierzy naturalnych rozmiarów, które zostały wykonane ok. 2200 lat temu. Terakotowa armia miała strzec cesarza i pomóc mu zdobyć władzę w życiu pozagrobowym.

Dla nieznających za bardzo Krakowa - Galeria Krakowska to duże centrum handlowe tuż przy dworcu PKP w centrum miasta, no ale - od czasu do czasu można rzeczywiście obejrzeć tam interesujące wystawy umieszczone w pasażu. O jednej z nich pisałem tutaj: "Świat z kartonu".

środa, 2 września 2009

XIII wizyta w Polsce (9): lekka torba listonosza i długi sen pocztowców

Wybrałem się na moją pocztę na jednym z krakowskich osiedli. Niewiele brakowało, żebym przysłowiowo pocałował klamkę. Ale nie dlatego, że przyszedłem za późno tylko - za wcześnie...

Dzień wcześniej dostałem awizo. Przyznaję, rano przez parę chwil nie było mnie w domu, ale na tym dokumencie była informacja, ze listonosz zostawił awizo o godzinie - która jeszcze nie nadeszła...

Podejrzewam, że aby się za bardzo nie obciążać, pan listonosz zamiast listów poleconych - roznosi same awiza, co już nie raz i nie dwa ludzie zauważyli tu i ówdzie. Torba listonosza od razu robi się lżejsza...

No, nic to. Poszedłem na pocztę po odbiór listu. Dobrze, że zaraz po południu, bo jak widać na załączonym obrazku - pracownicy tej mojej poczty też do pracy za wcześnie nie przychodzą...

wtorek, 1 września 2009

XIII wizyta w Polsce (8): polskie firmy tną koszty

W dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" tekst o cięciu kosztów w polskich firmach.

W związku z kryzysem, polskie firmy tną koszty. Z reguły w sposób absurdalny i na oślep. Swoistym kuriozum jest fakt, że część polskich przedsiębiorców również tnie koszty - oczywiście zawsze odbija się to tylko i wyłącznie na pracownikach - pomimo że ich firm kryzys w żaden sposób nie dotknął. Wystarczy jednak słowo - klucz "kryzys", aby zmusić pracowników do stałego podnoszenia wydajności i pracy po godzinach bez należytego wynagrodzenia, na co z kolei pracownicy potulnie się zgadzają w obawie przed utratą pracy, bo przecież - jest kryzys.

Wielu ludzi ma obecnie zaciągnięte wysokie kredyty, które będą spłacać przez kilkadziesiąt lat, więc godzą się na coraz bardziej upokarzające traktowanie...

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (7): Inwałd, czyli miniatury i dinozaury

Dzisiaj byliśmy z Agnieszką, Michałkiem i moimi Siostrzeńcami na wycieczce w Inwałdzie k. Krakowa - w Parku Miniatur "Świat Marzeń" i w Parku Rozrywki "Dinolandia". Obydwa parki w to świetne miejsce na edukacyjną rozrywkę.

W Parku Miniatur można zobaczyć wiele modeli architektonicznych cudów świata, m.in.: Bazylikę św. Piotra, Świątynię Akropolu, Koloseum, Krzywą Wieżę w Pizie, Statuę Wolności, Mur Chiński, Wieżę Eiffla, Big Ben, Łuk Triumfalny, Sfinksa, Biały Dom, i wiele innych budowli - w tym także z Polski. Miniatury wykonano w skali 1:25 w stosunku do oryginału. Przy każdej miniaturze znajduje się dokładny opis budynku który został odwzorowany.

/Powyżej: miniatura Bazyliki św. Marka w Wenecji/

Natomiast Park Rozrywki "Dinolandia" to miejsce gdzie z kolei umieszczono realistyczne figury przedstawiające pradawne gady: dinozaury, pterozaury, ichtiozaury, itp. Przy każdym modelu umieszczono dokładny opis danego gatunku. W parku znajduje się obecnie ok. 50 figur tych prehistorycznych gadów, a także kilkadziesiąt innych eksponatów.

