czwartek, 12 czerwca 2008

"City" przed Cork City Hall

W pobliżu Cork City Hall znajduje się abstrakcyjna rzeźba "City", której autorem jest Pat O'Sullivan. Pomnik upamiętnia zburzenie Hiroszimy.

 /Na zdjęciu: "City" w Cork/

środa, 11 czerwca 2008

Beamish and Crawford w Cork

Leżący w sercu Cork browar Beamish and Crawford warzy m.in. jedno z najlepszych irlandzkich piw. Browar jest dostępny dla turystów, którzy mogą poznać jego kilkusetletnią historię.

Browar Beamish and Crawford w Cork założyli w 1792 r. William Beamish i William Crawford. W rzeczywistości - ci dwaj panowie zakupili i zmodernizowali browar już istniejący i to co najmniej od 1650, a niektóre źródła przesuwają tę datę nawet do 1500 r. W Beamish and Crawford w ciągu kilku lat zwiększono produkcję niemal 10-krotnie, i w 1805 r. browar był największym w Irlandii - i trzecim co do wielkości w Wielkiej Brytanii. W 1865 r. browar przeszedł gruntowną modernizację. Na początku XX wieku Beamish and Crawford nabył szereg małych, lokalnych browarów. Po 1962 r. kilkakrotnie zmieniał zagranicznych właścicieli.

Beamish Stout jest głównym produktem browaru w Cork, ale na zasadzie franczyzy powstaje tam także piwo innych marek, jak Miller Genuine Draft, Foster's Lager, Kronenbourg 1664, Strongbow Cider i Carling Lager. Browar w określone dni tygodnia jest dostępny dla zwiedzających. Moja krótka relacja z wizyty w browarze znajduje się TUTAJ.

/Powyżej: stoję przed browarem Beamish and Crawford w Cork/

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Polski chleb w Cork (11): żytni chleb z Tralee

Następnym z mojej serii "polskich chlebów w Cork" jest żytni chleb wypiekany przez Barr's Bakery Ltd z Tralee.

/Na zdjęciu: "polski chleb" z Tralee/

W zasadzie o jego "polskości" świadczy jeden napis: "Polski Chleb", no ale - jak dla mnie jest to wystarczające kryterium :-)

niedziela, 8 czerwca 2008

Polski emigrant najlepszy, Polska przegrała...

W dzisiejszym, pierwszym meczu polskiej reprezentacji piłkarskiej na mistrzostwach Europy, meczu o tyle szczególnym, że graliśmy... z Niemcami, Polska przegrała 0:2. Obydwa gole dla niemieckiej drużyny strzelił grający w niej... Polak.

Polacy w Cork tłumnie udali się do pubów, aby obejrzeć ten mecz. Kibicowali nam także Irlandczycy.

/Na zdjęciu powyżej: irlandzka sieć sklepów Centra kibicuje polskiej drużynie/

Obydwie bramki dla niemieckiej drużyny zdobył grający w niej Łukasz Podolski. Zawodnik, który wielokrotnie podkreślał, że "serce ma biało - czerwone".

Sam nie jestem fanem sportu, a już piłka nożna w ogóle mnie nie interesuje. Jeżeli już, to najchętniej oglądam boks. Jednak dzisiaj nawet ja - oglądałem mecz polskiej reprezentacji. I nie żałuję, bo po raz kolejny okazuje się, że bzdury o nieudacznikach którzy wyjechali z Polski - są kompletnie bez pokrycia. Można rzec, że wprost przeciwnie - co udowodnił ten polski emigrant.

Łukasz Podolski - jak podaje Wikipedia - "na łamach "Tempa" w wydaniu z 18 grudnia 2003, zadeklarował swoje chęci grania w polskiej reprezentacji". Niestety, nic z tego nie wyszło.

W jednym z wywiadów piłkarz powiedział: "Czasem słyszę zarzuty o grze w kadrze Niemiec, że poleciałem na kasę i nie mam honoru, że polscy działacze się o mnie bili, prosili, żebym grał z orzełkiem na piersi, tylko ja to wszystko miałem gdzieś. Mam już dosyć tych bzdur. Prawda jest inna. Co ja sobie mogłem chcieć? Na początku nikt na mnie nie zwracał specjalnej uwagi. Potem zacząłem grać dla niemieckiej młodzieżówki i moja kariera potoczyła się błyskawicznie. Nikt nie proponował mi gry dla Polski, gdy jeszcze to było możliwe. Co miałem robić? Przyjechać i prosić, by ktoś z reprezentacji się mną zainteresował? Bądźmy poważni - argumentuje Podolski"

A co napisano na polskojęzycznych portalach internetowych? Tuż po zakończeniu meczu, największy z nich umieścił tytuł: "Podolski katem Polaków"... O komentarzach internetowej tłuszczy nawet szkoda wspominać, niemniej, jak było do przewidzenia, słowa: "zdrajca", "sprzedawczyk" czy "volksdeutsch" są odmieniane na wszelki możliwy sposób (a warto pamietać, że Podolski mieszka w Niemczech od... 2-go roku życia).