/Powyżej: park dinozaurów/

niedziela, 30 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (6): w Muzeum Hansa Klossa, Królewskim Zamku Będzińskim i w Muzeum Miejskim "Sztygarka"

Na zaproszenie p. Dariusza Rekosza, zwiedziłem wraz z nim Muzeum Hansa Klossa w Katowicach, Zamek Królewski w Będzinie oraz Muzeum Miejskie "Sztygarka" w Dąbrowie Górniczej.

Dariusz Rekosz to znany polski pisarz, który jako pierwszy otrzymał m.in. tytuł Honorowego Ambasadora Literatury Dla Dzieci i Młodzieży Kampanii MAMA, TATA... & MYSELF?, autor książek dla dzieci z serii "Mors, Pinky i..." oraz dla dorosłych - m.in. "Szyfr Jana Matejki" i "Kosmiczna Futryna". O twórczości p. Dariusza Rekosza można przeczytać m.in. na jego autorskiej stronie: www.rekosz.pl.

/Foto: stoję przed wejściem do Muzeum Hansa Klossa/

Muzeum Hansa Klossa w Katowicach jest to prywatna placówka kulturalna założona przez Piotra Owcarza, przedstawiająca ekspozycje związane z serialem "Stawka większa niż życie". Muzeum zostało otwarte 1 marca 2009 r., jest stylizowane na wnętrze schronu. Znajdziemy w nim m.in. wiele fotografii z filmu, figury woskowe głównych bohaterów serialu, a także egzemplarze broni z czasów II wojny światowej. Warto przysiąść na chwilę w Cafe Ingrid, kawiarence w której możemy zamówić takie drinki jak np. "J23" czy "Żelazny Krzyż". W maju 2009 muzeum rozpoczęło organizowanie "Biesiad Literackich", czyli spotkań z ludźmi kultury i sztuki.

(dopisek z 31.12.2009 r.: w dniu dzisiejszym muzeum zakończyło swoją działalność...)

/Foto: stoję przed Zamkiem Królewskim w Będzinie/

Zamek Królewski w Będzinie został wzniesiony za Kazimierza Wielkiego, chociaż na tym miejscu już od IX wieku powstawały budowle obronne. W 1683 r. na zamku gościł Jan III Sobieski, który właśnie zmierzał z odsieczą pod Wiedeń, byli tutaj także m.in. August II Mocny oraz Stanisław August Poniatowski. Na zamku znajduje się szereg wystaw, m.in. dawnego oręża. Warto wejść na zamkową wieżę - można z niej zobaczyć świetną panoramę okolicy.

/Foto: stoję przed wejściem do Muzeum Miejskiego "Sztygarka"/

Muzeum Miejskie "Sztygarka" w Dąbrowie Górniczej to fantastyczne miejsce z ogromną ilością tematycznych różnorodnych ekspozycji, w którym z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Znajdują się tam wystawy dotyczące lokalnej historii, ale także m.in. archeologii i przyrody, a ilość czasowych wystaw przyprawia o zawrót głowy. W dodatku pracownicy muzeum są niezwykle uczynni i pomocni, chętnie szczegółowo objaśniając poszczególne ekspozycje. Na marginesie: w tym muzeum znajduje się m.in. wystawa poświęcona mieszkającemu właśnie w Dąbrowie Górniczej pisarzowi, p. Dariuszowi Rekoszowi, z którym miałem zaszczyt zwiedzić wszystkie wyżej opisane miejsca.

Ogólnie rzecz biorąc - dzień był pełen wrażeń ;-)

sobota, 29 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (5): promocja, czyli pół litra "gratis" - jeżeli dopłacisz...

Dzisiaj robiąc zakupy w moim osiedlowym sklepiku natknąłem się na jedną z wielu "promocji"...


Powyższe zdjęcie pokazuje szczegóły tej promocji "napoju pepsi": na górnej półce wystawiono tenże napój w "promocji" za 4,39 zł za 2-litrową butelkę, na dolnej półce ten sam napój jest sprzedawany już w cenie 5,49 zł za również (przynajmniej wg sklepowej etykiety) 2-litrową butelkę. Dłuższą chwilę nie mogłem zrozumieć o co tu chodzi: ten sam napój, w "promocji", w tej samej objętości ma dwie różne ceny? Dopiero gdy uważniej przyjrzałem się butelkom zauważyłem, że te sprzedawane drożej zawierały dodatkowo "0,5 l gratis", czyli w rzeczywistości droższa butelka zawierała w sobie 2,5 litra napoju, zgodnie z informacją na odwrocie butelki i wbrew sklepowej etykiecie. No ale, przecież te dodatkowe pół litra - miało być gratis?

Ot, "promocja" po polsku, czy może - po krakowsku? A może to tylko na moim osiedlu takie cuda i dziwy się zdarzają?

piątek, 28 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (4): w Polsce nadal niszczy się przedsiębiorców

"Jak zniszczyć przedsiębiorcę" - to tytuł z pierwszej strony dzisiejszej "Rzeczpospolitej".


"Urząd Kontroli Skarbowej wykończył firmę, której właścicielka naraziła się prokuraturze. Spółkę jej męża zniszczono wcześniej" - pisze "Rzeczpospolita". Takie teksty jak ten w "Rz" to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak widać, w Polsce w tej kwestii niewiele się zmieniło. Nadal urzędnicy fiskusa są bezkarni, nadal w majestacie polskiego prawa (?) mogą niszczyć ludzi, którzy uwierzyli że są kowalami własnego losu.

Może i są, ale chyba nie w Przenajświętszej Rzeczpospolitej...

czwartek, 27 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (3): moja Siostra wyszła za mąż

Dzisiaj byłem na ślubie mojej Siostry :-) Po zawarciu małżeństwa w Urzędzie Stanu Cywilnego, udaliśmy się na przyjęcie w restauracji. Było kameralnie i rodzinnie. Po przyjęciu - wróciłem do Krakowa.

/Państwo Młodzi przed kierownikiem USC/

XIII wizyta w Polsce (2): Podróżowałem Koleją Państwową

Dzisiaj pojechałem pociągiem niemal na drugi koniec Polski.

Jadąc, przyglądałem się mijanym stacjom PKP. Im bardziej na wschód, tym gorzej. Mniejsze stacyjki już od wielu lat są zamknięte a ich budynki zdewastowane. Przyroda zaczyna znowu wygrywać - tereny wokół zdewastowanych budynków kolejowych, łącznie z peronami na których kiedyś panował ruch, porosły trawą i krzakami. Za 10 - 15 lat nie będzie śladu po tych małych stacyjkach. Nie było nas - był las, nie będzie nas - będzie las...

Na większych stacjach też niewiele lepiej. Ot, taki dworzec PKP i PKS w Jarosławiu: pamiętam że gdy byłem dzieckiem ten dworzec zachwycał mnie rosnącą w środku prawdziwą palmą. Dookoła szara rzeczywistość PRL-u, a tam - kilkumetrowa palma. To było coś ;-) Była tam też świetna dworcowa restauracja. Teraz nie ma już palmy a w miejscu restauracji jest sklep z używaną odzieżą. Ba, po godz. 19.00 nie ma tam nawet toalety, bo prywatny ajent po tej godzinie wiesza kłódkę i idzie do domu. No cóż, jak kapitalizm - to kapitalizm...

Z drugiej strony, jaki kapitalizm, skoro wygląd zdecydowanej większości dworców PKP (jak i samych pociągów) nie zmienił się od czasów głębokiego PRL-u, a jeżeli już - to na gorsze? Ale może to i tak nie ma większego znaczenia, skoro już zlikwidowano mnóstwo kursów pociągów, a w planach jest likwidacja kolejnych?