Ale - nie koniec na tym. Szef jednej z polskich kanapowych partyjek, którą wyborcy wykopali z Sejmu, zażądał od prezydenta RP odebrania m.in. Podolskiemu - polskiego obywatelstwa za to, że ten gra w drużynie innego kraju.

Po przeczytaniu tego typu sformułowań, wielu emigrantów zadaje sobie pytania o sens powrotu do Kraju, gdzie żyją ludzie zionący taką nienawiścią...

sobota, 7 czerwca 2008

Dariusz Rekosz w Cork

Znany pisarz, Dariusz Rekosz, autor książek dla dzieci z serii "Mors, Pinky i..." oraz dla dorosłych - "Szyfr Jana Matejki" i "Kosmiczna Futryna", przez dwa dni gościł w Cork.

Wczoraj autor, ubrany w charakterystyczny krzyżacki płaszcz, popisywał swoje najnowsze książki ("Szyfr Jana Matejki" i "Kosmiczna Futryna") w Saloniku Prasowym BaDaCZ. Wieczorem w Franciscan Well Brewery odbyło się mniej formalne spotkanie, podczas którego Dariusz Rekosz opowiadał o swoich książkach, o tym, co skłoniło go do pisania, itp. Dzisiaj autor książek dla dzieci z serii "Mors, Pinky i..." spotkał się z uczniami Polskiej Szkoły w Cork, oraz ponownie ze swoimi Czytelnikami w BaDaCZ-u.

/Powyżej: z Dariuszem Rekoszem w BaDaCZu/

piątek, 6 czerwca 2008

Polskie sklepy w Cork: "Polonez"

Przed około tygodniem otworzono w Cork kolejny "polski" sklep, tym razem z sieci "Polonez".

"Polonez" - to sklep o dość dużej, jak na "polskie" sklepy powierzchni. W ogóle można zaobserwować, że powierzchnia kolejnych nowych "polskich" sklepów w Cork ulega znacznemu powiększeniu.

Do "Poloneza" wybrałem się wczoraj. Duży wybór towarów, niskie ceny, dostępna jest także polska prasa. Tyle, że ze sklepowego głośnika dobiegała jakieś skoczna rosyjsko - języczna piosenka a i sprzedawczynie chyba bardziej znają język Puszkina - niż Norwida. Jak widać, "polskie" sklepy ciągle otwierają inne nacje - niż nasza.

"Polonez" mieści się na Blackpool w Cork.

/Powyżej: Polonez/

czwartek, 5 czerwca 2008

Dublin: Universal Links on Human Rights

Przy Amiens Street w Dublinie znajduje się nietypowy monument: to "Universal Links on Human Rights", którego autorem jest Tony O'Malley. Elementami tej instalacji są: stal, kamień, szkło i... gaz. Monument przedstawia kulę o średnicy 260 cm uformowaną z drutu kolczastego. Wewnątrz kuli, w stalowo - szklanej osłonie pali się gazowy płomień. Pomnik został ustawiony w 1995 r. na zlecenie irlandzkiej sekcji Amnesty International.

/Na zdjęciu: stoję przy Universal Links on Human Rights/

wtorek, 3 czerwca 2008

Innishannon

Innishannon - to niewielka, ale bardzo malownicza wioska w hrabstwie Cork. 

Słynie z prywatnej galerii sztuki, ulic pełnych kwiatów i corocznych pokazów dawnych samochodów i maszyn parowych. Galeria mieści się przy Main Street. Można w niej podziwiać - i kupić - dzieła znanych artystów z Irlandii. Corocznie, w czerwcu, mają miejsce pokazy dawnych samochodów i maszyn parowych. W wiosce znajdują się dwa kościoły: protestancki i rzymskokatolicki. Innishannon - to chyba najbardziej "ukwiecona" miejscowość jaką do tej pory widziałem w Irlandii.

/Powyżej: galeria sztuki w Innishannon/

Robert Polański na swoim blogu - o mnie

Robert Polański (ur. 1979), prawnik, społecznik, fundator prywatnego stypendium dla uzdolnionej młodzieży oraz autor bloga o zagadnieniach prawnych w Irlandii, którego miałem zaszczyt poznać osobiście na Forum Aktywnych Polaków, poświęcił mi notkę na swojej stronie.

Kliknij, aby powiększyć:


niedziela, 1 czerwca 2008

Dublin: Black Church

St. Mary's Chapel of Ease, bardziej znany jako Black Church, został zbudowany w 1830 roku. Wg legendy, jeżeli o północy okrążymy ten kościół idąc do tyłu trzy razy, do tego mając zamknięte jedno oko i recytując od tyłu "Zdrowaś Mario" - napotkamy Szatana ;-)

O Black Church wspomina James Joyce w swojej powieści "Ulisses". Protestancka świątynia, o wyjątkowo grubych murach i wysokich, wąskich oknach, była świadkiem niełatwej koegzystencji protestantów i katolików. Obecnie w budynku świątyni mieszczą się... biura.

/Powyżej: Black Church w Dublinie/