Byłem też mimowolnym świadkiem rozmowy spokrewnionych ze sobą współpasażerów, którzy opowiadali sobie co słychać u bliższej lub dalszej rodziny. Jak się okazało, z młodych ludzi tej familii większość przebywa już za granicą: w Niemczech, we Włoszech, w Anglii - i w Irlandii...

wtorek, 25 sierpnia 2009

XIII wizyta w Polsce (1): bezsenność w Krakowie

To już moja 13 wizyta w Polsce od czasu wyjazdu do Irlandii. Mam nadzieje, że "13"-tka nie okaże się pechowa...

/Krakowskie gołębie - ich widok będzie mi towarzyszył przez najbliższe dni.../

Lot: tradycyjnie, wieczorem Wizzair z Cork do Pyrzowic, następnie nocna jazda do Krakowa. Na lotnisku w Cork z niekłamanym podziwem obserwowałem naszych Rodaków - chodzi mi szczególnie o swego rodzaju telepatyczną niemal umiejętność komunikacji. Znacie to: wszyscy siedzą spokojnie oczekując na spóźniony samolot i nagle - jakby tknięci jakimś tajemniczym impulsem - błyskawicznie zrywają się na równe nogi formując ciżbę. Za każdym razem jestem pod wrażeniem ;-)

W trakcie lotu usiłowałem się zdrzemnąć, jak to mam w zwyczaju, ale - nie tym razem. Dwukrotnie z głębokiego już snu wyrywał mnie krzyk dziecka siedzącego wraz ze swoją mamą tuż za mną. Nie było to niemowlę, tylko dobrze wyrośnięty kilkulatek, więc i głosik miał donośny. Jakoś tak sobie kiedyś zakodowałem, że rodzice z małymi dziećmi są sadzani z przodu samolotu, więc ja zawsze przezornie staram się lokować z tyłu, no ale - coś się chyba zmieniło.

Lądujemy. Klaskanie. Z samolotu do hali odpraw przewiozły nas dwa autobusy pokonując trasę ok. 50 metrów. Po co to, nie wiem, ale dwóch kierowców dzięki temu ma pracę. Na halę wpuszczono nas z kolei przez jedne wąskie drzwi pilnowane przez uzbrojonego strażnika, więc trochę czasu zeszło, zanim wszyscy znaleźli się w środku. Zresztą, nie ma się po co śpieszyć, ponieważ odprawa paszportowa również, jak zwykle zresztą, trwa długo.

W Pyrzowicach czekał na mnie kolega, który przywiózł mnie pod dom. No, nie tak od razu. Wskutek zakrojonych na szeroką skalę prac drogowych (jakaś dotacja z UE przyszła, czy co?), pobłądziliśmy nieco. GPS nie dał rady. Tablic z zaznaczonymi objazdami jest niewiele, a te które są - w nocy są niemal niewidoczne. Jednak - udało się ;-)

W domu, po pobieżnym rozpakowaniu się i wypiciu herbaty - spróbowałem się zdrzemnąć, w końcu - w samolocie mi się nie udało. Ale jak komuś coś nie jest dane, to - próżny trud. Po niespełna godzinnej drzemce wyrwał mnie ze snu odgłos pracującej kosiarki do trawy. Pamiętacie scenę z "Dnia Świra", kiedy to tytułowego bohatera prześladował m.in. facet z kosiarką, hałasując mu pod oknem? No, to ja miałem dokładnie to samo. W dodatku mieszkam na parterze a z powodu upału - okna muszą być raczej uchylone. Oczywiście gdy już się kompletnie wybudziłem, poszedł kosić gdzie indziej...

Skoro już o spaniu nie było mowy, poszedłem zrobić zakupy w moim osiedlowym sklepie. Wybór minimalny, ceny maksymalne. To, że jest drożej niż w Irlandii, o której pisze się że ceny na Wyspie należą do jednych z najwyższych w Europie - pisałem już wielokrotnie, więc szkoda się powtarzać.

A poza tym - jest gorąco ;-) Dla jednych to wielka frajda, dla innych - mniej...